czwartek, 5 czerwca 2014

Virginia Water czyli magiczny Londyn w innej odsłonie

Maj, czwartkowe, wczesne popołudnie. Przez niebo nad Londynem przetaczają się ciemno szare chmury a my wybieramy się do założonego pod koniec XVIII wieku parku. Do bagażnika samochodu wrzucamy tylko dwie hulajnogi dla maluchów. Wyjechaliśmy wystarczająco wcześnie, żeby nie było korków.
Jest sporo miejsc na parkingu, cudownie pachnie kawa z parkingowej kawiarenki.
Pierwszą rzecz, którą zauważam, to mnóstwo ludzi jak na środek tygodnia. W każdym wieku, z dziećmi, psami, na rowerach, hulajnogach, spacerujących lub uprawiających jogging. Po półgodzinnym spacerze, nagle chmurzy się i spada rzęsisty deszcz. Rozważamy powrót do samochodu. Jednak po kilkunastu minutach pod młodym dębem (nawet nie zmokliśmy) następuje urocza przemiana: wychodzi słońce i robi się naprawdę ciepło.
Zobaczyć to miejsce w słońcu, w jego tysiącu kolorów to uczta dla oczu.
Nigdy nie widziałam rododendronów w tylu odcieniach, ciągnących się w nieskończoność i mających kilka metrów wysokości. Strumyczki, wodospady, bajkowe zakątki z ławeczkami, rośliny znane mi, ale w nieznanych rozmiarach, polanki prześwietlone słońcem, parne dolinki, wodne ptactwo... Ucywilizowana (kontrolowana) dzicz.
Mimo tego, że są ludzie, nie czuje się ich obecności. I cisza. I tylko pól godziny do domu...





























5 komentarzy:

  1. co to za rozowy skrzat przewija sie przez zdjecia? :-) ja chce tam jechac!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadia miała tyle energii, że wylądowała na większości zdjęć :) Junior podobnie, znajdziesz jego również jak się przypatrzysz :) musisz tam się wybrać, koniecznie!! niezwykłe miejsce...co tam moje fotografie, amatorszczyzna to za dużo powiedziane :)

      Usuń
  2. Jak pięknie, czemu mnie tam jeszcze nie było :o

    OdpowiedzUsuń