niedziela, 12 sierpnia 2012

Co łączy wampira z dżinnem?


Lubię czytać, lubię zapach farby drukarskiej i książek. I lubię mieć książki. Ich widok na półkach daje mi poczucie zadomowienia... 
Ostatnio zdałam sobie sprawę, że nasz zracjonalizowany świat nie jest taki racjonalny. Z jednej strony niewyobrażalny postęp we wszystkich dziedzinach nauk, a mentalnie wróciliśmy do korzeni.
Literatura zawsze pełna była istot nadprzyrodzonych o niezwykłych zdolnościach. Są one obecne w każdym obszarze kulturowym i w każdym okresie.


W literaturze ostatnich lat znów zaroiło się od demonów, czarodziei i wampirów.
Choć John R.R. Tolkien z wydaną na przełomie lat 60 i 70 trylogią „Władca pierścieni”, zdobył miliony fanów, do mnie nie przemówił. Byłam przekonana, że jestem u o d p o r n i o n a na ten typ literatury. Owszem, od czasu do czasu coś zarzuciłam, żeby wiedzieć co w trawie piszczy. Harry Potter  (J.K. Rowling) też nie rzucił mnie na kolana. Przebrnęłam przez jeden tom, chyba.
Nawet dorobiłam do tego teorię. Stwierdziłam, że mogę czytać licho wie jak wydumane historie, dopóki jestem w stanie utożsamić się z bohaterem (bohaterami). Czytaj: uwierzyć w możliwość jego istnienia. Cóż, nie bardzo mogłam uwierzyć w istnienie facetów, którym na zawołanie wysuwają się wampirze kły, albo przy pełni księżyca porastają futrem (wilkołaki). Nie muszę chyba dodawać, że nie dołączyłam do milionów fanów (fanatyków?) „Zmierzchu” S. Meyer. Do czasu.
Chyba trochę przez nieuwagę kupiłam ładnie wydane dwa tomy „Księgi wszystkich dusz”  Deborah Harkness. Po kilku stronach, gdy się okazało kim są bohaterowie, stwierdziłam: no to poczytałam. Ale wsiąkłam, wpadłam po uszy...Czytałam kilka nocy, w dzień praca. W piątek pod koniec dnia usłyszałam siebie jak na zwolnionym odtwarzaniu. Wiem co mnie tak wciągnęło...Teraz z niecierpliwością czekam na zapowiadaną na wrzesień premierę kolejnego tomu.
Nie mogę nie wspomnieć o Carlosie R. Zafonie. Przyjaciółka, chyba pół roku namawiała mnie do przeczytania ”Cienia wiatru”. W konsekwencji kupiłam i przeczytałam, oczywiście, wszystko co wydano w języku polskim tego autora. Jestem zafascynowana jego umysłem i jestem przekonana, że trzeba być niezwykłym człowiekiem aby wykreować taki świat. Chociaż muszę od Zafona odpocząć. Po lekturze jego wcześniejszych powieści doszłam do wniosku, że „Cień wiatru” rodził się w nim już znacznie wcześniej, wystarczy zauważyć pewne powtórzenia we wszystkich niemal książkach.
Hmm, lubię zdanie z którejś książki Zafona: „najłatwiej uwierzyć w to, co się nie wydarzyło”.
Jego książki trzeba przeczytać, najlepiej wszystkie.
Reasumując, nie ważne czego szukamy w książkach, nie ważne w co jesteśmy w stanie uwierzyć. Tak jak twierdzi C.R. Zafon, „...każda książka, każdy tom posiadają własną duszę. I to zarówno duszę tego co ją napisał, jak i tych, którzy tę książkę przeczytali i tak mocno ją przeżyli, że zawładnęła ich wyobraźnią.” Każda zostawia w nas ślad czyichś przeżyć i naszych przemyśleń. I jest to wystarczający powód by po nią sięgnąć.
Czasem, gdy z żalem zamykam przeczytaną książkę, myślę, jak biedni są ci, którym nie dane było jej przeczytać. I dlatego czytam....



3 komentarze:

  1. czytam wlasnie ksiege wszystkich dusz, polecila mi ja przyjaciolka, i jestem zachwycona! bardzo fajny post! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Można wiedzieć, ile ma Pani lat?

    OdpowiedzUsuń