poniedziałek, 30 czerwca 2014

Zbyt wìele szczęścia, Alice Munro


Zbyt wiele szczęścia, Alice Munro
przekład Agnieszka Kuc
Wydawnictwo Literackie, 2013

To moje drugie "spotkanie" z Alice Munro. Chciałam się przekonać, czy moja opinia będzie taka sama jak po pierwszej książce. Nie wiem tylko na ile jestem obiektywna. Szczerze. W końcu wiem, że nagroda Nobla, że nie sięgnęłabym, gdyby nie chęć zweryfikowania opinii, bo jak większość recenzujących przyznam, że nie przepadam za krótkimi formami literackimi. 
Jest jednak w tych opowiadaniach coś niesamowitego, coś co niekiedy zapiera dech. Czasem tajemnica odkryta niemal w ostatnim zdaniu opowiadania, czasem metamorfoza irytującej bohaterki, po której miałam ochotę westchnąć: "no, wreszcie". Zdarzyło mi się pomyśleć, jak cudownie nudne jest moje życie. Nie mogłam się opędzić od natarczywie powracającego cytatu z Woody Allena: "jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o swoich planach na przyszłość". 
Przyszła też refleksja, że niczyje życie nie jest tak nudne, żeby nie mogło stanowić tematu opowiadania, ani tak ciekawe, żeby je opowiedzieć dzień po dniu. Bo te opowiadania są jak obrazy. A obraz pokazuje raz większą, a raz mniejszą perspektywę. Jednak zawsze stara się uchwyć ISTOTĘ rzeczy. 
I przyznam na koniec, że bardziej poruszyła mnie historia jakiejś tam Doree, Sally czy Nity, niż postaci historycznej, bohaterki ostatniego opowiadania. 
Dlatego przeczytam kolejne zbiory opowiadań Autorki. 


poniedziałek, 23 czerwca 2014

Norwegian Wood, Haruki Murakami



Norwegian Wood, Haruki Murakami
przekład Dorota Marczewska i Anna Zielińska-Elliott
Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, 2006
audiobook czyta Marek Walczak

Nigdy nie wiadomo co otworzy furtkę do wspomnień w naszej głowie. Czyjś zapach perfum, utwór muzyczny, przypadkowo usłyszane słowo...
Gdy samolot zbliżał się do lądowania, a z głośników samolotu słychać było Norwegian Wood The Beatles, Watanabe zostaje aż przytłoczony lawiną wspomnień. A my stajemy się świadkami emocjonującej historii. Świadkami kilku lat z życia, które wywarły silny wpływ na osobowość głównego bohatera. Choć może powinnam użyć sformułowania piętno, bo wpływ nie oddaje w pełni znaczenia tych wydarzeń. 
Nie dość, że Watanabe sam nie może otrząsnąć się z traumy po samobójczej śmierci przyjaciela, pogodzić się ze stratą, z faktem, że nie mógł tego przewidzieć, zapobiec, musi (?) pomóc komuś o słabszej konstrukcji psychicznej. Dziewczynie zmarłego przyjaciela. Pomóc, gdy sam cierpi nie mniej i nie otrzymuje pomocy. A gdy uwzględni się jego siedemnaście lat, to dochodzi się do wniosku, że trzeba mieć naprawdę silną psychikę, aby się z tym uporać.  
Murakami daje nam jeszcze jedną historię o trudnym dorastaniu. Czasem zbyt trudnym, aby je przetrwać. Lecz nie jest to taka zwyczajna historia. Osadzona w realiach końca lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia, musi niejako nawiązać do protestów studentów, które przetoczyły się przez większość uniwersytetów. No i rewolucja seksualna, która ma swą genezę w tym okresie. Ale o tym później.
Jakby chcąc podkreślić szczególną wrażliwość Watanabe, autor przeciwstawia mu postać kontrastową, jego kolegę z uczelni, cynika, który jakby na przekór żyje bezrefleksyjnie i zakładając, że życie to "pudełko czekoladek", wybiera tylko te ulubione. 
Charakterystyczne u Murakamiego jest również traktowanie śmierci, która "nie jest końcem życia, lecz jego częścią". Szczególnie cenne, gdy "reszta świata" stosuje wyparcie, udając, że śmierć przestała istnieć, tak jak nie ma już procesu starzenia. 
No i temat seksu w prozie Murakamiego. Kilka razy gdzieś tam wspominałam, że nie lubię opisów seksu w literaturze, bo są albo śmieszne, albo żenujące. Choć podtrzymuję to co wcześniej powiedziałam, to myślę, że nie dotyczy to tego autora. Tu, mam wrażenie, seks jest czymś pierwotnym, czymś naturalnym. Przecież seksualność jest wpisana w nasz byt. Nie odnoszę wrażenia, żeby autor epatował seksualnością, czy "podbijał" zainteresowanie opisami o tej tematyce. Pojawiają się one, bo seks jest w sferze ludzkich zainteresowań, bo ludzi łączy, bo jest czymś naturalnym. Oczywiście, gdy to komuś nie odpowiada, może sięgnąć po Żywoty Świętych, tam tego nie ma. 
I jeszcze jedno... dlaczego ludzie muszą wszystko zaszufladkować? Kto pierwszy zakwalifikował tę powieść do kategorii ROMANS? Moim zdaniem, to niesprawiedliwe i bardzo spłyca wymowę tego utworu. Ale co ja tam wiem...
PS: Czytałam i słuchałam tej książki na zmianę, nie mogąc się oderwać. I choć nadal będę twierdzić, że preferuję książki w wersji papierowej (zapach farby drukarskiej, nowego papieru, szelest kartek...), to postanowiłam, że audiobooki muszą się znaleźć w moim zasięgu, bo gwarantują 100% wykorzystanie czasu na czytanie. Przecież musimy robić tyle rzeczy, które na czytanie nie pozwalają!!
Pozostaję zafascynowana wrażliwością autora, jego intelektem i cudowną lekkością pióra. Polecam wszystkim, którzy jakimś cudem jeszcze tego nie czytali.

wtorek, 17 czerwca 2014

Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa, Haruki Murakami


Bezbarwny TsukuruTazaki i lata jego pielgrzymstwa, Haruki Murakami
przekład Anna Zielińska-Elliott
Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA

Uważam, że rzadko zdajemy sobie sprawę, jak ogromny wpływ na to kim jesteśmy wywierają ludzie, których spotykamy w życiu. Zarówno ci, których akceptujemy, bo w jakimś stopniu ich naśladujemy, jak i ci, których postrzegamy negatywnie, bo staramy się być inni niż oni. 
Często też uważamy, że pewne rzeczy dzieją się bez przyczyny. Ja w to nie wierzę. Uważam, że nasze życie jest ciągiem przyczynowo skutkowym. Bywa tylko, że nie zawsze znamy te PRZYCZYNY. Przecież łatwiej docierają do nas SKUTKI.
Tak jest w tej historii. Tsukuru, będący jedną z pięciu osób tworzących grupę nierozłącznych przyjaciół, w pewnym momencie zostaje przez nich odrzucony, co wpływa na jego relacje z ludźmi przez kolejnych kilkanaście lat. Jego zaburzone związki niemal rujnują mu życie.
Za namową przyjaciółki, odbywa podróż, aby wyjaśnić zagadkę z wczesnej młodości. Podróż w sensie dosłownym, jak i w głąb siebie. Odkrywa zaskakujące rzeczy...
Otrzymujemy w tej powieści odrobinę metafizyki, interesującą historię o "takim sobie, normalnym życiu" i zagadkę z przeszłości. 
Wszystko podane w niezwykle prostej formie, przyprawione odrobiną seksu i klimatem dalekiej Azji. Czyli Haruki Murakami w najlepszej formie. Wiem już coś o tym, to moja trzecia powieść tego autora.
Jego fanów nie muszę namawiać, lecz jeśli jeszcze ktoś się waha, to powiem: KONIECZNIE!
Naprawdę polecam.

środa, 11 czerwca 2014

Na południe od granicy, na zachód od słońca, Haruki Murakami

Na południe od granicy, na zachód od słońca, Haruki Murakami
przekład Aldona Możdżyńska
Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza S.A., 2012

Rzadko zdarza mi się przeczytać tak emocjonalną książkę napisaną przez mężczyznę. To z reguły kobiety rozpisują się o uczuciach, analizując wszystko w tylu aspektach, że w końcu nie daje się tego czytać. Więc ta powieść jest dla mnie czymś nowym. Do tego otrzymałam mądre dzieło napisane z niezwykłą lekkością. Czyta się ją rewelacyjnie. A sednem, myślę, jest NOSTALGIA za pierwszą miłością. I znowu dla mnie zaskoczenie, że autorem jest mężczyzna, który przez całe życie porównuje kolejne kobiety do obiektu pierwszej miłości. 
Jest tajemnicza, piękna kobieta, która nie zdradza swej obecnej sytuacji, przez co jest jeszcze bardziej intrygująca. Burzy ład ustabilizowanego życia głównego bohatera. Miesiącami trwa on, oczekując na kolejne spotkanie, bo ON nie wie gdzie jej szukać, a terminarz spotkań zależy tylko od niej. 
Ale czy nie jest przypadkiem tak, że to pierwsze uczucie jest tak niezwykłe, bo niespełnione? Czy nie idealizujemy obiektu pierwszej miłości, bo czas zaciera szczegóły a po latach pamiętamy tylko magię? Przecież z jakiegoś powodu uczucie nie przetrwało...
Nie jest to dzieło, którym jestem bezkrytycznie zachwycona, ale jestem z pewnością oczarowana.
I z tego powodu gorąco polecam. Ale czy trzeba rekomendować książki tego autora?

niedziela, 8 czerwca 2014

Pępowina, Majgull Axelsson



Pępowina, Majgull Axelsson
przekład Katarzyna Tubylewicz
Grupa Wydawnicza Foksal, 2013

Mimo,że jestem w połowie kolejnej książki, wciąż myślę o historii opisanej w PĘPOWINIE. Zdałam sobie sprawę, że brakuje mi jej bohaterów, chociaż nie jest to "najlżejsza" książka, jaką przeczytałam.
To pierwsza powieść tej autorki, z jaką miałam do czynienia, ale już postanowiłam, że będą kolejne.  
Czytelnicy i krytycy twierdzą, że jest to jedna ze słabszych pozycji w dorobku pisarki, a ja jestem zachwycona. Świetna narracja sprawia, że nie można się od niej oderwać. Dobrze scharakteryzowane postaci mimo, że temat nie należy do łatwych, powodują, że czyta się ją doskonale. 
Dla mnie dodatkowym atutem jest to, że bardzo czytelne są związki między bohaterami. Czytanie jest dla mnie formą odpoczynku i czasem męczy mnie zapamiętywanie mnogości postaci i relacji między nimi w wielowątkowych powieściach. Tu, mimo obco brzmiących dla mnie, bo skandynawskich imion i nazwisk, do dziś potrafię wymienić wszystkich bohaterów i zależności rodzinne i towarzyskie między nimi. Ale to taki niuans.
Nie mam zwyczaju pisząc o książkach, opowiadać ich treści, chyba, że jest to absolutnie niezbędne. Powiem tylko, że jest o złożonych relacjach między rodzicami i dziećmi. To moim zdaniem wątek główny, bo jest też kilka wątków pobocznych. Jest o przyjaźni, potrzebie akceptacji i miłości. O odpowiedzialności za słowo, o krzywdzie jaką może wyrządzić plotka. Ale przede wszystkim o tym, jak ogromny wpływ wywierają rodzice na dzieci. Często destrukcyjny. I nie jest ważne, czy robią to obdarzając je nadmierną opieką czy wprost przeciwnie. Jak trudno wychować potomstwo, mimo ogromu starań i uczuć. Do tego stopnia, że czasem graniczy z cudem fakt, że udaje im się przeżyć okres dorastania. 
Moim skromnym zdaniem, lektura obowiązkowa.




czwartek, 5 czerwca 2014

Virginia Water czyli magiczny Londyn w innej odsłonie

Maj, czwartkowe, wczesne popołudnie. Przez niebo nad Londynem przetaczają się ciemno szare chmury a my wybieramy się do założonego pod koniec XVIII wieku parku. Do bagażnika samochodu wrzucamy tylko dwie hulajnogi dla maluchów. Wyjechaliśmy wystarczająco wcześnie, żeby nie było korków.
Jest sporo miejsc na parkingu, cudownie pachnie kawa z parkingowej kawiarenki.
Pierwszą rzecz, którą zauważam, to mnóstwo ludzi jak na środek tygodnia. W każdym wieku, z dziećmi, psami, na rowerach, hulajnogach, spacerujących lub uprawiających jogging. Po półgodzinnym spacerze, nagle chmurzy się i spada rzęsisty deszcz. Rozważamy powrót do samochodu. Jednak po kilkunastu minutach pod młodym dębem (nawet nie zmokliśmy) następuje urocza przemiana: wychodzi słońce i robi się naprawdę ciepło.
Zobaczyć to miejsce w słońcu, w jego tysiącu kolorów to uczta dla oczu.
Nigdy nie widziałam rododendronów w tylu odcieniach, ciągnących się w nieskończoność i mających kilka metrów wysokości. Strumyczki, wodospady, bajkowe zakątki z ławeczkami, rośliny znane mi, ale w nieznanych rozmiarach, polanki prześwietlone słońcem, parne dolinki, wodne ptactwo... Ucywilizowana (kontrolowana) dzicz.
Mimo tego, że są ludzie, nie czuje się ich obecności. I cisza. I tylko pól godziny do domu...