niedziela, 4 listopada 2012

Co nas zbliża, co nas łączy




Lubię czasy, w których żyję i mimo mnóstwa rzeczy, które doprowadzają mnie do pasji, nie zamieniłabym ich na żadne inne. Ludzie nie pamiętający lub nie znający poprzedniego okresu, często nie potrafią docenić faktu, że można wyjechać i zamieszkać gdzie się chce, że bez wychodzenia z domu można kupić, zapłacić, załatwić milion rzeczy przez internet, że komunikacja z dowolnym miejscem na świecie jest natychmiastowa i kosztuje grosze. 
Obserwując małe dzieci, czasem mam wrażenie, że one rodzą się już z umiejętnością posługiwania się telefonami, laptopami...
Teraz, gdy każde dziecko nosi w plecaczku telefon komórkowy, mało kto pamięta czasy, gdy na zainstalowanie telefonu stacjonarnego czekało się latami, a jego posiadanie też na niewiele się zdawało.
W latach osiemdziesiątych, w czasach studiów, jeździliśmy na wakacje do Bułgarii. Było tanio i mieliśmy gwarancję wspaniałej pogody. Jedna z moich koleżanek, studentka stomatologii, z jednego takiego wyjazdu, wróciła nieprzytomnie zakochana w Bułgarze o imieniu Gracjan, studencie medycyny. 
Papierowe listy tygodniami błąkały się po świecie i nie sprzyjały miłości na odległość. Gdy tęsknota sięgała zenitu, M. postanowiła, że zadzwoni do Sofii, żeby chociaż usłyszeć głos faceta. Zamówiła rozmowę międzynarodową i poinformowano ją, że połączenie nastąpi WKRÓTCE. Przez trzy albo cztery dni nie wychodziła z domu, nie chodziła na zajęcia na uczelni i znajomi robili jej zakupy. W końcu połączenie i tak nie doszło do skutku a miłość jakoś umarła śmiercią naturalną.
Innym razem, będąc na poczcie głównej we Wrocławiu, widziałam grupę studentów z Peru (w bajecznie kolorowych ponczach i czapeczkach), z której ktoś chciał zamówić rozmowę do ojczyzny. Panienka z okienka powiedziała, żeby przyszli za dwa tygodnie dowiedzieć się o termin połączenia. Niewyobrażalne, prawda?
Więc może zamiast narzekać na wszystko należałoby się nauczyć cieszyć małymi rzeczami, które w rzeczywistości nie są ani takie małe i ani bez znaczenia?     


Zdjęcie nie jest pozowane. Junior (3 lata) skorzystał z okazji, że laptop był bez opieki, a zapytany co robi, odpowiedział, że szuka piosenki.

6 komentarzy:

  1. Co do samolotow swieta racja. Nie wyobrazam sobie mojego zycia bez spontanicznych tanich lotow. Technika z jednej strony nam pomaga z drugiej wychowujemy pokolenie ludzi nie zdlonych do kreatywnosci i zabawy. Mam bardzo dobra znajoma, ktora ma coreczke w przedszkolnym wieku. Z racji tego, ze wraz z mezem mieszkaja w kawalerce, za kazdym razem gdy ja odwiedzalam rozmawiajac z nia musialam sie przekrzykiwac z wielkim plazmowym tv/albo laptopem, bo ktoras z tych rzeczy absolutnie musi byc wlaczona inaczej jest krzyk i placz. I choc bardzo lubie ta moja znajoma, z racji tego, ze nie mam dzieci nigdy tego nie skomentowalam, ale przeraza mnie, ze wiele mlodych matek wychowalnie 'zwala' na telewizje czy gry komputerowe...

    I prosze Cie nie mow, ze nigdy nie przezylas totalnego zakochania w jakims seksownym obcokrajowcu, ktore wypalilo sie z powodu utrudnionej komunikacji po powrocie do domu.

    Chociaz nieznosze telefonow komorkowych to jednak gdyby nie one i nie skype, moj romans by nie przetrwal, a mnie dzis prawdopodobnie nie bylo by w Londynie i dzieki temu przestalam juz tyle marudzic na temat tak szybko rozwiajajacej sie techniki ;)))

    OdpowiedzUsuń
  2. jeśli chodzi o dzieci, też uważam, że należy mocno ograniczać tv i tym podobne;
    co do drugiego wątku "nie powiem" :) do dziś mam gdzieś schowany pakiecik papierowych listów z czasów "przed internetowych"; :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oww yeah! Wiedzialam, ze cicha Christi brzegi rwie ;)) I powiem szczerze, ze gdziekolwiek sie nie przeprowadzam pudlo z listami zawsze zabieram ze soba. O pocztowkach nie wspomne... To w takim razie kiedy mozemy sie spodziewac posta o goracych romansach ;p?

    OdpowiedzUsuń
  4. :):):) wiesz, to całkiem fajny pomysł, zamiast pisać o żałosnych historiach książkowych, opisać jakiś Harlequin własny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. a ja troche tesknie za czasami gdy na jakiejs domowce siedzialo sie i rozmawialo godzinami, gralo w karty itp a nie ogladalo filmiki na yt albo kazdy siedzial na swoim telefonie :)

    OdpowiedzUsuń