sobota, 9 lutego 2013

Nie ma tego złego ...



Dla palacza są sytuacje nierozerwalnie związane z zapaleniem papierosa: kawa, alko, pogaduchy, po jedzeniu, brydż, sprawdzę pocztę...jeszcze tylko sobie zapalę i biorę się do pracy...
O stopniu uzależnienia niech świadczy odruch sięgnięcia po fajkę, gdy usiadłam w kościele...pustym, na szczęście. Dzień się od papierosa zaczyna i papierosem kończy.
Programy o szkodliwości palenia, powodują przełączanie na inny program, albo sięgnięcie po fajkę. Info, że palenie tytoniu powoduje choroby nowotworowe jest średnio przekonujące. Ci co nie palą też chorują, a p. Maria Czubaszek pali jak smok i żyje. Wisławy Szymborskiej też fajki nie zabiły. Argumenty, że palacz ma słabszy węch? Nie ja. Że wszystko „pachnie” fajkami? Przepraszam, jak się pierze, sprząta i wietrzy, nieprawda. Są jeszcze odświeżacze powietrza, świece, kadzidełka...Mam sprawdzone wszystkie opcje, kadzidełka są najskuteczniejsze.
Do tego lubię jak facet leciutko pachnie mieszaniną dobrego tytoniu i dobrych kosmetyków.
Papierosy zawsze pozwalały mi uczyć się w nocy (w dzień nie umiem), dłużej popracować, gdy kawa już nie działa. A w czasach studenckich, gdy brakowało kasy, wybierałam fajki zamiast żarcia, bo na dłużej starczały.  
Od pewnego czasu frajda zaczęła się przeradzać w kłopot. Właściwie we wszystkich domach, w których bywam, nie pali się. Żaden problem, gdy jest ciepło, można wyjść do ogródka, usiąść na schodkach...Stanie w zimie na zewnątrz i kilka szybkich, to żadna przyjemność.
Znalezienie knajpy, gdzie można zapalić, graniczy z cudem, jak jest knajpa, nie ma wolnego stolika. Siedzenie na ławce w zimie, żeby zapalić? Nie w naszym klimacie. Wychodzi mi, że jedynym miejscem gdzie mogę to zrobić to mój dom. Co za cholerne czasy.
Gdy się ogląda stare filmy, wszyscy wciąż palą. Niektórych scen nie można sobie wyobrazić, gdy nie są przefiltrowane przez dym. Rany, Bogart bez fajki? On jest na połowie zdjęć z dymiącym papierosem!! A Alain Delon? To samo!!
Teraz takie sceny są niepoprawne politycznie.
Kiedyś mój znajomy, wówczas student szkoły teatralnej, powiedział, że podoba mu się gest z jakim kobiety palą papierosa. Hmm...Gdy tak myślę, to mogłabym przyznać, że często brakuje mi tego gestu, zajęcia czymś rąk, ukrycia się za dymem w niezręcznej sytuacji i udawanie, że to mnie pochłania do tego stopnia, że nie muszę zająć stanowiska.
A ja od miesiąca nie palę. Nie dlatego, że lekarz powiedział..., bez plastrów, gum, akupunktury, hipnozy i takich tam. Trochę pomogła mi w tym grypa, bo jak człowiek nie może oddychać, to papieros jest ostatnią rzeczą, na która ma ochotę. Później już było siłą rozpędu. Wciąż nie wiem, czy to jest trwałe i czy o to mi chodzi. Różnicy w samopoczuciu nie widzę, gdy policzyłam kasę jaką mogę zaoszczędzić, nie rzuciła mnie na kolana.
Do tego jeden taki (palacz) powiedział, że bez fajki to już nie będę ja. Nie mogę powiedzieć, że czuję się dowartościowana, jeśli papieros to jedyne co mnie definiuje...
No i czy jest sens rezygnowania z czegoś co sprawia przyjemność? Przecież i tak trzeba na coś umrzeć.