piątek, 30 maja 2014

Harrow On The Hill, czyli prawie podróż w czasie




Lubię Londyn i nie jestem obiektywna. Ale jak go nie lubić? Co dzielnica to inny charakter, inne zapachy, kolory, klimat.
Anna ze dwa lata temu powiedziała, że muszę się wybrać na Harrow On The Hill, ale jakoś zeszło. Ale gdy tu trafiłam, poczułam się jak przeniesiona w czasie. HOGWART!! Cudowne kamieniczki, strome schodki z uliczki na uliczkę, urocze ogrody na terenach posesji, różnice poziomów między sąsiadującymi posesjami 
(w końcu ON THE HILL), wieżyczki, okna wykuszowe, egzotyczna roślinność, no i z niektórych okien, panorama Londynu, z widokiem na Canary Wharf włącznie. Mogłabym wymieniać bez końca. Mam tylko nadzieję, że na fotografiach choć odrobinę udało mi się pokazać niezwykłość miejsca. Powinnam dodać, że większość uliczek i zaułków to tereny prywatne, że mieści się tu elitarna szkoła, co mocno utrudnia pałętanie się po okolicy. 
Będąc w Londynie, zajrzeć tu trzeba koniecznie, chociaż na moment, by poczuć klimat STAREJ ANGLII.




























piątek, 23 maja 2014

Obietnica gwiezdnego pyłu, Priscille Sibley


Obietnica gwiezdnego pyłu, Priscille Sibley
przekład Dominika Lewandowska
Wydawnictwo Świat Książki, 2013

Czasem mówimy, że nie ma sytuacji bez wyjścia. Nawet jeśli to prawda, to bywa, że żadne z wyjść nie jest dobre. Niekiedy podejmując decyzje, musimy wybierać mniejsze zło. Są takie sytuacje, jak opisana w tej książce, że nie można nie tylko wybrać lepszego rozwiązania, ale nawet jest problem z oceną, które z rozwiązań jest lepsze, bo niejednoznaczne są kryteria oceny. Ponieważ ocena zależy od oceniającego, od punktu widzenia, od sytuacji, od zbyt wielu zmiennych. I choć każda z zainteresowanych stron, uważa, że posiada ważne argumenty i chce wyłącznie dobrze, osiągnięcie kompromisu jest niemożliwe.
Zantagonizowane zostają rodziny, przyjaciele i ludzie sobie bliscy. Aby osiągnąć cel trzeba nagiąć życiowe zasady, a szukając sojuszy stajemy się hipokrytami. Bywa nawet, że postępujemy zgodnie z regułą, cel uświęca środki. 
Nie "spalę" książki, jeśli powiem, że główny bohater jest w takiej sytuacji, gdy żona ulegając wypadkowi znalazła się w stanie śmierci mózgowej, jest w ciąży, a jej życzeniem było, aby nie podtrzymywać życia, gdyby "życie" wymagało podłączenia do aparatury podtrzymującej funkcje życiowe. Tylko, że jednocześnie wielokrotnie starała się o dziecko. Ma za sobą poronienia i przyjście na świat martwego dziecka. Czy w tej sytuacji dotrzymać jej słowa i odłączyć aparaturę, czy ratować kilkutygodniowy płód? Szczególnie, że nie ma gwarancji, że nawet jeśli dziecko urodzi się w terminie, będzie zdrowe.
Sytuacja dzieli rodzinę i przyjaciół. Zaczyna się "nagonka" w mediach szukających sensacji, angażują się organizacje i ludzie, którzy usiłują ugrać coś dla siebie. Zaczynając od organizacji pro life, przez organizacje feministyczne a na prawniku, którego proces może wywindować w karierze kończąc. Główny bohater miota się w tym koszmarze i sam nie do końca jest przekonany, czy postępuje słusznie.

Jest to dobrze napisana historia. Rekomendowanie jej jako "opowieści o miłości", szalenie spłyca jej wymowę. Myśląc o tym, doszłam do wniosku, że w jakimś sensie, każda historia jest o miłości. Ta książka jest jednak o czymś znacznie więcej. Jest o odpowiedzialności, lojalności, zaufaniu, wierze lub braku wiary, o prawie do wyboru czasu i sposobu śmierci, o poszanowaniu życia, tolerancji, przyjaźni i roli rodziny. Pewnie ktoś inny dorzuciłby drugie tyle aspektów.
Uważam, że pisząc na ten temat, bardzo łatwo było wpaść w ton sentymentalnego melodramatu. Autorka potraktowała sprawę niezwykle profesjonalnie i rzeczowo.
Powieść jest dobrze napisana, mądrze i bez roztkliwiania się. I to zarówno w części dotyczącej retrospekcji, jak i czasu teraźniejszego. Autorka wie o czym pisze, jest pielęgniarką, więc zagadnienia i terminologia nie są jej obce.
Tylko przy okazji, jest to niezwykła historia o skomplikowanej miłości.
Refleksyjna, bogata w treści historia, ładnie napisana, to tak podsumowując.
Muszę się tylko "doczepić" do wyboru profesji głównej bohaterki. Dlaczego autorka sądziła, że powinna być astronautką? Czy zwiększa szansę na sukces książki, to kim są jej bohaterowie? Jeśli o mnie chodzi, nie koniecznie. Jestem "zmęczona" czytaniem o modelkach, aktorkach, prawnikach, dziennikarzach i lekarzach. Jakby świat tak zwanych "zwykłych" ludzi nie istniał, albo był zbyt banalny.
Chociaż, nie ukrywam, w jakimś momencie pomyślałam, że czasem zwykłych rzeczy trudniej dokonać, niż polecieć w kosmos. Na przykład urodzić dziecko.
Gorąco polecam.




środa, 14 maja 2014

Sunset Park, Paul Auster


Sunset Park, Paul Auster
przekład Maria Makuch
Wydawnictwo Znak, 2012

Chciałabym powiedzieć, że się zachwyciłam, że nie mogłam się oderwać i nie spałam trzy doby. Książka otrzymała tyle pochlebnych recenzji a ja...
Za pierwszym podejściem przeczytałam ponad sto stron, bo chciałam dać jej szansę. Niech się rozkręci, niech mnie zaskoczy. 
Wróciłam do niej po kilku miesiącach, bo nie lubię się poddawać, chociaż stos nieprzeczytanych książek rośnie. 
Za drugim podejściem poszło lepiej, bo ją przeczytałam do końca. Atutem, bezsprzecznie, jest język i cudownie lekka narracja. Nic poza tym. Ale...myślę o czym jest ta historia i nie potrafię znaleźć odpowiedzi. Przecież o życiu, o dorastaniu...napisano setki porywających historii. Ta jest nijaka. O trudnych relacjach rodzinnych? O nieudacznikach? Na przykład o prawie trzydziestolatku, który jest w związku z nastolatką? O czym to świadczy? Jeśli za wcześnie na kryzys wieku średniego, to może o braku dojrzałości? Bohaterowie tkwią w jakichś pokręconych, chorych związkach. Choćby przyjaciel głównego bohatera i jednocześnie "podwójny agent", który nie potrafi sprecyzować  swoich preferencji seksualnych i nie wie czy jest homo czy hetero. Gdzieś w recenzjach przeczytałam, że bohaterowie są intelektualistami. Kto? Mieszkająca na squacie wieczna doktorantka, czy pisarka, która niczego nie napisała? Wydawnictwo zamieściło informację, że rzecz się dzieje w "pulsującym emocjami świecie Nowym Jorku". W tej powieści nie ma ani Nowego Jorku, ani emocji. Dalej: "Auster odkrywa przed nami tajemnice miasta, które nigdy nie śpi..." Przepraszam, tajemnic tu nie ma również, ani tajemniczych tajemnic, ani ujawnionych. To co się tu NIE DZIEJE, mogłoby zaistnieć w ZADUPIU DALSZYM, albo innej KOZIEJ WÓLCE. 
Zastanawiam się, czy autor wiedział co chce napisać.
Dochodzę do wniosku, że muszę zacząć czytać książki, które zostały zmasakrowane przez krytykę, napisane przez nikomu nieznanych twórców i wydane na papierze pakowym. 
A może ta historia jest więcej warta niż mi się wydaje, skoro tak mnie zirytowała :):):)

niedziela, 11 maja 2014

Mnisi i ja, Mary Paterson

Mnisi i ja, Mary Paterson
Przekład Maciej Lorenc
Wydawnictwo ILLUMINATIO Łukasz Kierus

Autorka spędza 40 dni w buddyjskim klasztorze we Francji, co skutkuje przemianą duchową. I choć to co pisze jest bardzo pozytywne i całkowicie podzielam jej poglądy, to książce mówię NIE. Dlaczego? Z prostego powodu. Gdybym chciała czegoś się dowiedzieć o założeniach buddyzmu, to sięgnęłabym po większe autorytety.
Poza tym, zabrakło mi tu historii człowieka. Za dużo jest tu wykładu o religii, a za mało "drogi", jaką musiała przejść autorka, aby poglądy ewoluowały do tego stanu.
Jej relacja nie robi na mnie wrażenia i mnie nie przekonuje.  Jest zbyt powierzchowna. I jeszcze ten irytujący sposób narracji. Jakby był adresowany do niezbyt rozgarniętej osoby, infantylne przykłady i tłumaczenie oczywistego.
Świetnie, że przemyślenia mogą skutkować tak poważną przemianą. Zgadzam się, że powinniśmy być bardziej refleksyjni. Również uważam, że powinniśmy umieć cieszyć się z małych rzeczy, że powinniśmy żyć TU  i TERAZ. Podzielam pogląd, że przemoc wobec zwierząt, nie różni się od przemocy wobec ludzi (nie jem mięsa), jest tak samo naganna. Ale nie zgadzam się z tym, że religia jest jedyną drogą. CZŁOWIEKIEM można być niezależnie od religii.
Reasumując, zgadzam się z autorką w kwestii światopoglądu, ale mam inne zdanie na temat jego źródła. No i jeszcze, wspomniane wcześniej, zastrzeżenia do "jakości" samej literatury.
Nie potrafię się oprzeć wrażeniu, że cała ta historia, z założenia, napisana jest, bo fajnie się sprzeda. To ostatnio taki "modny" temat.  
Jednym słowem, niekoniecznie.

niedziela, 4 maja 2014

Darujmy sobie te święta, John Grisham


Darujmy sobie te święta, John Grisham
przekład Anna Esden-Tempska
Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz, 2013

Nietypowa pozycja w twórczości Johna Grishama, nowela o TERRORZE świąt bożego narodzenia. Zabawna, szalenie prawdziwa i choć osadzona w realiach amerykańskich, myślę, że dotyczy sporej grupy ludzi w dowolnym miejscu na świecie.
Otóż, jedyna, dorosła córka państwa Kranków wyjeżdża na rok do Ameryki Południowej jako wolontariuszka. Para zostaje sama i postanawiają raz w życiu nie organizować świąt. Żadnej choinki, dekoracji, kart świątecznych, prezentów, przyjęć, nadmiernych zakupów i płynącej strumieniem gotówki. Alternatywą jest dziesięciodniowy wyjazd statkiem wycieczkowym na Hawaje: plaże, słodkie nieróbstwo, słońce, a do tego połowa kasy zostaje na koncie. Gdyby to było takie proste...
Po pierwsze stają się wrogami publicznymi numer jeden, bo jako jedyni nie dekorują domu, przez co ulica nie zdobywa dorocznej nagrody. Odmawiają urządzenia przyjęcia, więc ludzie od lat będący ich gośćmi, czują się urażeni. Nie robią prezentów, co spotyka się z otwartą krytyką. Obrażają policjantów i strażaków sprzedających kalendarze, skautów, od których nie kupują obrzydliwego ciasta, faceta, który zawsze sprzedawał im choinkę, sprzedawcę papeterii, kolegów z pracy, panie z wolontariatu...Pod domem organizuje się im protesty, spotykają się z ostracyzmem całej społeczności, bo raz spróbowali się wyłamać. Żeby nie dać się złamać ukrywają się przed ludźmi, udają nieobecnych lub ograniczają przebywanie w domu. Zewsząd spotyka ich otwarta wrogość.
W dodatku, w przeddzień wyjazdu dzwoni córka, że właśnie przylatuje z nowym narzeczonym, który nigdy nie spędzał CUDOWNYCH AMERYKAŃSKICH ŚWIĄT. Jeśli dotąd było źle, to nie wiem jak nazwać to, co właśnie zaczyna się dziać w życiu tych nieszczęśników.
Zaskakujące zakończenie, spora dawka humoru i możliwość spojrzenia na siebie z dystansu. Bo chociaż co roku słyszę zewsząd, że już będzie mniej, już bez szaleństwa, że teraz to już święta w wersji light, to mam wrażenie, że nic się nie zmienia. Nawet przeciwnie. Następuje eskalacja przygotowań, wydatków... A takie "prawdziwe" święta to sobie można obejrzeć w tv, jeśli się tv ogląda.
Polecam w ramach terapii, co roku, na miesiąc przed świętami. Może być "zażyte" kilkakrotnie, dla pewności, że zadziała.

piątek, 2 maja 2014

Księga dusz, Glenn Cooper


Księga dusz, Glenn Cooper
tłumaczenie Krzysztof Obłucki
Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz, 2013

Jeżeli jest bóg, a bóg wie wszystko, to wie jaki jest nasz los. Jeśli wie jaki jest nasz los, czy to znaczy, że jest przesądzony zanim pojawimy się na świecie? Jeśli to prawda, to czy mamy wolną wolę? Czy mamy wpływ na to, co się wydarzy w naszym życiu? A jeśli nie mamy wpływu, to czy możemy odpowiadać za to co robimy?
Czy to, co stanowi podstawę religii pochodzi od boga? Na ile reguły wiary są wynikiem polityki kościoła jako instytucji?
Czy chcemy znać datę naszej śmierci? Czy jeśli jest z góry ustalona, to czy możemy wpłynąć na zmianę naszego losu?
Czy rzeczywiście są ludzie, którzy potrafią przewidzieć przyszłość? Czy to dar, czy przekleństwo? Kim był Nostradamus, jasnowidzem czy szarlatanem? 
Jakie były korzenie szesnastowiecznej reformacji? Z czego wynikała koncepcja PREDESTYNACJI, głoszona przez Jana Kalwina?
A jeśli okaże się, że można uzyskać odpowiedzi na te pytania, to czy warto je znać? A może lepiej mieć nadzieję?
Nie, nie. W tej książce nie znajdziemy wszystkich odpowiedzi. To nie jest rozprawa filozoficzna. To tylko thriller. Sensacja...kryminał...
I wcale nie jakieś arcydzieło.
Ale okazuje się, że można się bawić i nie musi to być zajęcie odmóżdżające. Można czytając "taką" literaturę, pozwolić sobie na chwilę refleksji.
A przy tym mamy niezłą historię w tle, trzymającą w napięciu fabułę (chociaż z tym bym nie przesadzała), nieco seksistowskiego głównego bohatera, teorię spiskową o skali globalnej, wątek "romansowy", bo gwarantuje, że sięgną po książkę również kobiety.
A jeśli polubisz tę historię i jej bohaterów, to dorzucę gwarancję, że jest już ciąg dalszy. Ba, gdyby tego było mało, można troszkę cofnąć się w czasie i przeczytać co było wcześniej.
Zdając sobie sprawę, że jutro mogłabym powiedzieć zupełnie co innego...polecam.