czwartek, 3 stycznia 2013

Kto mi ukradł święta?



Już gdzieś w listopadzie zapadła ostateczna decyzja, że kolejne święta będą w Londynie.
Milion powodów ...
Mój dom nie pamięta zapachu wypieków, choinki i wcale tego nie żałuję.
Grudzień jakoś nie zaczął się fajnie. Przede wszystkim Mikołaj okazał się dupkiem, zapomniał mojego adresu. W ramach protestu sama sobie kupiłam prezent i mam nowe kolczyki.
Zazwyczaj zaczynam pakowanie tydzień przed wyjazdem. Nie jest proste zredukować niezbędne rzeczy do bagażu o wadze 32 kg. Tym razem zwlekałam do ostatniej chwili. Nie z wyboru. W ostatni, przedświąteczny tydzień  dopadła mnie grypa i z trudem utrzymywałam pozycję pionową. Cudem jakimś, w ostatnim tygodniu  odwołałam tylko 3,5 godziny lekcji, bo matura wisi uczepiona krtani i czasu zawsze jest za mało. Tydzień przeżyłam na kawie, fajkach i wodzie mineralnej. Spoko, zawsze można sobie powiedzieć, że to dieta cud, do tego minimalnym wysiłkiem. Odpuściło mi nieco na sam wyjazd.
Londyn przywitał mnie deszczem i wietrzyskiem, ale na parking jakoś śmignęłam.
Do wigilii nie było najgorzej. Przynajmniej wszystko pamiętam. Było miło, klimatycznie, rodzinnie, świątecznie... Nie rozumiem po co ludziom śnieg i trzaskający mróz, żeby poczuć święta. 
Czułam święta!! Chociaż nie wszystko wyszło idealnie. Nie udały się ciasta (piekarnik piecze nierówno), brzegi były spieczone, środek płynny, M. nie wyszedł deser (coś się zwarzyło). Ale kto by się przejmował takimi bzdurami. Reszta była świetna. Powoli dopracowujemy się własnego świątecznego menu, bo wegetarianizm A. nie pozwala na wsuwanie ryb i przygotowała „soję po grecku”, która okazała się jednym z hitów. 
Później było już tylko gorzej...Z kolejnych dni pamiętam tylko polecenia: zmierz temperaturę... wypij to... 39,4... jedziemy do lekarza? musisz dużo pić...musisz coś zjeść...jak się czujesz...śpi...przecież musisz brać lekarstwa...śpi...
W przebłyskach świadomości rejestrowałam zmieniające się wokół mnie osoby i drogę do łazienki.
Gdy wróciłam do jakiejś formy trzeba było wracać do Polski. 
Święta życia!!
I jeszcze obrazek, dowód, że świętowanie to ciężka praca :)

Nadia usnęła pierwsza.

1 komentarz:

  1. u Nas tez prawie wszyscy chorzy :-) piekna choinka! fajnie, ze wrocilas po krotkiej przerwie! :*

    OdpowiedzUsuń