piątek, 21 czerwca 2013

Zakochani w Rzymie, Woody Allen





Trzecia część tryptyku europejskiego Woody Allena z 2012 roku, Zakochani w Rzymie, to film jakby trochę inny niż dwie pierwsze części.
Z jednej strony typowy Woody Allen: neurotyczny, złośliwy, prześmiewczy. Jak zwykle znakomita obsada: Alec Baldwin, Roberto Benigni, Penelope Cruz, Judy Davis, Jesse Eisenberg, Greta Gerwig, Ellen Page...
A jednak film jest w trochę innej konwencji. Może wątki nie są w równym stopniu dopracowane, ale typowo allenowskie. 
Europa widziana oczyma Amerykanina, to inne miejsce niż to, które znamy. Ścierają się tu dwa przeciwstawne stanowiska, kompleks Europy i przekonanie, że wszystko co amerykańskie jest najlepsze na świecie.
Allen drwi ze sztuki współczesnej, mówiąc o inscenizacji opery w budce telefonicznej lub spektaklu, w którym wszyscy byli przebrani za myszy. Do tego śpiewak operowy, który najlepszy jest śpiewając pod prysznicem.
Niezły, zabawny wątek z celebrytą zagrany przez Roberta Benigniego, to wszystko na temat współczesnych mediów.
Alec Baldwin jako narrator, który ma bezpośredni kontakt z bohaterem, to kolejny atut filmu. Znacznie trafniejsze rozwiązanie niż głos narratora spoza kadru w "Barcelonie".
Naprawdę dobry wątek z małżeństwem z prowincji, które przyjeżdża robić karierę w Rzymie.
No i wątek pary, która przyjmuje amerykańską przyjaciółkę... Typowe życiowe dylematy z jednej strony, z drugiej, dowód, że przypadek-los-opatrzność (niepotrzebne skreślić) podejmuje za nas lepsze decyzje niż my sami, świadomie.
I mój głos na temat oceny filmu...Nie jestem autorytetem, ale czy do krytyków adresowana jest sztuka? Bo ja nie zgadam się z opiniami, że film jest słaby. Nie jest powiedziane, że każdy utwór musi być od razu arcydziełem. Film ma być rozrywką. A to dobre, mądre kino, czyli to czego oczekujemy od Woody Allena. Więc czas spędzony przy tym filmie, to nie jest czas stracony.
Zapewne każdy znajdzie w nim zupełnie co innego i o to przecież chodzi. Nic nie denerwuje mnie równie jak analiza „co autor chciał powiedzieć”. A może nic nie chciał powiedzieć tylko chciał zrobić kasę?
A na koniec ... W pierwszej scenie filmu jest policjant kierujący ruchem. nie pamiętam jego twarzy... ale jak ten facet jest zbudowany i jak się rusza!! :)

4 komentarze:

  1. :)
    a sam Rzym w filmie? mozna sie zakochac?

    OdpowiedzUsuń
  2. no tak, o tym nie napisałam....świetne zdjęcia i jest klimat, w końcu Rzym to Rzym :)

    OdpowiedzUsuń