wtorek, 9 października 2012

Carlos Ruiz Zafon raz jeszcze





„Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to, co już masz w sobie” Julian Carax w „Cieniu wiatru”


Czytając „Cień wiatru” C.R. Zafona, myślałam o tym, jak niezwykłym trzeba być człowiekiem, żeby wymyślić taką historię. Byłam zafascynowana umysłem pisarza. „Grę anioła” przeczytałam zaraz po pierwszej części, ale na „Więźnia nieba” musiałam czekać kilka miesięcy.
Po książki Zafona zaliczane do literatury młodzieżowej, sięgnęłam głównie z ciekawości, a może z tęsknoty za atmosferą jego powieści. Nie żałuję, chociaż do młodzieży zaliczyć mnie nie można, niestety :D
Przy okazji, o czym już wcześniej gdzieś wspominałam, doszłam do wniosku, że cykl Cmentarz zapomnianych książek, dojrzewał (rodził się) stopniowo w umyśle pisarza. Chociaż to bardzo subiektywna opinia.
Pomyślałam też, że jego twórczość to niezły materiał do analiz nie tylko dla speców od literatury, ale również dla psychologów. Ciekawe czy ktoś już analizował jego twórczość pod tym kątem....
Tak zwane młodzieżowe powieści powstały w latach ’90. Na język polski zostały przetłumaczone przez Katarzynę Okrasko i Carlosa Marrodana Casasa, a wydane po polsku w latach 2009-2011.
Trzy pierwsze: "Książę mgły", "Pałac północy" i "Światła września" łączy demoniczna postać istniejącego poza czasem czarownika. Chociaż różne są miejsca, czas akcji i bohaterowie, klimat powieści jest ten sam. Tajemnica odmieniana przez wszystkie przypadki, nieuchronność losu, jakaś straszna siła determinująca życiorysy bohaterów. Czas jest elastyczny, może zwalniać, zatrzymywać się i zawracać. Ważna jest przyjaźń łącząca ludzi i niekończąca się walka dobra ze złem. 
Odniosłam wrażenie, że mag z tego okresu twórczości jest pierwowzorem Andreasa Corelli’ego z "Cienia wiatru", ale to znowu moja, subiektywna opinia.
Zastanawia mnie powtarzający się w książkach wątek postaci z pogranicza mechanicznych zabawek i ludzi, oraz mnogość postaci, dla których czas nie istnieje.
Ostatnią książką tzw. młodzieżową jest "Marina". Piękna historia o samotności wieku dojrzewania, o miłości, a przy tym wszystkim jest magia, tajemnica do wyjaśnienia i dramat...Ale koniec, bo „spalę” historię.
Miejscem akcji części książek Zafona jest Barcelona. Moim zdaniem on jest niezastąpionym ambasadorem tego miasta. Jeśli ktoś w Barcelonie nie był, to po lekturze jego książek za Barceloną zatęskni.
A tak na marginesie...przeczytałam wszystko tego autora i pierwszy raz nie byłam rozczarowana. Chociaż po siódmej książce poczułam konieczność powrotu do normalnego świata, gdzie wszystko jest prostsze a czas biegnie tylko w jedną stronę.
Proszę, nie sugerujcie się szufladkowaniem twórczości Zafona i sięgnijcie po jego wcześniejsze dzieła. Niemożliwe żebyście byli zawiedzeni.

5 komentarzy:

  1. po preczytaniu jego kilku ksiazek jeszcze bardziej zapragnelam pojechac do Barcelony; ale co jak bede rozczarowana, jezeli nie bedzie ona tak magiczna jak w jego powiesciach?

    OdpowiedzUsuń
  2. choćby ze względu na Gaudiego nie może rozczarować...dorzuć morze Śródziemne, klimat...lecimy? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurcze wszyscy czytaja takie tworcze ksiazki, a ja leze w lozko z 'Children's classic stories' ;O

    OdpowiedzUsuń
  4. Nasty, cokolwiek czytasz, chwała ci za to :) jeśli leżysz w łóżku, bo jesteś chora, to zdrowia życzę!!

    OdpowiedzUsuń