niedziela, 9 marca 2014

Samotny poligamista, Brady Udall


Samotny poligamista, Brady Udall
przekład Barbara Górecka
Wydawnictwo Świat Książki, 2013


Nie sądzę, żeby autor chciał zdyskredytować, czy ośmieszyć społeczność mormonów. Chociaż nie ukrywam, przyszło mi to do głowy. Napisanie książki poprzedził badaniami, nad warunkami życia autentycznej grupy ortodoksyjnych mormonów, którzy nadal praktykują wielożeństwo. Choć badania, to może za duże słowo.
Rzecz jest o szczególnej rodzinie. Mąż, cztery żony i dwadzieścioro ośmioro potomstwa. To nie wszystkie dzieci, kilkoro zmarło wkrótce po urodzeniu i jedna dziewczynka utonęła mając chyba 6 lat. Poligamia jest konsekwencją religii. W tym miejscu zaczynają się komplikacje. Mimo liczebności rodziny, wszyscy są porażająco nieszczęśliwi, samotni i sfrustrowani. Żony rywalizują o względy męża, przy czym ich status określa liczba urodzonych dzieci. Dzieci są opuszczone i zaniedbane. Nie leczone, ubrane w ciuchy pochodzące od instytucji charytatywnych. Głowa rodziny nie jest w stanie utrzymać tak wielu osób, a kobiety skoncentrowane są raczej na prokreacji. Nie przywiązuje się wagi do edukacji dzieci. Do tego, ta tak liczna rodzina nie darzy się sympatią, oni nawet się za bardzo nie znają. Nie lubią się żony, dzieci pochodzące od różnych matek i wszyscy razem wzięci.
No i mężczyzna... Mimo tak licznej rodziny jest porażająco samotny, zagubiony i nieszczęśliwy. Regularnie przychodzi mu do głowy ochota na porzucenie tego wszystkiego i ucieczka od piętrzących się problemów. Do tego wdaje się w romans z żoną szefa i w tajemnicy przed żonami, przyjmuje zlecenie na wybudowanie burdelu...Wszystko nie tak jak być powinno.
Jedną z nielicznych postaci, które budzą tu sympatię, jest dwunastolatek, który w opinii wszystkich jest jednym wielkim problemem. Ten chłopiec jest inteligentny i buntuje się przeciwko temu, że chodzi obdarty i jest pośmiewiskiem w szkole, że jego matka z depresji wpada w depresję. Że nikt nie próbuje go zrozumieć, nie chce uwzględnić jego potrzeb i oczekiwań, na przykład w kwestii wspólnych z ojcem urodzin.
Nie mam zwyczaju oceniać czyjegoś światopoglądu, nie odważyłabym się krytykować czyjejś religii. Nie mogę się jednak powstrzymać od stwierdzenia, że nie rozumiem jaki jest sens tego wszystkiego i komu/czemu ma to służyć. Żeby w tym całym koszmarze znalazła się choć jedna szczęśliwa osoba. Choćby ten facet, który może mieć legalnie (na wpół legalnie) kilka kobiet. Ale nie! Mamy do czynienia z bandą frustratów.
No i kolejny raz dochodzę do wniosku, że cierpię na patologiczny brak poczucia humoru. Nie śmieszą mnie dowcipy „fizjologiczne”, epatowanie brzydotą i naturalistyczne opisy na przykład kopulującego z beczką po odpadach człowieka. I choć mam świadomość, że świat  nie jest idealnym miejscem, to tego typu obrazów wolałabym unikać. A zgodnie z zapowiedzią, miało być cholernie zabawnie (recenzje na kładce książki).
Dla mnie ta książka jest o tym, że ludzie w komplikowaniu sobie życia potrafią osiągnąć mistrzostwo świata. (sic!)

4 komentarze:

  1. OOO przeczytałabym ,,Hotel Babylon" :>

    OdpowiedzUsuń
  2. :) ta sterta książek czeka na swoją kolej, niestety szybciej ich przybywa, niż ubywa :), ale już blisko do wakacji!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Czyli miało być tak pięknie a wyszło jak zwykle. Zaciekawiłaś mnie tym opisem do przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  4. to bardzo dobra książka...przeczytałam ja ponad rok temu, a wciąż często o niej myślę...jest lepsza, niż wynikałoby to z tego co napisałam wyżej...nie będziesz żałować, zobaczysz

    OdpowiedzUsuń