wtorek, 2 lipca 2019

Bal na Titaniku

Padają kolejne rekordy wysokich temperatur, tygodniami nie spada kropla deszczu.
W drodze na wakacje mijamy wysychające pola. W rzekach jest bardzo niski poziom wody.
Co raz częściej mamy do czynienia z anomaliami pogodowymi...
Ludzie kompulsywnie sprawdzają prognozy pogody, szukają cienia. Ławeczki w cieniu są oblegane, w słońcu stoją puste. Nie działają fontanny, bo należy oszczędzać wodę. Ceny żywności znacząco idą w górę. I co? I nic!! Brak reakcji!
Obawiam się, że świadoma dramatyzmu sytuacji jest zaledwie garstka ludzi. 
Widziałam nastolatka, który wrzucił do kosza na śmieci pełną butelkę wody, bo się zagrzała, jakby nie mógł nią podlać jakiejś biednej rośliny.  
Kupujemy niewyobrażalną ilość napojów w plastikowych butelkach, choć ich zawartość jest często gorsza niż woda w kranie. Przejeżdżałam ostatnio przez kilka wsi w dniu odbioru śmieci. Przed posesjami leżały ogromne wory wypełnione opakowaniami z tworzyw sztucznych. Nawet ich nie zgnieciono.  
Mam wrażenie, że jesteśmy najbardziej autodestrukcyjnym gatunkiem. Niezdolnym do myślenia w dłuższej perspektywie niż własne życie. Wystarczy przeczytać ile ton śmieci zostawiamy na plażach, zobaczyć jak wyglądają parkingi, miejsca biwakowania.. Przeczytałam, że tylko z plaż Gdańska dziennie uprząta się 14 ton śmieci!
W czasie upałów wszyscy wędrują z butelkami napojów, ale tylko pojedyncze osoby mają naczynie z filtrem wielokrotnego użytku. 
Kupujemy za dużo ubrań, butów, artykułów do domu... Po co? Czy definiuje nas stan posiadania? Dlaczego nie możemy zaszyć zamiast kupić nowe, dlaczego nie możemy naprawić, podarować niepotrzebnej rzeczy. 
Mam zaledwie kilkoro znajomych, którzy wręcz chwalą się, że noszą bluzkę czy płaszcz w kolejnym pokoleniu. Na marginesie taki ciuch jest często w o wiele lepszym gatunku, unikatowy, jedyny w swoim rodzaju. 
Wśród znajomych staramy się stosować zasadę „nie wyrzucaj, znajdź nowego właściciela”. Przecież można przyjaciółce podarować nietrafiony kosmetyk, skoro nie można go zwrócić.  
W moim domu od lat używa się filtrów Brita do wody z kranu, zamiast kupować zgrzewki butelkowanej wody mineralnej. W bonusie mamy w idealnym stanie czajnik, bez kamienia, bo filtrujemy również wodę do niego (i do ekspresu do kawy również).
Jeden z moich płaszczy zimowych ma 7 lat. Buty kupuję, gdy naprawdę muszę.  Segregujemy śmieci, nie wyrzucamy jedzenia...
Jedzenie to kolejny temat rzeka. Ze smutkiem patrzę na worki wynoszonego po weekendach pieczywa. Po co? Czy nie można kupić mniej? A już karmienie ptaków pieczywem w  ogóle powinno być zabronione. Ptakom to szkodzi!   

Marnowanie żywności uważam za szczególnie nieetyczne, gdy wciąż na świecie jest tylu ludzi, którym jej brakuje.

Czy nie można zabrać swoich śmieci z lasu, znad jeziora, z plaży?
Kąpiel pod prysznicem zamiast wanny, zakręcona woda podczas mycia zębów i golenia, zmywarka zamiast mycia ręcznego, oszczędne użycie wody w toalecie, likwidacja kapiących kranów, włączanie pralki z pełnym wsadem, nie dla kilku rzeczy.......
A co dopiero rozwiązania na skalę globalną!
Jakiś czas temu zwróciłam uwagę, jak wielkie koncerny farmaceutyczne w gigantyczny sposób marnują surowce. Sprzedaje się duże opakowania z kilkoma tabletkami, bo to "lepiej" wygląda. Do jednej butli potrafi zmieścić się zawartość 3-4 opakowań. 
Od lat nie mogę się doprosić o elektroniczną fakturę od mojego dostawcy energii elektrycznej i jest to jedyna faktura papierowa jaką otrzymuję....
Ze smutkiem obserwuję, że niewielki procent ludzi jest świadomych krawędzi nad którą stoimy. Być może jest już za późno, być może niewiele to zmieni, ale nie możemy się godzić na obojętność.
Protestujmy, domagajmy się zmian systemowych. Nie gódźmy się.
Pewna mądra nastolatka sama lub z koleżankami organizuje strajk klimatyczny, a w komentarzach czytam, czy ona ma te jedne spodnie, bo wciąż w tych samych jest na zdjęciach. Nie skomentuję komentarza!

Klimatowi służy ruch ZERO WASTE, który opiera się na zasadach tzw. 5R:
- odmawiaj (refuse)
- ograniczaj (reduce)
- wykorzystaj ponownie (reuse)
- recyklinguj (recycke)
- kompostuj (rot)
Choć coraz bardziej popularny (modny?) to mam wrażenie, że jest samotnym głosem rozpaczy. 
Ekologii sprzyja weganizm i wegetarianizm, i każde ograniczenie spożycia mięsa, bo przemysłowa hodowla zwierząt rzeźnych w niewyobrażalny sposób niszczy planetę. 
Choć żeby zatrzymać katastrofę, należałoby wprowadzić zmiany systemowe, nic nie zwalnia nas z dbania o środowisko.  
Tymczasem, mam wrażenie, że sposób w jaki żyjemy przypomina ostatni bal na Titaniku.


poniedziałek, 17 czerwca 2019

Focaccia wg Jadłonomii



Jadłonomię już tu rekomendowałam. Powtórzę, że polecam i blog i książki, których mam dwa tomy.
Obie są dla mnie fenomenem, bo choć książek kucharskich mam sporo, te są jedynymi, z których cały czas korzystam.
Nie są tylko dla wegan i wegetarian, są dla ludzi, którzy szukają nowych smaków i chcą zdrowo się odżywiać.
Dodam jeszcze, że sprawdziłam większość przepisów, a duża część weszła do "kanonu" mojej kuchni.
Focaccie robię rzadko, bo rzadko jadamy pieczywo a jeszcze rzadziej z białej mąki. Dzisiaj kupiłam mąkę żytnią z pełnego przemiału i kolejne focaccia będą moim eksperymentem. Nie wiem tylko, czy to wciąż będzie ta sama potrawa :)
Dlaczego postanowiłam rekomendować to pieczywo... Otóż jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, żeby przepis był tak perfekcyjny. Wystarczy wszystkie składniki zmieszać w podanym stosunku i starannie wyrobić. Nie trzeba przepisu poprawiać... dolewać czegoś czy dosypywać. I nie ukrywam, że p. Marta Dymek zrobiła na mnie wrażenie, bo szalenie cenię profesjonalizm.

Składniki:
600 g mąki pszennej
350 ml wody
100 ml ciepłego mleka roślinnego lub innego w zależności od opcji
10 g drożdży instant
4 łyżki stołowe oliwy
2 łyżeczki soli
z dodatków polecam oliwki, pomidory świeże lub suszone, zioła, z których my preferujemy rozmaryn

Wykonanie:
Jestem kiepską kucharką, więc mąki nie przesiewam 😏, wszystkie składniki umieszczam w dużej misie szklanej i wyrabiam; przykrywam lnianą ściereczką i pozostawiam do wyrośnięcia-wyrasta zawsze! Do pieczenia używam najczęściej szklanych foremek, bo widzę co się dzieje z pieczonym tym czymś. Smaruję formę oliwą, umieszczam wyrośnięte ciasto w formie i obkładam jednym z wybranych dodatków. Pozostawiam do ponownego wyrośnięcia.
Piekarnik rozgrzewam zgodnie z instrukcją do T 200 C i piekę przez 25-30 min.
Polecam bardzo.
Bon appetit!!




niedziela, 26 maja 2019

Bieguni, Olga Tokarczuk


Bieguni, Olga Tokarczuk
Audiobook w interpretacji: Olgi Tokarczuk, Agaty Kuleszy, Danuty Stenki, Magdaleny Cieleckiej, Wiktora Zborowskiego, Mariusza Bonaszewskiego
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015
ISBN: 978-83-08-05594-6
ISBN: 978-83-08-06560-0

Jest to jedna z najbardziej kontrowersyjnych powieści jakie czytałam. Wysoko oceniana przez krytykę i średnio przez czytelników. Na Lubimy Czytać uzbierała ocenę 6.95 na podstawie prawie 3600 ocen.  Przy tym dużo jest ocen skrajnych. 
Do tego jestem przekonana, że część oceniających wystawiła wysokie oceny, bo "skoro takie arcydzieło, to nie można się przyznać, że tego się nie dostrzega". 

Od pierwszych stron powieść  budziła we mnie skrajne emocje. Była irytująca, nużąca, ale i zachwycała. Nie rozumiem w niej zbyt wielu rzeczy, na przykład fascynacji preparowaniem ciał ludzkich w celach ekspozycyjnych, szczegółowych opisów  eksponowanych ciał. Szczere mówiąc, gdyby to były ciała zwierząt, mój stosunek to tego faktu byłby identyczny. 
Nie rozumiem zamysłu autorki w wielu miejscach. Na przykład potrzeby definiowania oczywistych przedmiotów i zjawisk. To mnie chyba najbardziej męczyło.  
Nie rozumiem w jakim celu tyle historii zostało wymieszanych, niedokończonych, ledwo zaznaczonych. Co autorka chciała przez to osiągnąć? 
Pomyślałam, że skoro potrzebny jest przewodnik po tej książce, to do kogo jest ona adresowana? 
Czy fakt, że mam problem z interpretacją jej treści, świadczy o moim niedouczeniu? Do jak licznej grupy adresowana jest ta powieść?
Podobało mi się wiele sformułowań, ale nie będę przytaczać cytatów, są dostępne na przykład TU

Jestem rozczarowana i zawiedziona, szczególnie, że cenię Olgę Tokarczuk. 

PS: chyba kupię sobie w Biedronce albo Lidlu kilka powieści pana M. aby odrestaurować zmasakrowane ego... bo skoro wyższe wykształcenie uzyskane na jednej z lepszych uczelni w kraju nie wystarcza by czytać w zachwycie tak uznane dzieło literackie, to ja się poddaję.

Nagrody i nominacje: 
- 1. polska książka, która otrzymała Międzynarodową Nagrodę Bookera
- Literacka Nagroda Nike 2008
- nominacja do National Book Award 2018