piątek, 4 lipca 2014

Sputnik Sweetheart, Haruki Murakami




Sputnik Sweetheart, Haruki Murakami
przekład Aldona Możdżyńska
MUZA SA, 2014
czyta: Piotr Grabowski

Moja fascynacja Murakamim przeszła w fazę uzależnienia (żart), a na tym etapie znaleźć księgarnię, gdzie przecenione po 10 zł sprzedaje się jego książki i audiobooki (fakt), to jednak niesamowity zbieg okoliczności, a ja miałam to szczęście.
Sputnik Sweetheart to czwarta powieść Murakamiego jaką przeczytałam. To już taki etap, że mogę doszukiwać się analogii, powtórzeń lub próbować stworzyć jakiś ranking. Oczywiście, pozostaje pytanie po co. Z jednej strony znajduję w Jego powieściach sporo podobieństw, a z drugiej strony są zupełnie inne. Inna jest przede wszystkim historia. Podobieństwa dotyczą szczegółów, na przykład gustów muzycznych bohaterów lub pewnych cech osobowościowych. 
Sputnik Sweetheart ma inny klimat (konwencja oniryczna). Jest bardziej tajemniczy, ma wolniejszą narrację. Murakami jest świetnym obserwatorem. Tu, jak w życiu, mijają się uczucia postaci, narrator kocha Sumire, Sumire Miu, a Miu ...nikogo z nich. 
Jest wątek poszukiwania własnej tożsamości (pisarstwo Sumire), nieodwzajemnionej miłości (patrz wyżej) i totalnej samotności wszystkich. Właśnie zaczęłam się zastanawiać, czy spotkałam w książkach Murakamiego szczęśliwych ludzi i jakoś nie mogę się doszukać. A jednocześnie nie mogłabym z przekonaniem powiedzieć, że są przygnębiające, depresyjne czy choćby pesymistyczne. Wbrew totalnej nadwrażliwości stereotypu BOHATERA Murakamiego, radzi on sobie w życiu i jak kot zawsze spada na cztery łapy. Czyli w ogólnym rozrachunku jest beznadziejnie, ale nie aż tak, żeby się z tego nie wygrzebać. Upraszczam, wiem. No i miałam nie generalizować, a jednak to robię. 
Tu, jak we wcześniej przeczytanych powieściach, też jest tajemnica. Tym razem dotyczy zaginięcia w niewyjaśnionych okolicznościach jednej z bohaterek. Są owiane tajemnicą okoliczności całkowitego osiwienia Miu w ciągu jednej nocy. No i kwestia zakończenia, którego nie mogę zdradzić. Co jest faktem, a co fikcją? Nie byłby to Murakami, gdybyśmy dostali w tej historii jednoznaczne odpowiedzi na wszystkie pytania. A czy nie tak jest w życiu? Co tak naprawdę wiemy na pewno poza tym, że każda historia ma swój początek, rozwinięcie i koniec?


PS: bywanie HOUSEWIFE, gdy w tle prozaicznych obowiązków domowych profesjonalista czyta książkę, może nie stanowić dyskomfortu. (Pozdrawiam wszystkie housewife).

5 komentarzy:

  1. Ach ten Murakami, wielbię jego twórczość, chociaż przeczytałam jego dopiero dwie jego książki. Niestety powyższej nie czytałam jeszcze, ale mam w planach poznać wszystkie jego dzieła. Pozdrawiam serdecznie i życzę przyjemnego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. oj, Ciebie nie muszę namawiać do czytania Murakamiego :) ale chciałabym podkreślić, że mam dokładnie to samo postanowienie, też przeczytam wszystko tego autora, nawet już zaczęłam :) duuuużo czasu na czytanie życzę!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja lubię określenie, które wymyśliła moja koleżanka - "house manager" :D

    OdpowiedzUsuń
  4. fajne i w gruncie rzeczy to ma sens :):)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hello lovely, just came across your blog and it's awesome! :) I am your newest follower and look forward to your next post!

    I have a new outfit post on my blog, I would love to know what you think:

    http://electricsunrise.blogspot.co.uk/

    xoxoxoxox

    OdpowiedzUsuń