niedziela, 17 września 2017

S jak Słowenia



Panorama jeziora Bled w deszczu

W wyniku szeregu zbiegów okoliczności, spędziliśmy w tym roku dwa tygodnie wakacji w Słowenii. Dotychczas przez Słowenię najwyżej przejeżdżaliśmy, jak większość, w drodze do Chorwacji. 
Trafiliśmy do Bled, małego miasteczka u podnóża Alp Julijskich. Atrakcją Bled jest niezwykłe położenie, tuż przy granicy austriackiej i włoskiej, w sąsiedztwie Triglavskiego Parku Narodowego. Właściwie wszędzie jest stąd blisko. W niecałą godzinę można dojechać do Lublany, Postojnej Jamy (największej jaskini w Europie), a zaledwie ciut dłużej nad Adriatyk. Samo Bled położone jest nad malowniczym jeziorem z wyspą, na której jest kościół. 
Jezioro Bled jest chyba najbardziej znane, ale równie piękne jest jezioro Jasna, czy Bohinj. Do tego dochodzą krystalicznie czyste alpejskie strumienie, wąwozy i wodospady. Słoweńcy to szczęściarze!
Jak doczytałam, około 48% obszaru tego kraju porastają lasy, 43% stanowią ziemie uprawne. A nasz gospodarz, właściciel apartamentu, narzekał na brak przemysłu w Słowenii!
Gdziekolwiek byliśmy, zachwycała nas czystość tych miejsc, mimo ilości turystów. Tłumów tu się zresztą nie odczuwa. 
Cały rejon oferuje tyle możliwości spędzania czasu, że można się w tym wszystkim pogubić. Są tu piękne trasy rowerowe, a w zimie trasy narciarskie. Można pływać, zwiedzać, spacerować... co kto woli. 
Słowenia jest bardzo mała, stolica, Lublana ma około 280 tys mieszkańców. Pod centrum miasta jest duży parking podziemny, co załatwia problem z parkowaniem. Jak pomyślę o ponad godzinnym szukaniu parkingu w Krakowie czy Wrocławiu...
W rejonie Triglavskiego Parku Narodowego jest mnóstwo uroczych miasteczek liczących po 4-5 tys mieszkańców, położonych w Alpach, otoczonych bajkową przyrodą. Nie wiem sama co jest większą atrakcją, architektura czy natura. Zachwyca i jedno, i drugie. 
- Jeżdżenie wąskimi alpejskimi drogami dostarcza niezłej porcji wrażeń. Byłam wielokrotnie świadkiem manewrowania, aby pojazdy mogły się wyminąć na zbyt wąskich drogach.
- Słowenia jest w strefie euro i jest trochę droższa od Chorwacji, może dlatego nie ma takiego masowego najazdu turystów. 
- Wszędzie można się napić wyśmienitej kawy za 1,2-1,4 euro.
- Słoweńcy są niezwykle przyjaźni, pomocni, życzliwi i większość mówi dobrze po angielsku.
- Stosunkowo drogie są parkingi, choć pod centrami handlowymi pierwsza godzina jest free. Kary za nieuiszczenie opłat parkingowych są dotkliwe i widziałam mnóstwo samochodów z umieszczonymi karami za brak opłat parkingowych.
- Przed wjazdem do Słowenii należy kupić winiety, które najtańsze są w strefie przygranicznej, nie opłaca się kupować w Polsce ani wcześniej. 

Jezioro Bled













Jezioro Jasna, Kranjska Gora








Kropa, miasteczko kowali. Pięknie położone, prawie 500 npm. 







Radovljica, kolejne kilkutysięczne miasteczko z pięknie zachowaną szesnastowieczną starówką.









Dovżanova Soteska








Ljubljana, jedyna europejska stolica w jakiej byłam, po której jeździ się bezstresowo, nie stoi się w korkach i można wyjechać bez nawigacji. Do tego czysta, zielona i niezatłoczona. 












Jezioro Bohinj


Slap Savica



Skofja Loka miasteczko z zamkiem na wzgórzu, ze świetnie zachowaną starówką i ... z "wieczorem" kawalerskim w połowie lokali jakie mijaliśmy. Dodam, że w środku dnia, a faceci przesympatyczni!



Jeśli ktoś dotrze do tego miejsca, to zdradzę, że po wyjeździe ze Słowenii, wciąż mi się ona śni. Zamykam oczy i widzę krystaliczne wody jeziora Bled, wyspę z kościołem i słyszę dzwon życzeń. 
Widzę zieleń we wszystkich możliwych odcieniach i ławeczki na których czytałam książki. 
Tak sobie myślę, że może będzie można czasem zobaczyć zaczytaną postać na Veslaskiej Promenadzie .... gdy będę marzyć o powrocie do Bled.