piątek, 11 lipca 2014

Kafka nad morzem, Haruki Murakami


Kafka nad morzem, Haruki Murakami
przekład Anna Zielińska-Elliott
Wydawca MUZA SA
czyta : Maksymilian Rogacki

Kafka nad morzem, to chyba najbardziej surrealistyczna powieść Murakamiego z tych, które przeczytałam. W tym świecie nic nie dziwi. Ani to, że można rozmawiać z kotami, ani że istnieją drzwi do innego świata (wystarczy tylko podnieść kamień, a takich kamieni na świecie jest dużo). Jest to świat, w którym zatarto granicę między jawą i snem, między tym co zdarzyło się naprawdę, a tym co tylko się przyśniło. Tę samą osobę można spotykać jednocześnie jako piętnastoletnią dziewczynę i pięćdziesięcioletnią kobietę. Nie ma wyraźnej różnicy między byciem kobietą a mężczyzną, można mieć pół cienia (lub niewyraźny cień, co w sumie oznacza to samo). Czas jest tylko kolejnym wymiarem, w którym można się dość swobodnie poruszać. Śmierć jest inną formą bytu. Matka lub siostra może być kochanką, a że nic tu nie jest oczywiste, nie musi być postrzegane w kategorii kazirodztwa. Właściwie nie wiadomo czy bardziej realny jest tak zwany świat rzeczywisty czy ten ze snu. Widzimy często to, co chcemy zobaczyć lub to, co ktoś chce żebyśmy zobaczyli. Są byty, które ze względu na abstrakcyjny charakter mogą materializować się w dowolnej formie, zależnej od adresata. Stąd pojawienie się postaci z popkultury: Johny Walkera czy pułkownika Sandersa (tego od KFC).
Charakterystyczne, powtarzające się w twórczości Murakamiego jest poczucie wyobcowania jego bohaterów oraz ich potrzeba miłości.
Występuje tu wyjątkowo dużo (nawet jak na Murakamiego) pojęć o charakterze alegorii. Biblioteka będąca synonimem pamięci, podróż będąca synonimem życia (to tylko przykłady).
Dla mnie jednym z najważniejszych przekazów, bo zgodnym z moimi przemyśleniami, jest stwierdzenie, że ŻYJEMY, ŻEBY PAMIĘTAĆ. Ale czyż nie to jest istotą życia? Istnieje w nas szereg równoległych światów z ich "bohaterami", tak długo jak o nich pamiętamy. A literatura jest między innymi po to, by tę pamięć podtrzymywać.

Dawno, dawno temu, gdy uroczym snobizmem było zaczytywanie się w prozie iberoamerykańskiej, miewałam po przeczytaniu książki przedziwne poczucie ni to żalu, ni to smutku, że nie wszyscy TO przeczytają, bo przecież to taka strata.
Po latach to uczucie wróciło. Szkoda, że nie wszyscy przeczytają książki Murakamiego, to tyle emocji, przemyśleń, wrażeń...Tylko naprawdę trzeba się wczytać, wgryźć... Umknie nam mnóstwo rzeczy jeśli pozbawimy się refleksji.

Lektura obowiązkowa, naprawdę.
     




8 komentarzy:

  1. oj cudowna recenzja :-) az chce sie biec do ksiegarni o 11 w nocy, coby kupic ksiazke; Murakami bedzie w Londynie niedlugo podpisywal ksiazki; kusi mnie ustawienie sie pewnie w kilometrowej kolejce; a noz, widelec, uda mi sie go usciskac?

    OdpowiedzUsuń
  2. dziękuję :) zdobądź autograf! napisz kiedy M. będzie w Londynie... nie ryzykuj z obściskiwaniem Autora, bo ochrona cię zastrzeli :D i bardzo proszę nie polecaj mi już nikogo więcej (do przeczytania), bo już i tak kwalifikuję się na terapię uzależnień :):) :*:*

    OdpowiedzUsuń
  3. Za Murakamiego wezmę się niedługo, gdyż dużo osób czytałam, że dużo osób go czyta i chwali. Dlatego na początek kupiłam króciutką książkę: ,,po zmierzchu". Zobaczymy mi się spodoba. Z twoich stosów dużo pozycji przykuło moją uwagę ; ) ,,Inferno", ,,Hotel Babylon", książka Alice Munro, Charlotte Link.... Mogłabym tak wymieniać : ) Pozdrawiam :>

    OdpowiedzUsuń
  4. dziękuję :) ten mój stosik rośnie zbyt szybko, niestety :) a Murakamiego, jak wiesz polecam jak leci, cokolwiek, w dowolnej kolejności, naprawdę warto...pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurcze, chyba muszę się w końcu wziąć za Murakamiego :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja właśnie się wzięłam :):) aż się boję, że ktoś się doszuka zachowań kompulsywnych :):)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam się w 100% z jednym z ostatnich zdań. Życie bez refleksji to jak sałatka bez bazylii czy oregano. Niby jest, można się nią napchać, jednak daje znikomą satysfakcję, a jej smak zostanie zapomniany następnego dnia (do dzisiaj pamiętam Pani sałatkę, którą wsuwałam na zajęciach :)). Jednak nie każdy ma skłonność do takiego typu przemyśleń, a ci potrafiący podumać często wykręcają się brakiem czasu, płaczącymi dziećmi, przypalającym się omletem czy co tam jeszcze. Społeczeństwo wiele by zyskało, gdyby przybyło refleksyjnych jednostek.

    Uściski od Rogasia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Rogaś, i jak tu cię nie kochać :):) cokolwiek powiem, to za mało...pamiętaj, że zawsze może do mnie wpaść !! buziaczki :*:

    OdpowiedzUsuń