piątek, 2 sierpnia 2013

Światło między oceanami, M. L. Stedman



Światło między oceanami, M. L. Stedman
przekład Anna Dobrzańska
Wydawnictwo Aleksandra i Andrzej Kuryłowicz

Skończyłam właśnie jedną z najlepszych książek jaką czytałam, przynajmniej w ostatnim czasie. Informacja na okładce mówi, że ogłoszono ją sensacją literacką 2012 roku. Myślę, że zasłużenie.
To historia ludzi, którzy w ogromnej desperacji, podejmują niewłaściwą decyzję, mającą wpływ na całe ich życie i wielu ludzi, z którymi się zetknęli. Prawie trzydziestoletni mężczyzna wraca z francuskiego frontu I wojny światowej i mimo dobrego wykształcenia, podejmuje pracę jako latarnik na małej skalistej wysepce na południowo-zachodnich krańcach Australii. Na wysepce oprócz latarni jest chatka latarnika, szopa dla kilku kóz i drobiu i rosną dwie sosny. Łódź z zaopatrzeniem i pocztą przypływa raz na trzy miesiące. Wciąż go prześladują rzeczy, z którymi miał do czynienia w czasie wojny, ogrom nieszczęść i wszechobecna śmierć. Nikt komu było dane wrócić, nie wrócił taki sam. Ludzie po powrocie nie potrafili się odnaleźć, popełniali samobójstwa, popadali w alkoholizm, znęcali się nad bliskimi. Znikała radość z powrotu tych nielicznych, którzy ocaleli. Tom, główny bohater, nie tęsknił za ludźmi, wręcz przeciwnie. Wybór zajęcia i samotne mieszkanie na skrawku lądu, było jego sposobem na uporanie się z demonami. W czasie jednego z nielicznych pobytów na stałym lądzie spotyka sporo młodszą, nieco zwariowaną dziewczynę, która właściwie oświadcza mu się po krótkiej znajomości. Jej marzy się duża rodzina, gromadka dzieci, a mężczyzna, którego kocha zupełnie jej wystarcza. Świetnie odnajduje się w tej samotni, w spartańskich warunkach i w nieprzewidywalnym klimacie. Tu ich idylla się kończy. Dwukrotnie tracą dzieci w wyniku wczesnych poronień. Stawiają kolejne krzyżyki, które ona obsadza krzakami ziół. Jeszcze się trzyma, chociaż cierpi. A do niego wracają koszmary wojny i wspomnienia śmierci. Prawdziwy dramat nastąpił, gdy w siódmym miesiącu rodzi się martwe ich trzecie dziecko. I gdy ona pielęgnuje miejsce, gdzie przybywa małych krzyży, słyszy płacz dziecka. Od Australii dzieli ich kilkaset mil i jest przekonana, że to złudzenie. Jednak okazuje się, że nie. Przybiła szalupa, w której jest martwy mężczyzna i kilkutygodniowe niemowlę. Tom jest solidnym pracownikiem, formalistą niemalże. Mimo to, za namową żony nie odnotowuje tego faktu w dzienniku. Grzebie przybysza i pozwala zatrzymać dziecko, które ma udawać, zastąpić, dopiero co martwo urodzonego syna. Koniec, nie będzie streszczenia, bo „spalę” tę niezwykłą historię, która w rzeczywistości teraz właśnie się zaczyna.
Powtórzę, za komentarzem na okładce książki, że jest ona o tym, jak DOBRZY ludzie, podejmują ZŁE decyzje, i jak ważą one na losach wielu ludzi. Jest o tym, jak bardzo można pragnąć dziecka i do czego zdolni są ludzie w imię miłości. Jak przewrotne mogą być losy ludzkie, jak niewiele zależy od samego człowieka.
Choć jest tu dużo smutku, zła, to płynie z tej powieści wielkie pozytywne przesłanie. Ale trzeba je odszukać samemu. Refleksyjna, mądra, ogromnie interesująca historia, którą trzeba przeczytać. Ponoć wkrótce ma być sfilmowana.
Bardzo polecam. 

5 komentarzy:

  1. prosze, prosze, prosze podaj ja K. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie słyszałam o niej,ale po twoim wpisie muszę przeczytać.Uwielbiam tego typu powieści,więc jestem pewna,że będę nią zachwycona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już prawie dwa lata temu ją czytałam, a pamiętam szczegóły...genialna rzecz! przeczytaj koniecznie

      Usuń
  3. Skoro warto ją przeczytać, to bardzo chętnie po nią sięgnę. Szalenie mnie zainteresowałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo się cieszę i myślę, że nie będziesz żałować

      Usuń