sobota, 28 grudnia 2013

Dziecko śniegu, Eowyn Ivey



Dziecko śniegu, Eowyn Ivey
tłumaczenie Marcin Wróbel
Wydawnictwo Pascal, Bielsko-Biała 2013

Ta pora roku to dziwny okres. Niby pracuję, ale tak na pół gwizdka. Niby już po świętach, ale tuż przed sylwestrem. Gdzieś między jednym kieliszkiem wina a drugim, leniwymi rozmowami rozciągniętymi w czasie ponad miarę i bóg wie którą kawą, tłucze się w mojej głowie potrzeba podzielenia się przemyśleniami na temat niezwykłej książki (mam wrażenie, że nadużywam tego słowa). Książki, będącej debiutem autorki, a już nominowanej do nagrody Pulitzera i nagrodzonej kilkoma innymi nagrodami.
Gdybym miała jednym słowem powiedzieć o czym jest, mogłabym powiedzieć, że o ŻYCIU.
A przy tym o trudnych do spełnienia marzeniach, o samotności, cierpieniu i miłości. Całość umieszczona w surowej przyrodzie Alaski, opisanej w tak sugestywny sposób, że czytając otrzymuje się gotowe obrazy.
Może słowo wyjaśnienia, dlaczego moim zdaniem, książka jest niezwykła. Jest w niej w taki sposób przemieszana prawda, fakty z realnego życia z elementami bajki, tak, że nie wiadomo w końcu co jest prawdą, a co nie. Do końca nie wiadomo, czy jedna z postaci jest kimś rzeczywistym, czy postacią fikcyjną. I szczerze mówiąc finał też tego nie wyjaśnia, bo zakończenie jest równie tajemnicze co cała historia. Wspomnę tylko, że para, pragnąca mieć dziecko, pewnego wieczoru lepi ze śniegu postać dziewczynki. Po jakimś czasie ulepione ze śniegu dziecko znika a zaczyna pojawiać się prawdziwe. Tylko czy prawdziwe? Jest równie dużo rozsądnych wyjaśnień skąd się wzięła, co tych rodem z rosyjskiej baśni.
Myślę, że lepiej pozostawić rozstrzygnięcie czytelnikowi.
Mnie po lekturze nasunęło się jeszcze jedno spostrzeżenia, że dla miłości, czy z powodu miłości, ludzie potrafią bardzo nagiąć naturę. Pominę, czy ona w końcu zwycięża, czy górę bierze uczucie.
Lektura obowiązkowa.
I tak zupełnie na marginesie...książka jest naprawdę ładnie wydana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz