niedziela, 20 kwietnia 2014

Złodziejka książek, Markus Zusak


Złodziejka książek, Markus Zusak
tłumaczenie Hanna Baltyn
Wydawnictwo "Nasza Księgarnia", 2008

Co można powiedzieć o książce, która osiem lat od pierwszego wydania, wciąż jest na liście najlepiej sprzedawanych tytułów? Do tego w ubiegłym roku doczekała się ekranizacji. 
Dla mnie jest to książka, która zapada w pamięci. Z wielu powodów. 
Po pierwsze narratorem jest Śmierć. Tu nie jest postacią demoniczną, groźną. Wprost przeciwnie. Śmierć jest empatyczna. I mimo swej nieuchronności, współczuje, że dusze odchodzą w cierpieniu, przedwcześnie, bo w młodym wieku, lub masowo. Pewnego razu Śmierć siedziała z duszami na dachu krematorium w Dachau. Śmierć lubi ludzi, zbieranie dusz to jej praca.
Po drugie, tematyką jest wojna i Holokaust. To nie jest łatwy temat. A autor opowiedział tę historię z punktu widzenia Niemców, co w mojej ocenie też nie ułatwiło mu zadania. Jednak nie epatuje ani męczeństwem, ani okrucieństwem. Biorąc pod uwagę rodzinne korzenie autora, odniosłam wrażenie, że jest to jego, pół Austriaka, pół Niemca, rozliczenie się z historią. Ale przecież mogę się mylić. Autor opowiada o tym, że nie wszyscy Niemcy byli nazistami. Byli też tacy, którzy ryzykowali własne życie, ratując czyjeś.
Przeciętny zjadacz chleba, nie ma wpływu na historię. A Niemcy byli również ofiarami wojny. Ginęli na frontach, głodowali, byli prześladowani. Biorąc pod uwagę, że jednak Niemcy tę wojnę wywołali, sztuką było napisać historię tak, by czytelnik współczuł Niemcowi-ofierze głodu, Niemcowi okaleczonemu na froncie, prześladowanemu, bo nie jest członkiem NSDAP. Tak, ci bohaterowie budzą sympatię, wzruszają, czasem śmieszą.  
Ta książka ugruntowuje w wierze w człowieczeństwo. Mówi, że człowiekiem się nie bywa, że bez względu na okoliczności, albo się nim jest, albo nie. Mówi o tym, że nie można w ocenie historii stosować jednej miary do wszystkich, bo zawsze będą tacy, którzy za cenę własnego życia będą nieść pomoc bardziej potrzebującym. 
Ta książka wręcz definiuje człowieczeństwo. Pokazuje, że ludzie, bez względu na sytuację kochają i nienawidzą, marzą, mają pasje, walczą ze wspomnieniami i tęsknią.
I jeszcze jedno...napisano tę książkę tak, że czyta się ciurkiem, niekiedy zaskakuje sformułowaniami. Język tej książki też jest atutem.
Podążający do Dachau Żydzi, "Do ubrań mieli przyszyte gwiazdy Dawida, a do twarzy nieszczęście."
"Tak to bywa z ludźmi. Kiedy czytam o nich na przykład w dzienniku złodziejki książek, współczuję im, choć nie tak bardzo jak tamtym, zbieranym w obozach. Niemcy w piwnicach byli godni politowania, ale przynajmniej mieli jakąś szansę. Nie posłano ich do gazu. Ci ludzie wciąż mieli życie w zasięgu ręki." 
Myślę, że jeszcze długo będzie to lektura obowiązkowa.  

2 komentarze:

  1. tak zdecydowanie tak, książka z tych co się nie starzeją

    OdpowiedzUsuń
  2. zgadzam się...do tego taka mądra i emocjonalna

    OdpowiedzUsuń