niedziela, 7 października 2018

Lewackie fanaberie, czyli wakacje w Kotlinie Kłodzkiej

Sierpień 2018 r.



Wymyśliliśmy sobie, licho wie dlaczego, dwutygodniowe wakacje w Kudowie. Za pośrednictwem Booking.com zarezerwowaliśmy apartament typu studio, z ładnym ogrodem, w sąsiedztwie parku zdrojowego. Zabrałam trochę pracy do podgonienia i kilka książek. Mieliśmy zamiar zwiedzać, długo spać, jadać poza domem i czytać.
Pierwsze zderzenie z rzeczywistością nastąpiło, gdy okazało się, że meble ogrodowe są okupowane przez sąsiadów, którzy do pierwszej w nocy gawędzili grillując i paląc fajki. Dym papierosowy zresztą również nas budził, ale nic nie przebije podpałki do grilla. Po dwóch dniach już wiedzieliśmy, że jeśli chcemy spędzić czas na zewnątrz, to musimy iść do parku zdrojowego. Ogród jako atut apartamentu przestał istnieć. 

Dzięki tym sąsiadom, mieliśmy jeszcze atrakcje pod koniec pobytu, bo do tego stopnia zdewastowali swój apartament, że właściciel odwołał rezerwacje i rozpoczął remont! Zza ściany słychać było wiertarki, młotki i pokrzykiwania ekipy remontowej.
Na marginesie, sąsiadami nie była grupa rozwydrzonych małolatów, lecz rodzina trzydziestoparolatków z kilkuletnią córką. 

JEDZENIE NA MIEŚCIE okazało się kolejną przygodą. Znalezienie czegoś wegetariańskiego lub wegańskiego graniczyło z cudem. Jeździliśmy ponad czterdzieści kilometrów do Kłodzka, by zrobić sensowne zakupy. Alternatywą dla zbyt oddalonego Kłodzka okazał się czeski Nahod ze swoim Lidlem, który ma sporo opcji wegańskich. Lidl w Kudowie był dopiero w trakcie otwierania. Za to w życiu nie widziałam tak ogromnych steków i innych porcji mięcha jak te, serwowane w kilku restauracjach, które sprawdzaliśmy. 
Jeśli chce się zjeść coś wegetariańskiego pozostają pierogi i pizza. Wegańskiego jedzenia nie znaleźliśmy. 

Sama Kudowa jest uroczym, małym miasteczkiem, w którym po trzech dniach nie wiadomo co ze sobą począć.  Większość ludzi błąka się po parku zdrojowym lub okupuje kawiarenki. W jednej takiej dostaliśmy ciepłe Martini Bianco, a na prośbę o kilka kostek lodu zareagowano fochem. 

Nasze parkowe czytanie też budziło spore zainteresowanie. Pytano nas czy czytamy za karę, stwierdzano, że dostaliśmy zadanie będące warunkiem otrzymania kolacji... Za to wszyscy, bez względu na wiek, jeśli tylko gdzieś przycupnęli, nie mogli oderwać wzroku od telefonów.  

Jak zauważyliśmy, ogromnym powodzeniem cieszyły się tam również imprezy taneczne organizowane o przedziwnej porze, tuż po 15-16. Tłumy wystrojonych starszych pań i panów, kuracjuszy, pacjentów tamtejszych sanatoriów, biegiem podążało w kierunku miejsc, z których słychać było muzykę sprzed trzydziestu, czterdziestu lat. 

Niżej jedna z parkowych atrakcji, kolejka Balbinka, dudniąca disko polo.
  

Zabawne, że choć wszędzie króluje disco polo, w Kotlinie Kłodzkiej organizowane są ambitne imprezy muzyczne na wysokim poziomie: Festiwal Moniuszkowski w Kudowie, Międzynarodowy Festiwal Chopinowski w Dusznikach-Zdroju.


Atutem Kudowy jest z pewnością piękna architektura i magiczny park zdrojowy. 
Miejscem, które koniecznie trzeba odwiedzić jest OGRÓD JAPOŃSKI w Jarkowie koło Lewina Kłodzkiego. Za kilka złotych wstępu, można spędzić czas w pięknym, klimatycznym miejscu, którym jak się dowiedzieliśmy, zachwycili się również Japończycy. 
Warto podkreślić, że powstał z pasji, bez finansowego wsparcia. Na niewielkim, w sumie, obszarze powstał ogród z wodospadami, strumykami, oczkami wodnymi, z zachwycającą roślinnością, miniaturowymi drzewkami, posągami... 
Uważam, że jest to tak niezwykłe miejsce, że zasługuje na większą reklamę. 
A dla twórcy i osób pracujących nad utrzymaniem ogrodu należy się ogromny szacunek! 
Polecam to miejsce z pełnym przekonaniem i dodaję, że żadne z moim zdjęć nie oddaje w pełni uroku OGRODU.







Pisząc o atrakcjach (lub braku atrakcji) okolic Kudowy, powinnam wspomnieć o Błędnych Skałach. Byłam tam strasznie dawno temu, gdzieś w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia (o matko, jak to brzmi!).
Wybraliśmy się odpowiednio ubrani, zaopatrzeni w wodę i z mocnym postanowieniem, że nie autem na miejsce, ale szlakiem turystycznym na piechotę. Ta wycieczka okazała się ilustracją sytuacji społecznej w kraju.
W ponad trzydziestostopniowym upale wędrowaliśmy ponad siedem kilometrów w jedną stronę, licząc, że na miejscu kupimy picie na drogę powrotną, odpoczniemy chwilkę, połazimy po Błędnych Skałach i wrócimy. Nic bardziej mylnego. To nie jest miejsce przyjazne ludziom. Nie zrobiono niczego co mogłoby ludziom sprzyjać. Mimo licznych wiatrołomów, ogromnych głazów leżących wokół, znalezienie miejsca, na którym można by usiąść na chwilkę stało się niemożliwe. I nie mówię tego z pozycji mojego wieku! Widzieliśmy kilkuosobowe rodziny schodzące ze szlaku szukając zacienionego miejsca na lunch, spotkaliśmy uroczą nastolatkę, która desperacko położyła się na szutrowej drodze (mimo ostrych kamieni), bo była umęczona wchodzeniem. 
Do tego źle oznakowana trasa, a na miejscu brak możliwości kupna czegokolwiek. Tylko kasa biletowa i pani, która stwierdziła, że woda w kranach w toaletach nadaje się do picia. Rozmawialiśmy z wieloma ludźmi, zaskoczonymi, że nikomu się nie opłaca, że nikomu się nie chce zarobić pieniędzy. Tam jest doprowadzony prąd, woda i mnóstwo miejsca na postawienie kiosku z piciem, tylko z piciem! Wszyscy komentujący stwierdzali, że byłaby to maszynka do robienia pieniędzy.  Szkoda słów. 
Dodam, że przeszła nam ochota na błąkanie się po BŁĘDNYCH SKAŁACH, więc zrobiliśmy sobie wycieczkę tam i z powrotem. No i nigdy więcej!
PS: Można wjechać za 20 zł pod kasę biletową.




Na szczególną uwagę w Kotlinie Kłodzkiej zasługuje Polanica-Zdrój.
Choć nie nie mam instynktu stadnego, fantastycznie było poczuć atmosferę kurortu.  Piękny park zdrojowy,  zachwycająca architektura, NAPRAWDĘ trzeba odwiedzić.







Na obrzeżach Kudowy warto zajrzeć do KAPLICY CZASZEK, choć nie obeszło się bez zgrzytu. Zakonnica oprowadzająca grupy, do malutkiego pomieszczenia wpuściła tak dużo ludzi, że można było się udusić. Ale liczy się przemiał! Miejsce, oczywiście biletowane.



Żeby nie było, że się czepiam... jest tu jeszcze park linowy, aquapark, Szczeliniec i mnóstwo zabytkowych obiektów w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Spotkaliśmy mnóstwo przyjaznych ludzi, pozdrawiających się na szlakach, przepyszne pierogi w PIEROGATEJ CHACIE  w Polanicy... 
Ale proszę nie zamawiać kawy mrożonej w Parkowej w Dusznikach-Zdrój, my dostaliśmy gałkę lodów wrzuconą do paskudnej gorącej kawy... choć po namyśle stwierdzam, że to miejsce powinno się znaleźć w dziele ATRAKCJE. To skansen PRL-u!!  

niedziela, 23 września 2018

Słowenia 2018

Maj-czerwiec 2018 r.

Po roku wróciliśmy do Słowenii, za którą cały rok tęskniliśmy. Brakowało nam krystalicznie czystych, szmaragdowych jezior, Alp Julijskich, wąwozów, wodospadów i przyjaznych ludzi. Czystych szlaków turystycznych, parkingów, które nie przypominają wysypisk śmieci, świetnej kawy, obojętnie czy pitej w eleganckiej restauracji czy przydrożnym barze. 
Gdziekolwiek pojedziemy w przyszłym roku na wakacje, Słowenię odwiedzimy również, bo Słowenia uzależnia!




Jezioro Bohinj, Ribcev Laz


Jezioro Jasna, Kranjska Gora






Nawet alpejskie łąki są zachwycające, kwitnące wszystkimi kolorami, pachnące i żywo zielone. Na jednej znaleźliśmy piękną Szkotkę rasy wyżynnej (highland cattle).


Triglavski Park Narodowy... zastanawiające jest to, że wszędzie gdzie się tylko da, dozwolony jest wjazd samochodami, ale dyscypliny można Słoweńcom pozazdrościć, czy pogratulować.







Ljubljana, Triple Bridge


Zaletą wakacji na przełomie maja-czerwca jest z pewnością to, że nie ma jeszcze wakacyjnych tłumów, ale nie uwzględniliśmy, że będą trwać remonty, renowacje, będą kończone przebudowy dróg. 
Dlatego, na przykład, pocałowaliśmy kłódkę do jednej z większych atrakcji parku narodowego- Vintgar Gorge. Rok temu nie udało się znaleźć miejsca parkingowego i się wycofaliśmy, w tym były hektary wolnych parkingów... właśnie... bo trwał remont drewnianych mostków na szlaku. Do trzech razy sztuka! 


Poniżej malutka Kropa, miasto kowali słynące również z dobrej kuchni (polecał nam nasz gospodarz).




Skofja Loka z wielką lipą pod którą jest pub, będąca punktem orientacyjnym miasteczka.


Starówka w Radovljicy ze sklepikami ze starociami, kawiarenkami, w których podaje się słynne  słoweńskie ciasto GIBANICĘ, będące kompromisem między jabłecznikiem, sernikiem i makowcem. Pycha!

czwartek, 16 sierpnia 2018

Bóg urojony, Richard Dawkins


Bóg urojony, Richard Dawkins
Przekład Piotr J. Szwajcer
Wydawnictwo CiS, Stare Groszki 2013

Książka została pierwszy raz opublikowana w 2006 roku w Wielkiej Brytanii i USA i od tego czasu jest regularnie wznawiana. Została przetłumaczona na ponad trzydzieści języków.
Autor jest ewolucjonistą, zoologiem, etologiem i publicystą. Do 2008 roku był profesorem katedry Public Understanding of Science na Uniwersytecie Oksfordzkim. Jest teoretykiem ewolucji biologicznej i postrzegany jako jedyny naukowiec wśród przeciwników kreacjonizmu, określany jest  wręcz jako "buldog Darwina".

Uważam, że BÓG UROJONY to książka bardzo ważna, pozwalająca spojrzeć na zagadnienie z wielu punktów widzenia i z pewnością jest to duży materiał do przemyślenia. Bez względu na to, czy podzielamy poglądy autora.

Byłam ciekawa z jakim odbiorem książka spotkała się wśród polskich czytelników i przejrzałam opinie na LUBIMY CZYTAĆ. Zwróciło moją uwagę, że ci, którzy podzielali chociaż w jakimś stopniu poglądy R. Dawkinsa, odnosili się wyłącznie do TREŚCI, nie byli napastliwi w stosunku do osób prezentujących poglądy przeciwne. Nie można tego powiedzieć o drugiej stronie. Co daje do myślenia. 

Lektura tej książki przypadkowo zbiegła się z opublikowanym przez OKO.PRESS artykułem Krzysztofa Pacewicza na temat polskiej religijności, który gorąco polecam. 
Cały artykuł dostępny tutaj: Polska globalnym liderem...w spadku religijności

Myślę, że przytoczenie kilku fragmentów, cytatów z R. Dawkinsa, lub tych, którymi on się posłużył w argumentacji, najlepiej przybliży punkt widzenia autora. 

  • wielu uczonych nie przyznawało się (i nie przyznaje) do ateizmu, by uniknąć ostracyzmu, by móc kontynuować pracę naukową, by nie narażać się Kościołowi, w rękach którego były ośrodki akademickie; 
  • R. Dawkins prezentuje stanowiska zarówno kreacjonistów jak i ewolucjonistów, mam na myśli, że nie ogranicza się do prezentacji wyłącznie bliskiej mu koncepcji, co moim zdaniem jest dowodem uczciwości w podejściu do zagadnienia;
  • znaczącą część teorii wspiera stanowiskiem innych autorytetów naukowych, często również w sposób zabawny, jak anegdota dotycząca Bertranda Russella, który zapytany o to jak się zachowa, gdy po śmierci stanie jednak przed Bogiem i zostanie zapytany dlaczego nie wierzył, odpowiedział: "Zbyt mało dowodów, Boże. Zbyt mało dowodów!"
  • Matt Ridley powiedział: "Większość uczonych jest znudzona tym, co już wie. Tym, co ich napędza, jest niewiedza." 
  • wady wrodzone i choroby są dowodem ewolucji, bo dziełem stwórcy z założenia byłoby dzieło doskonałe... cudownie LOGICZNE, czyż nie?
  • o ewolucjonizmie świadczy nawet mechanizm personifikacji nieznanych obiektów, bo jeśli cieniowi przypiszemy cechy włamywacza, to nic na tym nie tracimy, ale jeśli jeden raz nie będziemy się mylić, to fakt ten może nam uratować życie;
  • efekt wiary jako efekt placebo, wiara powoduje, że życie nie kończy się ze śmiercią;
  • Bernard Shaw powiedział: "To, iż wierzący jest szczęśliwszy od sceptyka, znaczy niewiele więcej niż fakt, że człowiek pijany lepiej się czuje od trzeźwego."
  • między religiami jest więcej analogii niż różnic, wszystkie mają na celu podporządkowanie sobie wyznawców, a przywódcy religijni doskonale zdają sobie sprawę z indoktrynacji; stąd nauczanie religii zaczyna od najwcześniejszych lat, gdy umysł dziecka jest najbardziej podatny na wpływy;
  • antropolog Pascal Boyer opowiadał na jakimś przyjęciu w Oxford, o badaniach wierzeń religijnych ludów w Kamerunie, komentując, że niewiarygodne jest w jakie bzdury ludzie są w stanie wierzyć... tu R. Dawkins przytacza kilka założeń chrześcijaństwa (np dzieworództwo Marii), co sprowadza się do konkluzji MOJA BZDURA JEST DOGMATEM, CZYJAŚ TYLKO BZDURĄ;
  • Marcin Luter głosił, że rozum jest wrogiem religii: "Rozum jest największym wrogiem twojej wiary....Każdy, kto chce być chrześcijaninem, powinien wyłupić oczy własnemu rozumowi." Biorąc pod uwagę, że współcześnie panuje niekwestionowana moda na egzorcyzmy, a jednym z wypędzanych demonów jest DEMON INTELEKTUALIZMU, nic się nie zmieniło w tej materii przez ostatnie pięćset lat! 
  • Oskar Wilde powiedział: "Prawda w kwestiach religijnych to po prostu pogląd, który przetrwał."
  • wiele osób, w tym przedstawiciele różnych kościołów, przekonują, że moralność jest konsekwencją religijności, a już Blaise Pascal, który był filozofem religii powiedział, że "Doświadczenie uczy nas dostrzegać olbrzymią różnicę między dobrocią a pobożnością." (mój ulubiony cytat!!)
  • w nawiązaniu do punktu poprzedniego, należałoby zwrócić uwagę, że wnikliwa lektura starego testamentu nie daje wielu wzorców do naśladowania, jest tam mnóstwo historii mściwych, ociekających krwią, pełnych przemocy, wątpliwych moralnie; 
  • i jeszcze dwa cytaty na temat związków moralności z religijnością: 
Blaise Pascal: "Ludzie nigdy z takim przekonaniem i z taką radością nie angażują się w czynienie zła jak wówczas, gdy czynią to z pobudek religijnych"

Steven Weinberg: (amerykański fizyk, noblista) "Religia stanowi obrazę dla ludzkiej godności. Gdyby jej nie było, mielibyśmy dobrych ludzi robiących dobre rzeczy i złych ludzi czyniących zło. Tylko religia może sprawić, że dobrzy ludzie robią złe rzeczy."

  • na stronach 344-350 autor opisał eksperyment Johna Hartunga, którego nie będę przytaczać, ale sprowadza się do tego, że ten sam czyn jest inaczej oceniany moralnie, jeśli jest wymierzony w członka własnej grupy a inaczej w obcego lub wroga; należałoby zadać pytanie CZY POJĘCIE DOBRA-ZŁA NIE JEST OBIEKTYWNE?
  • na to jak jest postrzegana religia, nie jakaś konkretna, religia w ogóle, ma wpływ pogarda dla kobiet, opóźnianie rozwoju nauk pozostających w sprzeczności z interesem kościołów, eksterminacja całych narodów w imię szerzenia, nawracania na religię, działalność Inkwizycji, średniowieczne procesy o czary i płonące na stosach czarownice, których ilości nawet nie można oszacować z dokładnością do kilkudziesięciu tysięcy, wojny religijne, które były wyłącznie wojnami o wpływy, stosunek do homoseksualizmu, kary śmierci, antykoncepcji, molestowania dzieci, celibatu duchownych...! 
  • jeśli komuś przyszłoby kwestionować wynikającą z religii POGARDĘ DO KOBIET, to za Richardem Dawkinsem przytoczę fragment modlitwy ortodoksyjnych Żydów "... Dzięki Ci, Panie, żeś nie uczynił mnie poganinem. Dzięki Ci, Panie, żeś nie uczynił mnie kobietą. Dzięki Ci, Panie, żeś nie uczynił mnie niewolnikiem."
  • wpływ religii na prawa kobiet, to również brak dostępu do edukacji przez całe wieki, na uczelnie prowadzone i zdominowane przez organizacje religijne, ograniczanie praw obywatelskich, podporządkowanie męskim krewnym i w sprawach majątkowych i właściwie wszystkich innych dziedzinach; sprowadzenie roli kobiety do prokreacji, kwestionowanie zdolności intelektualnych...
  • R. Dawkins zauważa też, że paradoksem jest to, że osoby religijne obawiają się śmierci, biorąc pod uwagę, że pozwala zjednoczyć się z ich bogiem;
  • również w kontekście wydarzeń ostatnich kilkudziesięciu lat, zarówno wojen na Bałkanach jak i sytuacji w północnej Afryce, nabiera szczególnego znaczenia stwierdzenie, że należy przestrzegać nie przed ekstremizmem, ale przed religiami w ogóle, bo szczerze mówiąc każdy ekstremizm ma te same skutki i podobne przyczyny. 
I jako taką przestrogę należy również traktować tę skądinąd tylko popularnonaukową książkę.