niedziela, 14 grudnia 2014

Pamięć niepamięć

Ludzie mają cholernie krótką pamięć.... Dawno, dawno temu, w czasach przedinternetowych, było dużo sklepów, w których nic nie było. Ludzie mieli dużo pieniędzy, za które nic nie można było kupić. Dziewczyny szyły, farbowały, robiły na drutach i ze starego lub brzydkiego wyczarowywały nowe i piękne. Szczęśliwcy, którym udało się wyjechać NA ZACHÓD, brylowali w towarzystwie miesiącami i opowiadali, jakby wrócili z Marsa. Po książki w księgarniach stało się w kilometrowych kolejkach. Kolejki, to była forma życia towarzyskiego, po atrakcyjne towary stało się tygodniami. Pachniało się PEWEXAMI, paliło papierosy kupowane na wagę (tak, tak!!). Żon/mężów można było mieć kilka, ale samochód niekoniecznie. Bywało, że na całe życie, swoje, lub samochodu. Mieszkanie się "dostawało", a później mieszkało w nim do usranej śmierci, z babcią, rodzicami, mężem siostry, dziećmi brata... Na instalację telefonu stacjonarnego czekało się nawet kilkanaście lat. W telewizji był najpierw jeden, później dwa programy i niewiele do obejrzenia. Wakacje w Bułgarii były szczytem marzeń. Ja, z jednych takich przywiozłam sobie męża.
Teraz można mieszkać gdzie się chce. Latać na wyprzedaże do Londynu, na koncert do Berlina, na weekend do Pragi. Po osiemnastych urodzinach koniecznie trzeba zrobić prawo jazdy. Bez wychodzenia z domu można kupić wszystko. Nie, nie...wcale nie uważam, że jest idealnie. Jest mnóstwo do zrobienia! Wciąż są obszary biedy, ludzie, którym się nie powiodło, tacy, którym trzeba pomóc. Ale tacy ludzie byli i będą zawsze. Niektórzy z wyboru. Znam takich, którzy nawet gdyby znaleźli coś cennego, to potknęli by się o to i wybili zęby. Zastanawia mnie tylko dlaczego moi rodacy nie potrafią się z niczego cieszyć. Dlaczego wciąż trzeba kogoś nienawidzić?


8 komentarzy:

  1. dziękuję...postanowiłam sobie, że nie będę narzekać, ale jak widzę co ludzie mogą zrobić dla władzy, to ogarnia mnie przerażenie; i tak łatwo jest manipulować ludźmi, szczególnie gdy nie rozumieją przekazu...bać należy się ludzi, których ego przerasta ich samych

    OdpowiedzUsuń
  2. stosuje sie do Twojej rady/zasady, ktora chyba zlamalas; wylacz TVN24, nie ogladaj wiadomosci, wejdz spowrotem do banki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam wpis i po chwili zastanowienia skojarzył mi się on z rozmową, jaką odbyłam przed kilkoma dniami z bardzo wyjątkową i bliską mi osobą. Otóż próbowałam wytłumaczyć tej osobie mój sposób postrzegania szczęścia. To w sumie świeże wnioski, bo maksymalnie sprzed kilku miesięcy, ale są dla mnie czymś w rodzaju "odkrycia roku", więc postanowiłam się nimi podzielić. Jakiś czas temu obudziłam się któregoś dnia i, szorując zęby o 5.30 rano, będąc ledwie żywą po tym, jak poszłam spać 3 lub 4 godziny wcześniej, zaczęłam zastanawiać się, gdzie mój cel. Po co robię to wszystko, co robię, skoro wstając z łóżka nie czuję niczego poza frustracją, a jadąc autobusem zastanawiam się co się ze mną dzieje i gdzie moje poczucie szczęścia? Gdy miotałam się wśród codziennych obowiązków, żałowałam, że nie mogę usiąść z rodzicami i zjeść z nimi kolacji, a na myśl, że mijają lata i pewnie za jakiś czas nie będziemy już razem mieszkać, chciało mi się wyć. Czułam gorycz myśląc sobie, że teraz jestem zbyt zabiegana, żeby wypić z nimi kawę i pogadać o pierdołach, a kiedyś nawet mając na to czas, też nie będę mogła z nimi posiedzieć, bo pewnie będą nas dzielić kilometry. Myślałam sobie "Kiedy mam im mówić, jak ważni są dla mnie, kiedy się do nich przytulać?". A najgorszą myślą było, że kiedyś być może będę żałować czasu, którego nie miałam, gdy jeszcze mogłam go mieć. Te wszystkie rozważania strasznie mnie męczyły, byłam drażliwa i bardzo, bardzo wredna dla otoczenia :D Aż w końcu, nie wiem nawet w jaki sposób, doszłam do wniosku, że szczęście człowieka zależy tylko i wyłącznie od niego samego. Wysnułam konkluzję, że szczęście w życiu to nie jest jakiś okres, który trwa Bóg wie ile i składa się wyłącznie z samych sukcesów. Że to nie jest jakaś wielka sprawa rozmiaru wieżowca, ale coś, co łatwo przegapić. Że to rzeczywiście, tak jak w piosence Dżemu, tylko krótkie, przelotne chwile. I tym, co najbardziej mnie wtedy ruszyło był wniosek, że to ja sama muszę nauczyć się je dostrzegać. Że to ja muszę zobaczyć w parku wiewiórkę i pośród całego swojego zniechęcenia jakimś okropnym dniem, pożyczyć jej w myślach, żeby Biedaczka znalazła sobie ten zagubiony orzeszek, a potem przez resztę dnia na myśl o tym uśmiechać się głupawo. Od tamtej pory jedyną różnicą, jaką widzę między ludźmi, którzy mają w oczach uśmiech, a tymi, którzy zawsze mają powód do smutku, jest właśnie to, że ci pierwsi potrafią docenić setki pozornie nieistotnych epizodów ze swojego życia, które na dłuższą metę okazują się tworzyć ich szczęście, a nawet o tym szczęściu stanowić. Odnosząc się do rozważań Autorki, myślę, że Polacy niestety często mają powody do wzajemnej nienawiści przez frustrację, która, według mnie, wynika z traktowania szczęścia jak pieniędzy - nie ważne ile by go nie było, jestem niezadowolony, bo wciąż mam go za mało.
    D.

    OdpowiedzUsuń
  4. dziękuję za komentarz D. :) choć w wielu rzeczach zgadzam się z Tobą, obawiam się, że problem jest bardziej złożony...ale o tym później ...uściski

    OdpowiedzUsuń
  5. Może juz taka nasza polska natura? :)

    OdpowiedzUsuń