niedziela, 19 stycznia 2014

Kamerdyner, Lee Daniels



Gdzieś w latach ’90, weekendowy dodatek do Gazety Wyborczej opublikował obszerny artykuł na temat sytuacji czarnoskórych Amerykanów w południowych stanach USA w latach ’50-tych ubiegłego stulecia. Materiał zawierał sporo zdjęć, a ja tę publikację odchorowałam. Minęło tyle lat, a mnie robi się słabo jak przypomni mi się opis palonego żywcem mężczyzny, który próbując uciec od płomieni obejmujących jego nogi, usiłował podciągnąć się na rozgrzanym łańcuchu, na którym go powieszono. Nie wiem jakim trzeba być człowiekiem, by móc być zdolnym do takich czynów. Ale to nie wszystko. Pogodni, zadowoleni ludzie, w otoczeniu rodzin, bawiących się dzieci i powszechnej wesołości urządzali pikniki pod drzewami, na których wisiały zmaltretowane ludzkie ciała... i robili zdjęcia!! Taka rozrywka...
Wielu rzeczy nie zdążę zrozumieć, bez względu na to ile mi czasu zostało: nienawiści jaką zieje Kościół w Polsce, rasizmu, polskiego antysemityzmu, ludzi pokroju Artura Zawiszy i Roberta Winnickiego...mogłabym jeszcze długo wymieniać.
I nic się z tym nie robi. W szkołach uczą durni nauczyciele, w kościołach zarażeni nienawiścią duchowni. Nie wszyscy, ale takich słychać i widać bardziej.
Takie refleksje po filmie, który podzielił krytykę i widownię. Nawet ci z „mojej bajki” wypowiadają się o nim różnie.
Ja jednak cieszę się, że przedsylwestrowy wieczór spędziliśmy na tym filmie, bo stanowczo twierdzę, że warto.
Nie jest łatwo w dwugodzinnym filmie pokazać 80 lat czyjegoś, skomplikowanego życia. Mimo to, uważam, że reżyserowi (i współautorowi scenariusza) to się udało. Kilkadziesiąt lat, w których dokonał się niewiarygodny przełom, od segregacji rasowej do prezydentury Obamy. Wszystko to opowiedziane z punktu widzenia czarnoskórego pracownika Białego Domu, który był kamerdynerem kilku prezydentów. W lakoniczny sposób zostaje opowiedziana historia Stanów i jednej rodziny. Ukazane zostaje również to, że walczący o równe prawa sami różnili się co do sposobu walki, i że ich poglądy również ewoluowały (wątek Czarnych Panter).
No i koniecznie muszę dodać, że reżyserowi udało się zgromadzić czołówkę amerykańskich aktorów.
Czytałam zarówno opinie pochlebne jak i negatywne. Z jednymi uwagami się zgadzam z innymi nie. Ale jeśli od ponad dwóch tygodni film ten „siedzi” w mojej głowie i wracam do niego myślami, to to również jest argument na korzyść filmu. O niektórych nie pamięta się z chwilą zapalenia świateł.
Obejrzyjcie.


3 komentarze:

  1. po wyjsciu z kina stwierdzilam, ze jest to jeden z najlepszych filmow jakie w zyciu widzialam; bardzo madry i poruszajacy; to zdumiewajace dla mnie jak przerozne opinie zbiera ten film...

    OdpowiedzUsuń
  2. ja podzielam twoją opinię i poszłabym ponownie na ten film...pewnie obejrzę go ponownie jak wyjdzie z kin

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaraz podejmę "kroki poszukiwawcze":-))). Jestem niesamowicie zaciekawiona.

    OdpowiedzUsuń