środa, 30 kwietnia 2014

O jedną kawę od domu...

Z przykrością przyznaję, że już dawno święta przestały mieć dla mnie wymiar duchowy. Złożyło się na to tak wiele spraw, że nie wiedziałabym nawet od czego zacząć. Gdy na dwa tygodnie przed świętami, rozlegał się zewsząd odgłos trzepania dywanów, a w sklepach ludzie w amoku kupowali żarcie w ilościach hurtowych, ja zaczęłam pakować walizkę. Malutką walizkę. I wyjechałam. Bo święta to wciąż cudowny pretekst, żeby się spotkać. Tu nic się nie zmieniło. Jestem beznadziejną Polką, bo nie brakuje mi tak zwanego klimatu świąt, ani śniegu zimą, gdy wyjeżdżałam przez kilka kolejnych Świąt Bożego Narodzenia, ani tradycyjnych potraw. A szczególnie sprowadzania świętowania do żarcia i picia, najlepiej tak, żeby odchorować. Przypadek sprawił, że wyjeżdżam do Londynu. Myślę, że gdyby Oni byli gdziekolwiek indziej, lubiłabym to miejsce. Jest tyle miejsc, które lubię!! W moich tegorocznych świętach też lubię wszystko, wycieczkę nad morze w lany poniedziałek (godzina drogi pociągiem do Brighton), spacer zakończony aromatyczną kawą w przypadkowej kawiarence, piżamowe poranki z kawą w łóżku i kotem na kolanach, rozmowy o książkach, podróżach, zabawę z dziećmi i setkę MAŁYCH WIELKICH przyjemności. Przez jeden za krótki tydzień nie rozstawałam się z aparatem i byłam przedmiotem żartów. Bo fotografowałam inne rzeczy niż można by się spodziewać. Nie tak zwane atrakcje turystyczne, tylko kolorowe drzwi, domy w kwiatach, wiosnę w Londynie. Ale czy ja się muszę usprawiedliwiać? Przecież to moje wakacje i moje postrzeganie miejsca.
Nie zdążyłam zatęsknić za domem, było za krótko, za mało...ech. Pociesza mnie tylko jedno, że gdy "moje dzieciaki" zdadzą maturę-wracam. I świadomość tego, powoduje, że z radością budzę się rano, zawsze to jeden dzień bliżej :)
A ta jedna kawa od domu w tytule? Ledwie wypiję kawę w samolocie, lądujemy. Świat jest taki mały.











 
   

7 komentarzy:

  1. wzruszylam sie i zatesknilam mocniej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja też tęsknię i odliczam dni :) dużo pracujemy, zleci :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie, muszę kiedyś wybrać się do Brighton. A za L. tęsknię tak, że aż czasem boli. pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, wierzę, ja tęskniłam już na lotnisku, w drodze powrotnej; pozdrawiam! :)

      Usuń
  4. Osobiście uważam, że lepiej fotografować miejsca, rzeczy które się nam kojarzą z czymś miłym dla nas lub po prostu nam się podobają, niż pstrykać miliony fotek budynków w których ktoś kiedyś żył, tworzył itp. bo są w przewodnikach, bo jest coś gdzieś o nich napisane, a potem po kilku tygodniach oglądając takie zdjęcia nie mamy pojęcia co to jest, ani co tam robiliśmy :) uściski:)

    OdpowiedzUsuń
  5. zgadzam się z Tobą, Kasiu, absolutnie :) buziaczki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam drugie od góry zdjęcie, to z plażą, leżakami i mewą na niebie. Budzi we mnie jakieś nie do końca sprecyzowane odczucia, trochę melancholii i jakby ciepłe wspomnienie czegoś, chociaż nie potrafię sobie uświadomić, czego konkretnie. Może jakaś chwila, mignięcie z wakacji z rodzicami? Nie wiem. Ale zdjęcie bardzo, bardzo mi się podoba. I chcę zaznaczyć, że doskonale rozumiem zafascynowanie fotografowaniem wielu, na pozór nieciekawych z fotograficznego punktu widzenia, obiektów. Osobiście bardzo cenię sobie te podróże, spacery, bliższe, czy też dalsze, kiedy mogę spokojnie nad czymś przykucnąć i z aparatem w łapce, patrząc przez obiektyw, utrwalić coś i nadać temu dokładnie takie znaczenie, jakie ma to dla mnie w danej chwili. I właśnie doszłam do wniosku, że do pewnego stopnia właśnie tak postrzegam fotografię - jako możliwość ukazania światu mojego sposobu postrzegania jakiegoś fragmentu czasu.

    OdpowiedzUsuń