poniedziałek, 10 marca 2014

Suma wszystkich strachów

Przepraszam, że splagiatowałam tytuł. Nie będzie o filmie, szczerze mówiąc, nawet go nie oglądałam. Przez cały dzień wyciągam z dołków dzieciaki i chyba muszę zinwentaryzować moje strachy, zgodnie z zasadą, że jak wyartykułujesz, to robi się lżej na sercu.
Wojny znam z lekcji historii, chociaż zostałam wychowana na Klosach, Pancernych i filmach wojennych. Zrobiono mi pranie mózgu, po nocach śniły mi się bombardowania i wciąż się bałam (w dzieciństwie), że Amerykanie zrzucą bombę atomową na nas, czyli kochany Układ Warszawski. Źli Amerykanie, na nas, tych dobrych.
Oglądając filmy o holokauście, zastanawiałam się, dlaczego Żydzi  nie uciekali z Europy Hitlera. Cóż, niektórzy uciekali. Inni pewnie wierzyli, że rozejdzie się po kościach, że nie będzie tak źle...no i gdzie mieli uciekać? Czyniono ustępstwa, oddano Austrię. Podpisywano nic nieznaczące pakty i traktaty. Na lekcjach historii powiedziano mi, że wojny są konsekwencją kryzysów. Czyli cały czas jest kryzys, bo wciąż jest gdzieś wojna: Korea, Wietnam, Zatoka Perska, Jugosławia...i tysiąc konfliktów bardziej lokalnych, ale nie mniej dramatycznych (Afryka). To, że żaden nie przerodził się w konflikt o zasięgu światowym pozwalał myśleć, że ta forma rozstrzygania konfliktów jest przeżytkiem. Że lepiej jest budować fabryki i centra handlowe niż ginąć w błotnistych okopach. Po II wojnie spacyfikowano Niemców. Plan Marshalla pomógł wybudować własny domek i kupić pierwszy samochód. Po co się dawać zabić, jeśli tak fajnie można żyć? W międzyczasie domek zrobił się większy a autko szybsze. Zamiast na wojnę, można było wyjechać na wakacje. Ale czy trzeba przejmować całą Majorkę, żeby przez 10 dni upijać się i wyrywać panienki?
Nie ma istotnych pretekstów, albo inaczej...zawsze znajdzie się jakiś pretekst. Jakiś Wielki Książę może zostać zastrzelony, albo komuś zabraknie korytarza gdańskiego. Czy to znaczy, że należy poświęcić Ukrainę. Z lekcji historii wynika, że tego typu rozwiązania są zawsze na krótko. Co będzie po Krymie, a dlaczego nie było reakcji na Czeczenię, czy ktoś jeszcze wie o co chodzi na Zakaukaziu?
Nienawidzę polityki, nie mam o niej pojęcia i nie chcę mieć. Nie włączam tv. Oni żywią się konfliktami. Zawsze można tak sformułować pytanie, że nie ma dobrej odpowiedzi. No i wiem, że świadomie podkręcają emocje. 
Rano włączę tylko na chwilkę, żeby sprawdzić, czy jest jeszcze cała reszta, czy zostałam tylko ja.  
Tymczasem MAKE LOVE, NOT WAR!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz