niedziela, 4 maja 2014

Darujmy sobie te święta, John Grisham


Darujmy sobie te święta, John Grisham
przekład Anna Esden-Tempska
Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz, 2013

Nietypowa pozycja w twórczości Johna Grishama, nowela o TERRORZE świąt bożego narodzenia. Zabawna, szalenie prawdziwa i choć osadzona w realiach amerykańskich, myślę, że dotyczy sporej grupy ludzi w dowolnym miejscu na świecie.
Otóż, jedyna, dorosła córka państwa Kranków wyjeżdża na rok do Ameryki Południowej jako wolontariuszka. Para zostaje sama i postanawiają raz w życiu nie organizować świąt. Żadnej choinki, dekoracji, kart świątecznych, prezentów, przyjęć, nadmiernych zakupów i płynącej strumieniem gotówki. Alternatywą jest dziesięciodniowy wyjazd statkiem wycieczkowym na Hawaje: plaże, słodkie nieróbstwo, słońce, a do tego połowa kasy zostaje na koncie. Gdyby to było takie proste...
Po pierwsze stają się wrogami publicznymi numer jeden, bo jako jedyni nie dekorują domu, przez co ulica nie zdobywa dorocznej nagrody. Odmawiają urządzenia przyjęcia, więc ludzie od lat będący ich gośćmi, czują się urażeni. Nie robią prezentów, co spotyka się z otwartą krytyką. Obrażają policjantów i strażaków sprzedających kalendarze, skautów, od których nie kupują obrzydliwego ciasta, faceta, który zawsze sprzedawał im choinkę, sprzedawcę papeterii, kolegów z pracy, panie z wolontariatu...Pod domem organizuje się im protesty, spotykają się z ostracyzmem całej społeczności, bo raz spróbowali się wyłamać. Żeby nie dać się złamać ukrywają się przed ludźmi, udają nieobecnych lub ograniczają przebywanie w domu. Zewsząd spotyka ich otwarta wrogość.
W dodatku, w przeddzień wyjazdu dzwoni córka, że właśnie przylatuje z nowym narzeczonym, który nigdy nie spędzał CUDOWNYCH AMERYKAŃSKICH ŚWIĄT. Jeśli dotąd było źle, to nie wiem jak nazwać to, co właśnie zaczyna się dziać w życiu tych nieszczęśników.
Zaskakujące zakończenie, spora dawka humoru i możliwość spojrzenia na siebie z dystansu. Bo chociaż co roku słyszę zewsząd, że już będzie mniej, już bez szaleństwa, że teraz to już święta w wersji light, to mam wrażenie, że nic się nie zmienia. Nawet przeciwnie. Następuje eskalacja przygotowań, wydatków... A takie "prawdziwe" święta to sobie można obejrzeć w tv, jeśli się tv ogląda.
Polecam w ramach terapii, co roku, na miesiąc przed świętami. Może być "zażyte" kilkakrotnie, dla pewności, że zadziała.

8 komentarzy:

  1. Przygotowania do Świąt bywają przerażające. Mnie jeszcze kilka lat wcześniej nieco przerażała nerwówka panująca w domu przed Wigilią. Ja byłam mała, babcia już w bardzo podeszłym wieku, więc mama zostawała z przygotowaniami sama. Dobrze, jeśli tacie akurat wypadał dzień wolny, wtedy pomagał. Ale jeśli to jego zmiana akurat pracowała - po prostu przerąbane. Nie wiem, jak moja mama dawała radę, bo wtedy miewaliśmy w Święta dość dużo gości. Zajmowała się mną (byłam podobno dobrym pod tym względem dzieckiem, ale zawsze dzieckiem), sprzątała, paliła w piecu, gotowała, dekorowała dom, a przecież musiała się też zająć zwierzętami (2 psy, kilka królików). Wiem, że niejednokrotnie ciężko pracowała do późnej nocy, a w same Święta na pewno bywała zbyt zmęczona przygotowaniami, żeby móc cokolwiek świętować i jeszcze czerpać z tego radość. Tym bardziej, że później też trzeba było posprzątać... Teraz na szczęście jest inaczej - jesteśmy we dwie i radzimy sobie całkiem nieźle, kiedy pojawia się nerwówka potrafimy ją rozładować czymś śmiesznym, a przygotowania do Świąt traktujemy jako coś fajnego (przynajmniej ja), bo fajnie jest razem popichcić, pożartować, ubrać choinkę. No i zyskałyśmy to cenne przekonanie, że nawet jeśli z czymś byśmy nie zdążyły, to nie wpłynie to w jakiś szczególny sposób na szybszą zagładę wszechświata :) :) :) Tym bardziej, że wszystkie te materialne przygotowania są z założenie tylko po to, żeby przyjemniej było przeżywać coś duchowego, więc zdecydowanie nie ma powodów, by spędzały nam sen z powiek i zagęszczały atmosferę w domu - Święta będą Świętami nawet bez sernika :)
    D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gdyby wszyscy byli tego świadomi, nie byłoby świątecznego horroru :) przerażające robi się wtedy, gdy potykając się o własne nogi, pani domu usiłuję zrobić wszystko do tego perfekcyjnie...czasem warto coś odpuścić, tak jak napisałaś; uściski panno D. :)

      Usuń
  2. Z chęcią przeczytam, bo mam ochotę spróbować jakąś książkę właśnie tego autora : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak pewnie wiesz, to jest nietypowa książka dla J. Grishama, ale naprawdę polecam i koniecznie jakiś z jego thrillerów; wiem, że lubisz Agatę Christie, powinno ci się podobać, choć jest zdecydowanie bardziej współczesny :)

      Usuń
  3. No coz, nie jestem zaskoczona, ze siegnelas po te pozycje :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba moja Mama dostanie "darujmy sobie te święta" w listopadzie. Chyba w większości domów to właśnie na kobietach spoczywa "obowiązek" przygotowania wszystkiego na święta, byloby świetnie raz w zyciu nie przejmowac sie wszystkim i wszystkimi i miec ta otoczke gdzies. Bo jaki jest sens świętowania, gdy w święta jest się zmęczonym od nawału przygotowań typu gotowanie niewyobrazalnych ilosci jedzenia i sprzatanie kazdego kąta?

    OdpowiedzUsuń
  5. myślę, że pomysł z prezentem dla mamy, jest świetny :) a to co się dzieje wokół świąt, to zdecydowanie przerost formy nad treścią i myślę, że wiele osób chciałoby uciec gdzie pieprz rośnie :)

    OdpowiedzUsuń