poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Nocny film, Marisha Pessl


Nocny film, Marisha Pessl
Przekład z angielskiego Rafał Lisowski
Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz S.C., Warszawa 2016

22 marca 2017 r.
Po TETRALOGII Eleny Ferrante trudno jest mi się zabrać za kolejną powieść. Zdecydowałam się na Marishę Pessl, bo uwielbiam Wybrane zagadnienia z fizyki katastrof. I tu nastąpiła konfuzja.
Od Tetralogii nie mogłam się oderwać. A do tej książki chyba trzeba mnie przybić gwoździem. Nosi mnie. Przeczytałam już niemal wszystko na necie, w tym kilkanaście opinii na Lubimy Czytać. Skrajne opinie zamiast mnie zaintrygować, jakoś mnie zniechęcają.
Nie przekonuje mnie ta cała historia z "podziemnym obiegiem" filmów Cordovy.
25 marca 2017 r.
Po trzech dniach jestem na 111 str. Jak tak dalej pójdzie, to będę tę powieść czytać do końca roku.
Muszę się do czegoś przyznać. Bardzo uważnie słucham ludzi, czytam, oglądam. Bywa, że jestem pozytywnie do czegoś/kogoś nastawiona, aż jakiś gest, jakieś słowo, mimika, powodują, że wkrada się FAŁSZ.
Znalazłam na 105 str. taki fragment opisujący relacje między dwójką nastolatków:
"Łatwo to sobie było wyobrazić, dwoje pięknych nieznajomych odnajduje się w głuszy dorastania, dwie orchidee kwitnące na pustyni." Miałam ochotę zacząć krzyczeć. Ratunku! Grafomania!
A ja byłam zafascynowana językiem WYBRANYCH ZAGADNIEŃ...
Do tego to myśl faceta. Który facet posługuje się takim językiem?
27 marca 2017 r.
Język, który był atutem, gdy mówiła nim szesnastoletnia BLUE z WYBRANYCH ZAGADNIEŃ... jest totalnym nieporozumieniem, gdy mówi nim dojrzały mężczyzna. Razi.
Otwarta torebka damska wygląda jak "wypatroszony rekin". "Dziecko wciąż płakało, ale gdy znaleźliśmy się dalej od domu, wiatr łagodził ten dźwięk niczym balsam, wplatał go w zimny dreszcz nocy".
02 kwietnia 2017 r.
Szczęśliwie dotarłam do 1/3 książki. Jestem na 252 stronie!
Trochę mnie wciągnęło. Nie porwało, ale zaintrygowało. Muszę przyznać, że Marisha Pessl umie budować napięcie. W kilku miejscach czytałam walcząc ze snem, nie mogąc się oderwać. 
Jednak kreacja postaci nie jest mocną stroną powieści. Bohaterowi są płascy, papierowi, przerysowani, nie budzą żadnych emocji.
10 kwietnia 2017 r.
Jestem na 356 stronie. Sto stron w tydzień! Trochę dlatego, że za dużo pracuję. 
Na stronie 293. znalazłam zabawny opis SKLEPU Z AKCESORIAMI Z DZIEDZINY CZAROWNICTWA I KULTU BOGINI. Sklep nosi nazwę ZAKLĘCIA i tak został opisany:
"Sklep zaaranżowano w taki sposób, jakby Chrystus, Budda, Mahomet, Wisznu-plus paru przypadkowych pogan-wspólnie urządzili wyprzedaż garażową." 
Później jest jeszcze lepiej: "Najwyraźniej wielu nowojorczyków dało sobie spokój z psychoterapeutami oraz jogą i stwierdziło: <A co mi tam, spróbuję magii.>, bo w sklepie był tłum."
12 kwietnia 2017 r.
Trudno odmówić Marishy Pessl inteligentnych i zabawnych komentarzy. Tu jest o poziomie dziennikarstwa internetowego: "Teraz twoja konkurencja to ubrany w piżamę czternastolatek o nicku Ninja-prawdy-12, dla którego weryfikacja faktów polega na tym, żeby wejść na Twittera i przejrzeć konto opisywanej osoby, Bój się."
14 kwietnia 2017 r.
Powieść jest zadziwiająco nierówna. Trafne i mądre spostrzeżenia wymieszane są z ogromną porcją banału. 
Są tu wszystkie gatunki, jakby utwór miał zadanie zaspokoić oczekiwania każdego czytelnika. Trochę kryminału, trochę horroru, romansidła, magii, dramatu... czego tu nie ma!?
17 kwietnia 2017 r.
Ponad 750 stron powieści budzącej tak mieszane uczucia to za dużo. Pomogły mi święta w górach, brak zasięgu w telefonie i deszcze ze śniegiem tłukący w okna. Skończyłam czytać. 
Nie czuję się jakoś bardzo zawiedziona. Czytałam znacznie gorsze rzeczy. To nie mój gatunek literacki, nie moja tematyka. 
Czas na powrót do cywilizacji, do pracy i jak najdalej od magii, opętań i takich tam.
No i czeka na mnie wciąż nie malejący stos książek, które jak zwykle łatwiej kupić, niż znaleźć czas na ich przeczytanie. 

A tak na marginesie... za Stephenem Kingiem nie przepadam, ale bardzo lubię Davida Lyncha. Widziałam chyba większość jego filmów i porównywanie Nocnego filmu do jego twórczości jest mocno na wyrost.  






czwartek, 23 marca 2017

Sąsiedzi


Od tygodni szukam rozwiązania pewnego problemu i nic mądrego nie przychodzi mi do głowy.
Otóż mam problem z sąsiadami. Dodam, a to kluczowa informacja, że pracuję w domu i do tego naprawdę dużo, siłą rzeczy spędzam w nim sporo czasu.
Wracając do sąsiadów... Pal licho, że jedni palą na klatce i można się zjarać marihuaną przechodząc przez własny przedpokój.
Mogę przejść do porządku dziennego nad waleniem kotletów o ósmej rano w niedzielę. Swoją drogą, nie można by ich utłuc ze dwie godziny później?
Pogodziłam się z faktem, że sąsiad z naprzeciwka ma donośny głos, szczególnie gdy zaprowadza ład patriarchalny w swojej rodzinie. 
Rzeczywistym problemem są sąsiedzi za ścianą mojej sypialni. 
Pojęcia nie mam kto tam mieszka, poza tym, że jest ich kilkoro płci obojga. 
Rano, gdy wstaję do pracy, jest cudownie cichutko. Absolutnie żadnych odgłosów. Ciche są wieczory, gdzieś do około 22. Gdy około 23. ląduję w sypialni, za ścianą życie toczy się pełną parą. Gwar głosów, śmiechy, szczebiot kilkuletniego dziecka, a wszytko to nałożone na odgłosy telewizora. Trwa to wszystko do pierwszej, pierwszej trzydzieści. Następnie trochę przycicha i do około trzeciej słychać modulowane buczenie. Jakby gra komputerowa, wyścigi samochodowe czy coś. Temu buczeniu towarzyszą głosy kilku osób, zapewne coś komentujące. 
Najpierw przyszło mi do głowy, że za ścianą mieszkają WAMPIRY. Tłumaczyłoby to ich nocne ożywienie i cudowną ciszę dzienną. 
Później przeważył racjonalizm i stwierdziłam, że żadne tam wampiry, a jeśli już to raczej takie zasiłkowo-socjalne, niż pijące krew. Bo, że nie pracuje towarzystwo jest raczej oczywiste. Kto pracujący, albo chodzący do szkoły może grać do 3 nad ranem?
I tak sobie pomyślałam, że może wystąpię do nich z petycją? Bo jeśli mają nadal prowadzić swój tryb życia, móc spać do późna i udzielać się towarzysko każdej nocy, to ktoś musi pracować i płacić podatki. Więc może od czasu do czasu pozwoliliby mi się wyspać, żebym mogła wywiązać się wobec urzędu skarbowego i ZUS-u, bo te 500+ i inne na drzewach nie rosną. 

piątek, 17 marca 2017

Historia ucieczki, Historia zaginionej dziewczynki, Elena Ferrante

Historia ucieczki, Historia zaginionej dziewczynki, Elena Ferrante
przekład z języka włoskiego Lucyna Rodziewicz-Doktór
Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2016
Książki zawierają informację, że przekład był możliwy dzięki pomocy finansowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych Republiki Włoskiej



Przeczytałam cztery niezwykłe tomy i już tęsknię za bohaterami tej powieści. 
Trudno będzie zapomnieć tę historię. Czytając, spędziłam ponad pięćdziesiąt lat z mieszkańcami DZIELNICY. Ludzie rodzili się i umierali, kochali i nienawidzili. Dorastali, płodzili dzieci, przeżywali małe i wielkie dramaty. 
Byłam świadkiem jak dzieci stawały się dorosłe, jak różne były ich sposoby na wyrwanie się z ubóstwa. Z jaką determinacją starały się uniknąć losu rodziców.
Tetralogia jest również studium skomplikowanych relacji rodziców z dziećmi, kobiet z mężczyznami, przyjaźni, dorastania, dojrzewania...
Głównym, spinającym wszystko wątkiem jest historia niezwykłej przyjaźni narratorki z Liną, którą znała od dziecka. Ich relacja momentami graniczy z nienawiścią, bywa toksyczna, uzależniająca, ale jest osią życia. Motywuje do działania, do rozwoju. Jest czymś najcenniejszym i największą zagadką. Przyjaciółki sobie pomagają, wzajemnie się inspirują, wspierają finansowo i jednocześnie na całe lata znikają sobie z oczu, ograniczają kontakt do telefonów, lub  wręcz się unikają. Kochają tego samego mężczyznę, mają tych samych przyjaciół i wrogów. 

Równie fascynujące w tej powieści jest to, że nic tu nie jest jednoznacznie dobre, lub wyłącznie godne potępienia. Zmienia się perspektywa czasowa i zmienia się ocena ludzi i zdarzeń. 

Szukałam najlepszego określenia dla tego typu narracji i jedyne co mi przyszło do głowy, to że jest łagodna. W sensie, nie agresywna. Bardziej dziennikarska, opisująca fakty, zdarzenia, ale ich nie oceniająca. Ocena pozostaje w gestii czytelnika. 
Zachowana jest chronologię wydarzeń, dzięki czemu można się skupić na naprawdę istotnych aspektach powieści, zamiast dochodzić, w którym miejscu jesteśmy czasowo. Cudowna lekkość narracji to również brak zbędnych opisów, nadmiaru słów, absolutna precyzja przekazu. 
Te setki stron każdego tomu, czyta się jak opowieści przyjaciela. Bywają całe lata zamknięte w kilku słowach, bo przecież żadne życie nie jest tak intensywne, by trzeba je było opowiadać dzień po dniu. 
Choć postaci są scharakteryzowane lakonicznie i tak odnosi się wrażenie, że się je zna od zawsze. Ludzie, których tu znajdujemy są zarówno dobrzy jak źli, mądrzy i głupi, interesowni i wspaniałomyślni. 
Narratorka i główna bohaterka też nie kreuje się na ideał. Popełnia błędy, mnóstwo błędów i nie boi się do tego przyznać. 

I choć mam świadomość, że powieść nie jest oparta na faktach, chciałabym znaleźć wytłumaczenie zaginięcia dziecka czy intrygującego zakończenia.
Muszę jeszcze przemyśleć tyle wątków! I jak tu sięgnąć po kolejną książkę ze stosu?