środa, 30 stycznia 2013

Nigdy i na zawsze, Ann Brashares



Ta książka miała polskie wydanie w ubiegłym roku i choć prawie rok temu ją przeczytałam, wciąż tkwi w mojej głowie jak gwóźdź.
Jeśli przyjmiemy do wiadomości istnienie reinkarnacji i to, że można zachować pamięć poprzednich żyć, otrzymujemy niezwykłą historię ludzi na przestrzeni kilku setek lat.
Choć jest to powieść o ponadczasowym uczuciu, nie jest to romans, ani powieść dla egzaltowanych nastolatek. To książka o tym, że może istnieć uczucie poza czasem, wieczne, będące celem samym w sobie.
To historia o tym, że często coś w naszym życiu wydarza się za wcześnie lub za późno i nie zawsze mamy wpływ na nasze losy. 
Bohater odradzając się w kolejnych wcieleniach i  w różnych miejscach na ziemi, wciąż poszukuje Tej, którą pokochał w dramatycznych okolicznościach, gdy żył po raz pierwszy.
To dynamiczna opowieść z wielowątkową fabułą, od której trudno się oderwać.  
Przy tym to romantyczna historia z pozytywnym przesłaniem, mówiąca o tym, że na każdego gdzieś czeka ta jedyna, ważna osoba, dla której warto poświęcić wszystko, z którą życie nabiera głębszego sensu.
Książka ma drobne niedociągnięcia, miejscami bywa nieco melodramatyczna, ale nie chciałabym zniechęcać potencjalnych czytelników.
Tęskniącym za WIELKIM UCZUCIEM polecam.

niedziela, 20 stycznia 2013

Mój jest ten kawałek podłogi...


Sezon studniówkowy w pełni, a mnie zaintrygował pewien szczegół na zdjęciach ze studniówek.  Wystarczy wejść na portale społecznościowe: dziesiątki par kroczą dumnie w takt poloneza,  a większość chłopców ma krawaty w kolorze sukienek swoich partnerek. Sprawdziłam, trend utrzymuje się od kilku lat. Skąd się to wzięło?
Mam tylko jedno skojarzenie...
Wyobraźmy sobie taką sytuację. Na imprezie mężczyzna rozmawia z kobietą i wszystko świadczy o tym, że świetnie się bawią. Jak zachowa się partner kobiety? Podejdzie i zaborczym gestem obejmie ją, demonstrując „prawo własności”. Ona w takiej sytuacji zada bardzo osobiste pytanie, albo wtuli się w partnera rzucając od niechcenia, że jest już baaardzo zmęczona.
Albo zdjęcia z wakacji. Z reguły, bez względu na liczebność grupy na zdjęciu, bez problemu można stwierdzić kto jest z kim. Wpatrzone, maślane oczęta, objęcia, ta rączka na kolanie, nawet jeśli osoby nie należą do najbardziej wylewnych w okazywaniu uczuć. 
Krótko mówiąc „obsikiwanie terytorium”, jak u kotów na przykład. I choć jest to zachowanie raczej typowe dla samców, jak widać nie jest obce samicom. A więc, żeby nie było, koleś jest w moich barwach, więc jest mój i wszystkim w innych kolorach wara od niego.
Ma to też swoje dobre strony. Gdzieś nad ranem, gdy zmęczenie i alko robią swoje, a tłum facetów jednakowo ubranych (garnitury) zaczyna być nie do rozpoznania, ten krawat w kolorze sukienki może pomóc wyłowić "swojego".
Ale proponowałabym pójść dalej: niech twój partner pachnie twoimi perfumami, ta sama farba do włosów, przynajmniej jakieś pasemko czy dwa...
Znając waszą kreatywność, wierzę, że coś wymyślicie. W końcu moje jest moje, koniec i kropka.   

wtorek, 15 stycznia 2013

AA Eco i inne "znaleziska"



Moje poszukiwania odniosły skutek. Znalazłam kosmetyki, które prawie w 100% zawierają naturalne składniki, bez toksycznych substancji. a do tego polskie.
A. ma fazę na polskie kosmetyki. Nie mogłam jej zbyć kupując śmieciowe, pełne trujących substancji rzeczy. Wybrałam się do ulubionej drogerii zaopatrzona w lupę i zapas czasu.
Ale udało się. Znalazłam serię AA ECO. Dotychczas sprawdziłam:

Żel do mycia twarzy adresowany do skóry suchej i wymagającej regeneracji:
- zawiera organiczny olej z marchewki, który rewitalizuje i chroni skórę przed nadmiernym wysuszeniem;
- z naturalną betainą pochodząca z buraka cukrowego, która wiąże wodę w naskórku, skutecznie ją nawilżając;
- z roślinną gliceryną, która zapobiega przesuszeniu i nadaje skórze gładkość;
Przeznaczony do codziennej pielęgnacji skóry suchej i wrażliwej, ze skłonnością do alergii.   

Skład: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Ammonium Lauryl Sulfate, Betaine, Polyglyceryl-4 Caprate, Parfum, Helianthus Annuus Seed Oil, Citric Acid, Daucus Carota Sativa Extract

Krem przeciwzmarszczkowy (50 ml) adresowany do skóry z oznakami starzenia:
- z organicznym olejem z dzikiej róży, który  wzmacnia włókna kolagenu i elastyny, wpływa na zwiększenie jędrności i elastyczności skóry oraz redukcję drobnych zmarszczek;
- z ekstraktem z alg morskich (Pelvetia canaliculata),  zapewnia długotrwałe nawilżenie, przywraca naturalną równowagę i wzmacnia barierę ochronną skóry;
- z organicznym wyciągiem z pestek dyni łagodzi podrażnienia oraz wspomaga procesy odnowy skóry.
Przeznaczony dla skóry zestresowanej z oznakami starzenia, do stosowania rano i wieczorem do pielęgnacji skóry twarzy, szyi i dekoltu.

Skład: Aqua, Octyldodecanol, Dicaprylyl Ether, Parfum, Cetearyl Alcohol,
Glyceryl Stearate Citrate, Glycerin, Rosa Canina Fruit Oil, Cucurbita Pepo Seed Extract, Pelvetia Canaliculata Extract, Xanthan Gum, Citric Acid, Glyceryl Caprylate.

Płyn miceralny do demakijażu oczu i twarzy (150ml) do łagodnego oczyszczania skóry:
- organicznym wyciągiem z pestek dyni tonizuje i delikatnie, lecz skutecznie usuwa makijaż oraz wszelkie zanieczyszczenia skóry;
- z organicznym olejem z pestek winogron, który chroni skórę przed działaniem wolnych rodników, skutecznie wygładza i uelastycznia naskórek;  
- bisabolol redukuje podrażnienia i zaczerwienienia;
- a betaina cukrowa zapewnia intensywne nawilżenie.
Przeznaczony dla skóry suchej, wymagającej regeneracji. 

Skład: Aqua, Glycerin, Betaine, Parfum, Polyglyceryl-4 Caprate, Vitis Vinifera Seed Oil, Xylitylglucoside, Anhydroxylitol, Xylitol, Cucurbita Pepo Seed Extract, Citric Acid.


Zupełnie przez przypadek, natomiast, (bo dostałam od A.) odkryłam na swój użytek, krem Gamma Hydroxy Skin Doctors. Nie wiem czy A. wie co mi podarowała.
Chyba każdy zmaga się z jakimiś niedoskonałościami skóry. Z moich dotychczasowych doświadczeń wynikało, że im więcej poświęcałam uwagi na walkę z problemem, tym było gorzej. Nie tym razem. Krem pomaga usunąć przebarwienia skóry, zmarszczki, piegi, blizny potrądzikowe, rozszerzone pory skóry.
Krem Gamma Hydroxy Forte to jedyne i unikatowe połączenie kwasu mlekowego, glikolowego i salicylowego oraz kilku naturalnych składników. Nawilża skórę, maksymalnie złuszcza naskórek, stymuluje skórę, widocznie zmniejsza pory , poprawia kolor skóry, jej strukturę, odkrywa młodszą, jędrniejszą, wyraźnie gładką skórę bez blizn, przebarwień i zmarszczek. Krem działa kompleksowo na całą powierzchnię skóry. 

I jeszcze rzecz, bez której trudno się obejść. Porządne, duże, stabilne, podświetlane i powiększające lustro. Absolutnie niezbędne do pielęgnacji skóry i codziennego makijażu. Konieczność!!

czwartek, 3 stycznia 2013

Kto mi ukradł święta?



Już gdzieś w listopadzie zapadła ostateczna decyzja, że kolejne święta będą w Londynie.
Milion powodów ...
Mój dom nie pamięta zapachu wypieków, choinki i wcale tego nie żałuję.
Grudzień jakoś nie zaczął się fajnie. Przede wszystkim Mikołaj okazał się dupkiem, zapomniał mojego adresu. W ramach protestu sama sobie kupiłam prezent i mam nowe kolczyki.
Zazwyczaj zaczynam pakowanie tydzień przed wyjazdem. Nie jest proste zredukować niezbędne rzeczy do bagażu o wadze 32 kg. Tym razem zwlekałam do ostatniej chwili. Nie z wyboru. W ostatni, przedświąteczny tydzień  dopadła mnie grypa i z trudem utrzymywałam pozycję pionową. Cudem jakimś, w ostatnim tygodniu  odwołałam tylko 3,5 godziny lekcji, bo matura wisi uczepiona krtani i czasu zawsze jest za mało. Tydzień przeżyłam na kawie, fajkach i wodzie mineralnej. Spoko, zawsze można sobie powiedzieć, że to dieta cud, do tego minimalnym wysiłkiem. Odpuściło mi nieco na sam wyjazd.
Londyn przywitał mnie deszczem i wietrzyskiem, ale na parking jakoś śmignęłam.
Do wigilii nie było najgorzej. Przynajmniej wszystko pamiętam. Było miło, klimatycznie, rodzinnie, świątecznie... Nie rozumiem po co ludziom śnieg i trzaskający mróz, żeby poczuć święta. 
Czułam święta!! Chociaż nie wszystko wyszło idealnie. Nie udały się ciasta (piekarnik piecze nierówno), brzegi były spieczone, środek płynny, M. nie wyszedł deser (coś się zwarzyło). Ale kto by się przejmował takimi bzdurami. Reszta była świetna. Powoli dopracowujemy się własnego świątecznego menu, bo wegetarianizm A. nie pozwala na wsuwanie ryb i przygotowała „soję po grecku”, która okazała się jednym z hitów. 
Później było już tylko gorzej...Z kolejnych dni pamiętam tylko polecenia: zmierz temperaturę... wypij to... 39,4... jedziemy do lekarza? musisz dużo pić...musisz coś zjeść...jak się czujesz...śpi...przecież musisz brać lekarstwa...śpi...
W przebłyskach świadomości rejestrowałam zmieniające się wokół mnie osoby i drogę do łazienki.
Gdy wróciłam do jakiejś formy trzeba było wracać do Polski. 
Święta życia!!
I jeszcze obrazek, dowód, że świętowanie to ciężka praca :)

Nadia usnęła pierwsza.