sobota, 25 maja 2013

Zaginiona dziewczyna, Gillian Flynn



Zastanawiam się jak opowiedzieć o tej książce, nie zdradzając szczegółów fabuły. Jest nietypowa, z pewnością. Nie wiem czy to jest TYLKO kryminał, thriller... To niezła analiza związku. Analiza, która może „wyleczyć” z małżeństwa. Nie pamiętam, abym czytała książkę, w której bohaterowie byliby tak antypatyczni. Rzadko czytając książkę mogę być bezstronna. Czasem „kibicuję” przestępcy, chcąc by go nie wykryto, nie ujęto. Tu, czułam antypatię i do „ofiary” i do „sprawcy”. Dziwna historia...
Młodzi, atrakcyjni, wykształceni, zamożni nowojorczycy zaczynają spadać, tracić pozycję. Składa się na to mnóstwo czynników. Zaczynając od utraty pracy przez głównych bohaterów, po problemy finansowe jej rodziców. Później tracą dom, a w końcu zostają zmuszeni do opuszczenia  Nowego Yorku, będącego ostatnim elementem łączącym ich z dawnym, lepszym życiem. Lądują w zapyziałym miasteczku, gdzie wszystko jest inne. Połowa domów stoi pusta, bo właścicieli wyeksmitowano za długi. W ruinę obracają się pozamykane centra handlowe i zakłady pracy. Ich małżeństwo już od jakiegoś czasu się sypie. Aż w piątą rocznicę ślubu ONA znika. Wszystko wskazuje na to, że sprawcą jej zniknięcia jest ON, mąż.
Na początku poznajemy historię z jego punktu widzenia. Czytamy pamiętnik ze sporą porcją retrospekcji, dzięki której dowiadujemy się trochę o początkach związku, pochodzeniu bohaterów, cechach charakteru. W pewnym momencie pojawia się jej punkt widzenia i jej pamiętnik. No i jest duże zaskoczenie.
Okazuje się, że są nie tylko dwie historie, ale dwie wersje tego samego czasu. Niezwykłe, jak może się różnić postrzeganie tych samych faktów. Jak mało ludzie się znają, wydawałoby się, tak sobie bliscy.
Za to jak bardzo mogą się nienawidzić, jak bardzo chcą zniszczyć sobie nawzajem życie.  Po takie historii rzeczywiście można się bać związków.
Na deser mamy bardzo zaskakujące zakończenie.
Prawdę mówiąc, muszę się do czegoś przyczepić. Rozumiem, że Ona jest cholernie inteligentna, wierzę, że zna go jak zły szeląg, ale nie sądzę, że wszystko mogła przewidzieć. Chociaż z drugiej strony...ponoć im coś jest mniej prawdopodobne, tymbardziej prawdopodobne, że się wydarzy.
Jest to historia trochę na przestrogę facetom, bójcie się inteligentnych kobiet :)
A ja cieszę się, że wreszcie mogę polecić lekturę, która może być rozrywkowa i niegłupia.
I polecam!

poniedziałek, 6 maja 2013

Życie na później, Marta Rivera De La Cruz



Nie lubię szufladkowania, bo co niby oznacza termin LITERATURA KOBIECA (tak określono tę książkę)? Czy podstawą jest tematyka, czy sposób „podania” (prosto, nieskomplikowanie, aby zrozumiała)? Czy jeśli temat dotyczy relacji międzyludzkich to książka jest dla kobiet, a jak bohater biega z pistolecikiem i epatuje przemocą, to jest to coś dla mężczyzn?
Na podstawie tej książki, mogłabym powiedzieć, że literatura kobieca to infantylne romanse, płyciutkie, żeby mózg się nie przegrzał, ckliwe i naiwne. Mózg kobiecy i tak tego nie wyłapie? Nie pozna się?
Tematem powieści jest ponad dwudziestoletnia przyjaźń kobiety i mężczyzny. Nie przekonała mnie. 
Jest tu epizod z bardzo naciąganą historią odnalezionego filmu z nastoletnią Gretą Garbo. Totalna bzdura. 
Powierzchownie nakreślone postaci, zbyt czarno białe. Nawet ta historia z odnalezionym ojcem, jakby miała na celu zrekompensowanie niezbyt udanego związku z przyjacielem, Janem. Niezbyt udanego, bo platonicznego.
Tutaj zły okazuje się lepszy, głupi mądrzejszy, tylko śmierć jest definitywna. 
Zgodzę się jednak z głównym przesłaniem. Nie można odkładać życia na później. 
A, że od jakiegoś czasu zmagam się oceną mojego podejścia do tego co ważne, z przyjemnością przyjęłam do wiadomości, że jest ktoś kto myśli podobnie. Ja też nie znoszę wszelkiej ostentacji. Uważam, że to co naprawdę ważne i prawdziwe, dzieje się w nas. I nie musimy się obnosić ze smutkiem, poczuciem straty, żalem. Gdy ktoś odchodzi, nie sądzę, żeby było dla niego ważne jak głośno rozpaczamy i jak bardzo widać, że cierpimy. 
Reasumując...nie jest to dzieło szczególne. Z pewnością nie przewróci naszego życia do góry nogami. 
Nie wiem jakie warunki musi spełnić książka, aby została uznana za bestseller, poza marketingiem. Ta moim zdaniem na to miano nie zasługuje.
Można po nią sięgnąć w przypadku dramatycznego braku pomysłu co zrobić z czasem... :)