środa, 14 maja 2014

Sunset Park, Paul Auster


Sunset Park, Paul Auster
przekład Maria Makuch
Wydawnictwo Znak, 2012

Chciałabym powiedzieć, że się zachwyciłam, że nie mogłam się oderwać i nie spałam trzy doby. Książka otrzymała tyle pochlebnych recenzji a ja...
Za pierwszym podejściem przeczytałam ponad sto stron, bo chciałam dać jej szansę. Niech się rozkręci, niech mnie zaskoczy. 
Wróciłam do niej po kilku miesiącach, bo nie lubię się poddawać, chociaż stos nieprzeczytanych książek rośnie. 
Za drugim podejściem poszło lepiej, bo ją przeczytałam do końca. Atutem, bezsprzecznie, jest język i cudownie lekka narracja. Nic poza tym. Ale...myślę o czym jest ta historia i nie potrafię znaleźć odpowiedzi. Przecież o życiu, o dorastaniu...napisano setki porywających historii. Ta jest nijaka. O trudnych relacjach rodzinnych? O nieudacznikach? Na przykład o prawie trzydziestolatku, który jest w związku z nastolatką? O czym to świadczy? Jeśli za wcześnie na kryzys wieku średniego, to może o braku dojrzałości? Bohaterowie tkwią w jakichś pokręconych, chorych związkach. Choćby przyjaciel głównego bohatera i jednocześnie "podwójny agent", który nie potrafi sprecyzować  swoich preferencji seksualnych i nie wie czy jest homo czy hetero. Gdzieś w recenzjach przeczytałam, że bohaterowie są intelektualistami. Kto? Mieszkająca na squacie wieczna doktorantka, czy pisarka, która niczego nie napisała? Wydawnictwo zamieściło informację, że rzecz się dzieje w "pulsującym emocjami świecie Nowym Jorku". W tej powieści nie ma ani Nowego Jorku, ani emocji. Dalej: "Auster odkrywa przed nami tajemnice miasta, które nigdy nie śpi..." Przepraszam, tajemnic tu nie ma również, ani tajemniczych tajemnic, ani ujawnionych. To co się tu NIE DZIEJE, mogłoby zaistnieć w ZADUPIU DALSZYM, albo innej KOZIEJ WÓLCE. 
Zastanawiam się, czy autor wiedział co chce napisać.
Dochodzę do wniosku, że muszę zacząć czytać książki, które zostały zmasakrowane przez krytykę, napisane przez nikomu nieznanych twórców i wydane na papierze pakowym. 
A może ta historia jest więcej warta niż mi się wydaje, skoro tak mnie zirytowała :):):)

12 komentarzy:

  1. moze troche jest tak, ze po przeczytaniu tych wszystkich zachwalajacych ksiazke recenzji, Twoje oczekiwania wzgledem jej byly ogromne? :-) moze gdyby ksiazka zostala skrytykowana na calej linii, potrafilabys odkryc w niej wiecej, tak z przekory? :-D

    OdpowiedzUsuń
  2. pewnie masz trochę rację, że chętniej bym jej broniła, gdyby ją zjechano, ale mimo wszystko, bardzo chciałam znaleźć w niej coś pozytywnego, dwa razy podchodziłam, nawet się zastanawiałam, czy czas w jakim ją czytam nie wpływa na to jak ją odbieram (przez to co się dzieje w danej chwili w moim życiu)...kilka dni myślałam jak ją zrecenzować, żeby opinia była wyważona i chociaż trochę obiektywna...wybacz, nie dało się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jezeli tyle jest emocji w tej recenzji, a Ty pisalas ja po kilku dniach, to wierze na slowo i ksiazke bojkotuje! :D

      Usuń
    2. dziękuję za wiarę w mój subiektywny obiektywizm :D

      Usuń
  3. czytałam i chyba się z tobą zgodzę )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miło, bo już myślałam, że się czepiam :):)

      Usuń
  4. czytałam i miałam podobne uczucia. historia niewiele wnosi, ale z 2 strony myślę, że nie każda historia musi wstrząsnąć światem, a czytało mi się to dobrze. samo obcowanie ze słowem i tak, jak napisałaś - lekką, ale jakże niebanalną narracją, stanowi o wartości tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  5. masz rację, często myślę, że za dużo wymagam...albo czuję się oszukana przesadzoną recenzją lub szkoda mi czasu na czytanie "takich sobie" książek, gdy jest tak dużo "absolutnie koniecznych" :)

    OdpowiedzUsuń
  6. oj stoi na półce i chyba pójdzie na prezent, a już myślałam, że w zachwyt wpadnę i w tym zachwycie trwać będę eh...

    OdpowiedzUsuń
  7. a może zanim komuś podarujesz, sprawdź i przeczytaj :):) może się okaże, że to książka życia :):)

    OdpowiedzUsuń