środa, 19 marca 2014

Bridget Jones: szalejąc za facetem, Helen Fielding


Bridget Jones: szalejąc za facetem, Helen Fielding
Tłumaczenie Jan i Katarzyna Karłowscy
Wydawnictwo ZYSK I S-KA, 2014


Jeśli ktoś miałby ochotę powiedzieć, że nie jest to literatura najwyższych lotów, to powiem: i co z tego? Głupsze, gorsze rzeczy ludzie czytają. Fajnie, że czytają.
Trzecia część Bridget Jones mnie nie rozczarowała. Jeśli powiem, że czytając chichotałam w głos, to już rekomenduję tę książkę. Bridget ma pięćdziesiąt lat! Szok! I wciąż ma te same problemy z facetami, wciąż jest na diecie, wciąż jest cudownie szurnięta, roztargniona, walcząca z elektroniką, portalami społecznościowymi... ale doszły dzieci i problemy z nimi związane. Jej zachowania momentami graniczą z kompulsją, na przykład walka o ilość obserwatorów na twitterze. Mimo to, to wciąż ta sama dziewczyna, jaką znamy z wcześniejszych części.
Nie bagatelizowałabym tej książki. Jej treść nie jest tak błaha, jakby się z pozoru wydawało. Jest na przykład obrazem pewnych przemian w obyczajowości. Mam na myśli wątek związku z facetem o 20 lat młodszym. O ile nikogo nie dziwi mężczyzna wiążący się z kobietą w wieku córki lub wnuczki, to sytuacja odwrotna wciąż jest jakoś negatywnie postrzegana. Przypisana raczej gwiazdeczkom popkultury. Niby dlaczego?
Po drugie, zabawne problemy Bridget z tabletami, xboxami, ifonami, telefonami komórkowymi i całą resztą, dotyczą sporej grupy ludzi i wcale nie w tzw. pewnym wieku. Ja mam do czynienia z przedziałem wiekowym 16-20 i powiem, że oni też się nieźle motają. A, że jak ktoś powiedział, sprzęt AGD naszprycowany elektroniką bywa „inteligentniejszy” od właściciela, to inna sprawa (sorry). 
No i mamy tu mnóstwo wzruszających i zabawnych epizodów z codzienności Bridget, jej przyjaciół, na których wciąż może liczyć, którzy są tak samo jak ona solidnie zwariowani, ale i pomocni, wspierający i OBECNI  w jej życiu.
Reasumując świetna porcja zabawy, wzruszeń, ale i refleksji. Polecałabym facetom chcącym poznać świat widziany oczyma kobiet, a wszystkim jako doskonałą pozycję terapeutyczną z ogromną dozą pozytywnej energii. I bardzo optymistyczną. Tego nigdy za wiele.
Oj, koniecznie!

12 komentarzy:

  1. zastanawialam sie ostatnio nad jej kupnem :) przekonalas mnie!
    ps. jaka ladna szata graficzna na blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. dziękuję:) a książkę musisz przeczytać koniecznie...2-3 dni świetnej zabawy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój angielski egzemplarz leży i leży... jakoś mi się odechciało po przykrej wieści, że Helen uśmierciła mego ulubionego bohatera :> ale pewnie się zabiorę, prędzej czy później :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to już lepiej prędzej...to wcale nie jest dołująca historia, wprost przeciwnie :)

      Usuń
  4. Motamy się, motamy. Ja znowu czuję się pokonana przez Google :D Co do głównego wątku - nie lubię Bridget. Moja opinia jest oparta jedynie na podstawie filmu, ale jej z założenia urocza nieporadność życiowa wyjątkowo działa mi na nerwy. Nie rozumiem też jej stosunku do relacji z mężczyznami. Odnoszę wrażenie, że poluje na nich zamiast z gracją i wdziękiem pozwolić się zdobywać. Nie zmienia to jednak faktu, że jej przygody są z całą pewnością takim śmiechowym promyczkiem w szarej, bądź co bądź, codzienności, więc myślę, że warto dać jej szansę. Choćby po to, by rozbrajała nas swoim rozkminianiem rzeczywistości :)
    D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie rozumiem, jak można nie lubić Bridget :) i wcale nie uważam, że ona poluje; to jej przyjaciele wciąż ją popychają i motywują do działania; ona faktycznie jest nieporadna:) a z tym pozwalaniem na zdobywanie się...czasem można by czekać do końca świata :):) obawiam się, że rycerze jakoś wyginęli :)

      Usuń
  5. Na pewno przeczytam, bo widziałam ekranizacje przygód Bridget Jones i przypadły mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakkolwiek ocenisz wartości literackie, myślę, że będziesz się świetnie bawić:)

      Usuń
  6. A miałam sobie kupić Pigonia do fizycznej, ale widzę, że mam ważniejszy wydatek:D

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiesz to jest jedyna bohaterka z tak zwanych "kobiecych książek" którą lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  8. chociaż "znam" cię tylko z twojego bloga, to jakoś się nie dziwię :)

    OdpowiedzUsuń