wtorek, 15 lipca 2014

Refleksje po powrocie z wakacji


Poniedziałkowy poranek po powrocie z wakacji, przywitał mnie pustą lodówką, czyli głównie brakiem mleka do kawy. Zanim na dobre się obudziłam, trzeba było wyjść do sklepu. Liczyłam się z tym, bo przed wyjazdem usunęłam z lodówki wszystko co mogło wyjść o własnych siłach. W drodze do sklepu, określiłam okolicę jako "Boże, co za zadupie".
Gdy już przyniosłam do domu i mleko, i coś na śniadanie, a po kuchni rozniósł się aromat świeżo parzonej kawy, pomyślałam nawet, że życie bywa całkiem fajne. W tej chwili, pod moim oknem przystanął nieduży samochód osobowy, oklejony symbolami religijnymi i z łopoczącym na chorągiewce Jezusem. Usłyszałam, że niepotrzebnie wracałam z wakacji, bo koniec świata blisko, kamień na kamieniu nie zostanie, kataklizmów szereg nastąpi i trzeba się nawrócić. Mogłam się nawrócić w jakimś fajniejszym miejscu, pomyślałam. I fajniej spędzić ostatnie dni życia, dodałam natychmiast w myślach.
Po mojej ulicy jeździ jeszcze jeden rodzaj samochodów do zadań specjalnych. Z ich głośników trwa permanentne namawianie do zaciągania kredytów. Jak się głębiej zastanowić, to ich treść nie jest w sprzeczności z tym pierwszym. Przy odrobinie szczęścia, nie trzeba będzie ich spłacać, a przynajmniej byłoby za co nieźle na koniec zabalować (sorry, teraz się nie baluje tylko MELANŻUJE).
Nigdy się TUTAJ, czyli na na blogu nie chwaliłam, ale mieszkam w największej wsi w tym kraju. Ostatnio nawet znalazła się ona w czołówce dwóch rankingów: na najsmutniejsze do zamieszkania miejsce i takie, które opuszcza największa liczba mieszkańców. Mamy za to dwie linie tramwajowe i dużo z Monachomachii!! (Cytat na poparcie, przecież nie mogę zakładać, że wszyscy przeczytali MONACHOMACHIĘ, teraz czyta się streszczenia streszczeń, prawda?).

Ignacy Krasicki, Monachomachia czyli wojna mnichów, Pieśń I (fragment)
"...W mieście, którego nazwiska nie powiem,
Nic to albowiem do rzeczy nie przyda;
W mieście, ponieważ zbiór pustek tak zowiem,
W godnym siedlisku i chłopa, i Żyda,
W mieście - gród, ziemstwo trzymało albowiem
Stare zamczysko, pustoty ohyda -
Było trzy karczmy, bram cztery ułomki,
Klasztorów dziewięć i gdzieniegdzie domki.

W tej zawołanej ziemiańskiej stolicy
Wielebne głupstwo od wieków siedziało;
Pod starożytnej schronieniem świątnicy
Prawych czcicielów swoich utuczało.
Zbiegał się wierny lud; a w okolicy
Wszystko odgłosem uwielbienia brzmiało.
Święta prostoto! ach, któż cię wychwali!
Wiekuj szczęśliwie!... Ale mówmy daléj..."

Moja "wieś" to w ogóle dziwne miejsce i pełne paradoksów. Jest tu kilka uczelni, ale nikt nie chce na nich studiować, geograficznie nigdy nie należała do Śląska, ale administracyjnie do Śląska należy, od kiedy zamieniono blaszane baraki na nowoczesny dworzec kolejowy, nigdzie stąd nie można dojechać. Należy do miejsc o największym ruchu turystycznym, ale nie buduje się tu hoteli, brak jakichkolwiek powodów do pozostania tu na choćby jeden dzień dłużej, więc przyjeżdżający po dotarciu robią w tył zwrot i już ich nie ma. Pieniędzy z tej specyficznej turystyki też nie ma, albo inaczej, nie ma ich MOJA WIEŚ.
Pod NAJWIĘKSZĄ ATRAKCJĄ TURYSTYCZNĄ (liczącą sobie ponad sześćset lat) i będącą w świetnej kondycji, stoją współczesne ruiny niedokończonego hotelu, który atrakcją nie jest. Budowy nie dokończono, bo zbyt bliskie sąsiedztwo ATRAKCJI NR 1, nie pozwala na prowadzenie działalności restauracyjnej, a kto widział hotel bez szeregu restauracji, barów i tp?
I jeszcze jedna ciekawostka...w sobotnie popołudnie, LOKALNY BROADWAY sprawia wrażenie wymarłego. Sklepy pozamykane, w knajpach tylko chłopcy kelnerek i dziewczyny barmanów (lub odwrotnie). Na ulicach nie ma nawet bezdomnych psów. Jak po jakimś kataklizmie.
Połowa sklepów, w do niedawna najlepszych punktach handlowych jest do wynajęcia.
Mimo pięknej pogody, spacer główną ulicą, jest przygnębiający, wręcz depresyjny. Nawet nie chcę się zastanawiać, gdzie podziało się sto kilkadziesiąt tysięcy ludzi.
Wszyscy znajomi, gdy gdzieś wyjeżdżają, zawsze są zafascynowani, że tam gdzieś są ludzie!!
I jeszcze jeden paradoks...znam w tym miejscu mnóstwo interesujących, kapitalnych ludzi. Dlaczego nie potrafią stworzyć fajnej całości, pojąć nie mogę. Odnoszę wręcz wrażenie, że kolejny cytat, tym razem z Cypriana Kamila Norwida, że "Polacy są wspaniałym narodem i bezwartościowym społeczeństwem", jak mało który opisuje TO miejsce. Wybaczcie, ci, którzy rozpoznali w tym opisie NASZĄ WIEŚ  i poczuli się urażeni. Nie to było moim celem. Zastanowiło mnie tylko, że ponad dwadzieścia lat, które tu przeżyłam, nie pozwala mi identyfikować się z tym miejscem.

2 komentarze:

  1. rowniez nie identyfikuje sie z tym miejscem, za to ze wszystkim co napisalas :) bardzo dobry tekst

    OdpowiedzUsuń
  2. dziękuję, wiesz jak ważna jest dla mnie Twoja opinia :*:*

    OdpowiedzUsuń