niedziela, 11 maja 2014

Mnisi i ja, Mary Paterson

Mnisi i ja, Mary Paterson
Przekład Maciej Lorenc
Wydawnictwo ILLUMINATIO Łukasz Kierus

Autorka spędza 40 dni w buddyjskim klasztorze we Francji, co skutkuje przemianą duchową. I choć to co pisze jest bardzo pozytywne i całkowicie podzielam jej poglądy, to książce mówię NIE. Dlaczego? Z prostego powodu. Gdybym chciała czegoś się dowiedzieć o założeniach buddyzmu, to sięgnęłabym po większe autorytety.
Poza tym, zabrakło mi tu historii człowieka. Za dużo jest tu wykładu o religii, a za mało "drogi", jaką musiała przejść autorka, aby poglądy ewoluowały do tego stanu.
Jej relacja nie robi na mnie wrażenia i mnie nie przekonuje.  Jest zbyt powierzchowna. I jeszcze ten irytujący sposób narracji. Jakby był adresowany do niezbyt rozgarniętej osoby, infantylne przykłady i tłumaczenie oczywistego.
Świetnie, że przemyślenia mogą skutkować tak poważną przemianą. Zgadzam się, że powinniśmy być bardziej refleksyjni. Również uważam, że powinniśmy umieć cieszyć się z małych rzeczy, że powinniśmy żyć TU  i TERAZ. Podzielam pogląd, że przemoc wobec zwierząt, nie różni się od przemocy wobec ludzi (nie jem mięsa), jest tak samo naganna. Ale nie zgadzam się z tym, że religia jest jedyną drogą. CZŁOWIEKIEM można być niezależnie od religii.
Reasumując, zgadzam się z autorką w kwestii światopoglądu, ale mam inne zdanie na temat jego źródła. No i jeszcze, wspomniane wcześniej, zastrzeżenia do "jakości" samej literatury.
Nie potrafię się oprzeć wrażeniu, że cała ta historia, z założenia, napisana jest, bo fajnie się sprzeda. To ostatnio taki "modny" temat.  
Jednym słowem, niekoniecznie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz