niedziela, 18 listopada 2012

Tabu



Przeczytałam gdzieś zdanie: „za moich czasów pamiętnik chowało się, żeby nikt go nie przeczytał, teraz publikuje się go w internecie”. Nie będę wnikać z czego to wynika, ale zmieniły się tematy uważane za tabu. Bez skrępowania rozmawiamy i piszemy o swoich doświadczeniach seksualnych, publikujemy na portalach społecznościowych dziesiątki bardzo prywatnych zdjęć. Nie ma już tematów tabu? Otóż nie. 
Nie rozmawiamy o śmierci. Chociaż każdy świadomie wie, że jest śmiertelny, spycha tę myśl gdzieś na obrzeża świadomości. Nas to nie dotyczy, „do tego czasu” to wymyślą takie leki i sposoby na przedłużenie życia, że będziemy żyć wiecznie. Dlaczego zatem mielibyśmy się przejmować takimi bzdurami, jak to co jemy, jaki tryb życia prowadzimy, jakie używki stosujemy, jakimi kosmetykami traktujemy nasze nieśmiertelne ciała. Wystarczy poczytać komentarze hejterów pod jakimkolwiek artykułem na temat wegetarianizmu. Takich ludzi uważa się za nawiedzonych, a w najlepszym wypadku za nieszkodliwych maniaków. Jasne, nie wszystko zależy od sposobu życia. Skłonności do pewnych chorób dziedziczymy wraz z materiałem genetycznym, ale nie bez znaczenia jest nasz sposób życia. Dlatego pisząc kilka postów o „zabójczych” kosmetykach adresuję je do każdego, do kogo już dotarło, że nie jest wszystko jedno jak żyje. Koncerny farmaceutyczne, kosmetyczne czy z branży spożywczej, w pogoni za zyskiem maja gdzieś dobro pojedynczego człowieka. Manipuluje się wynikami badań, utajnia składniki, zmienia ich nazwy, żeby nie można było dojść do tego co w tym siedzi. Często stosuje się szkodliwe, ale tańsze barwniki, konserwanty, zamiast ich droższych zamienników, bo to zwiększa zyski. Świadomość i wiedza statystycznego konsumenta jest niewielka, więc dlaczego nie?
A powinniśmy sprawdzać za co płacimy! I odkładać na półkę towary, które nas trują. Przecież mamy prawo wyboru, a jeśli nie będziemy kupować, może nie będą produkować. Powinniśmy się domagać, żeby nas informowano o szkodliwym działaniu składników, o wynikach badań, również tych niejednoznacznych. To dotyczy nas wszystkich, bo wszyscy jesteśmy śmiertelni.
A może, żeby to uzmysłowić, powinno się tak jak jest w niektórych cywilizowanych krajach, upowszechnić „instytucję” wolontariatu w hospicjach, oddziałach onkologicznych i odtajnić śmierć?

3 komentarze:

  1. kapitalny tekst! jednak im wiecej czytam o toksycznych substancjach w naszym zyciu codziennym, nie tylko w jedzeniu i kosmetykach, w farbach do sciany, zabawkach, ubraniach tym bardziej mam wrazenie, ze w obecnych czasach nie da sie uciec przed calym tym podtruwaniem :(

    OdpowiedzUsuń
  2. nie da się uciec w 100%. ale możemy te świństwa ograniczyć, kontrolować...no i z pewnością nie możemy udawać, że nie ma problemu

    OdpowiedzUsuń
  3. Widze ten sam problem. Tylko wlasnie sama nie wiem jak ten problem rozgryzc we wlasnym zyciu, a co dopiero w zyciu innych. Wiele kwestii jest brakiem edukacji. Juz w szkole powinno sie o smierci rozmawiac jako cos naturalnego, roztrzasac z jakich powodow moze tak sie stac. Nikt nas nie oswaja ze smiercia i najczesciej jak przychodzi nie wiemy jak sie zachowac. W ogole coraz czesciej widze jakie plytkie rozmowy przeprowadzaja ludzie. A jak ktos zaczyna poruszac pewne kwestie to patrzy sie na niego wzrokiem szalenstwa i az cisna sie na usta slowa 'chyba cie pogielo' ;/

    Co do tego kto nas potruwa i czym to juz przegiecie totalne. Mamy ONZ, a wiec prawo do godnej smierci, do wolnosci to tysiaca innych jakze banalnych spraw, tylko szkoda ze nikt tego nie egzekwuje. A jacys frajerzy ktorzy chyba sami nie zdaja sobie sprawy z tego co robia, za grube pieniadze utajniaja coraz to nowe toksyczne zwiazki w produktach codziennego uzytku. Czasem na prawde mysle, ze to masoneria (lub inne cudo) rzadzi swiatem a my wszyscy jestesmy tylko pionkami ;p

    OdpowiedzUsuń