czwartek, 6 września 2012

Milcząca dziewczyna, Dolina umarłych, Tess Gerritsen



Coś na koniec lata...


Suche włosy spryskałam odżywką do włosów, bo pomyliłam ją z lakierem (ta sama firma = identyczne opakowanie), flakonik perfum wpadł mi do sedesu i za pół godziny zaczynam pracę... Skończyły się wakacje, więc przechodzę od pracy w wersji light do wersji hardcore. Czyli znowu usilnie będę zabiegać o znalezienie kompromisu między tym co chcę, powinnam a muszę. Życie jest ciężkie, pomyślałam. Na stole do pracy piętrzy się stos książek, które znam prawie na pamięć. Znowu będę musiała tłumaczyć, dlaczego jeden autor napisał...gdy drugi dokładnie na odwrót.
Jakoś dziwnie korespondują z moim nastrojem dwie ostatnio przeczytane książki. Gatunek recenzenci określili jako trillery medyczne, dla mnie to naprawdę niezłe kryminały.
W dorobku pisarskim autorki, Tess Gerritsen, znajduje się kilka pozycji, w których głównymi bohaterkami są policjantka i lekarz sądowy, przyjaźniące się od wielu lat.
Muszę przyznać, że autorka kapitalnie potrafi skonstruować intrygę, tak, aby oderwanie się od książek było zupełnie niemożliwe.
W „Milczącej dziewczynie” (2011) znaleziono na dachu budynku w Chinatown, dziwnie okaleczone zwłoki dziewczyny. Miała uciętą dłoń i niemal odciętą głowę, bardzo ostrym narzędziem. Budynek od kilkunastu lat stoi pusty, po tym jak w mieszczącej się w nim chińskiej restauracji, zamordowano kilkoro klientów, a posądzony o zbrodnię kucharz popełnił samobójstwo. Jedną z ofiar tragedii był chiński emigrant, pracownik restauracji, któremu dwa lata wcześniej w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęła córka. Już na początku śledztwa, okazuje się, że parze zamożnych amerykanów, będących ofiarami strzelaniny w restauracji, również zaginęła nastoletnia córka. Co łączy dziewczynki z tak różnych środowisk? Dlaczego żona zamordowanego pracownika z takim uporem broni sprawcę? Dlaczego giną wszystkie osoby, które podejmują się śledztwa? No i jak się okazało zaginionych dziewczynek było znacznie więcej...  
Zagadek jest wystarczająco dużo, by nie móc się od książki oderwać.
W „Dolinie umarłych” (2010) nie jest gorzej...
Lekarz sądowy, Maura Isles, wyjeżdża na konferencję naukową. Spotyka kolegę z czasów studiów, który przyjechał z trzynastoletnią córka i parą przyjaciół. Po zakończeniu konferencji, Maura, zostaje namówiona na wspólny wyjazd w góry. Wypad na dwa, trzy dni. Górskie schronisko jest gdzieś na pustkowiu, a tu zima, śnieżyca, zasypane i oblodzone drogi. W odpowiednią atmosferę wprowadza już stacja benzynowa, tuż za tablicą „ostatnia szansa na zatankowanie”. Na tej stacji czas jakby zatrzymał się trzydzieści lat temu. Słodycze nie sprzedawane gdzie indziej od wielu, wielu lat, czasopisma sprzed kilku tygodni i dziwny staruszek, sprzedawca, mamroczący coś o „królestwie bożym”. Tuż za stacją podróżujący, mimo nawigacji gubią drogę. Telefony nie mają zasięgu, dróg nikt nie odśnieżał od bóg wie kiedy. Wpadają w poślizg, lądują w rowie, bez szans na wydobycie pojazdu i wezwanie pomocy. W oddali widać domostwa. Jedyna nadzieja, że tam mogą znaleźć pomoc. Trafiają do osady jak z sennego koszmaru. Dwanaście identycznych domów. Takich samych na zewnątrz i w środku. Zupełnie pustych, ale w takim stanie, jakby wszyscy znikli za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nakryte do posiłków stoły, mimo potwornego mrozu pootwierane okna, martwe zwierzęta: pies, kanarek...ale bez śladów przemocy. W garażach samochody z pełnymi bakami, pełne zapasów spiżarnie. Tylko ludzi brak. A to dopiero początek zagadek.
I znowu wsiąkłam.
Dodam, że kontynuacja obu fabuł mnie nie rozczarowała. Lubiących gatunek namawiam do przeczytania. Koniecznie.


7 komentarzy:

  1. nie lubie czytac kryminalow.
    lubie czytac wszystko co polecasz.
    JESTEM W .

    OdpowiedzUsuń
  2. zaintrygowalas mnie...ja przeczytam z pewnoscia, pozdr

    OdpowiedzUsuń
  3. o proszę nie jestem jedyną blogerką która przymierza się do maturki z chemii, jak miło;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, tak...tylko ja, powiedziałabym, że pomagam się przymierzyć do matury:D (uczę chemii); dziękuję za odwiedziny na moim blogu, pozdrawiam

      Usuń
  4. Christine:)Po Pani recenzji książki "Dolina Umarłych" i "Milcząca dziewczyna" stwierdziłam iż dla mnie jest to obowiązkowy "must have":) nie pomyliłam się! Przeczytałam dolinę jednym duszkiem,nie mogłam się oderwać!Niesamowite zwroty akcji,autorka w bardzo kreatywny sposób opisuje królestwo boże, tak że bez problemu można sobie wyobrazić to miejsce.Pisana prostym językiem,zero zbędnych szczegółów i opisów. Jednym słowem wszystko jest takie jakie być powinno:)Super pomysł z założeniem bloga;) Czekam na więcej:)!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiedząc w jakim czasie ją przeczytałaś, wierzę, że Ci się podobała :)dobrze, że masz weekend przed sobą, bo odeśpisz :D chyba, że zaczniesz "Milczącą dziewczynę"...dziękuję za komentarz :*

    OdpowiedzUsuń