sobota, 25 października 2014

Buszujący w zbożu, J.D. Salinger


Buszujący w zbożu, J. D. Salinger
przekład Maria Skibniewska
Wydawnictwo Iskry, Warszawa 1961

Postanowiłam, że będę dokładniej sprawdzać książki przed zakupem, zwracać większą uwagę na ich poziom, szczególnie wobec ogromu chłamu, który się wydaje. Szkoda czasu na czytanie jak leci. Wracam do kanonu literatury, uzupełniam to co mi umknęło i ponownie czytam przeczytane zbyt dawno, by pamiętać. 
Mam zamiar częściej robić zakupy w antykwariatach. Kilka ostatnich zakupów utwierdza mnie w tym postanowieniu. Kupiłam jak nowe, kapitalnie wydane i za grosze, prawdziwe perełki. 
Co ciekawe, przyjaciółka doszła do identycznych wniosków, niezależnie ode mnie. 
Na początek BUSZUJĄCY W ZBOŻU.

BUSZUJĄCEGO W ZBOŻU czytałam tak dawno, że pamiętałam bardziej wrażenia niż treść, a postanowiłam przeczytać ponownie, bo chciałam skonfrontować moją opinię z innymi. Powieść oceniana jest skrajnie, od arcydzieła, po przereklamowane nudziarstwo. Moim zdaniem nie zasługuje na żadną z tych opinii.
Przede wszystkim nie śpieszyłabym się z przypisaniem miana arcydzieła. Powieść musiałaby posiadać bardziej uniwersalne, ponadczasowe przesłanie. Jednak tego dzieła nie sposób oceniać bez kontekstu historycznego. Zachowanie głównego bohatera mogło szokować na początku lat pięćdziesiątych. Tak samo jak otwarte mówienie o hipokryzji dorosłych, o kabotyństwie szkoły, kolegów i krewnych. To mogło robić wrażenie sześćdziesiąt lat temu, gdy książka została pierwszy raz wydana.
Nowatorskie jak na owe czasy BYŁO upodmiotowienie nastoletniego bohatera, spostrzeżenie jego seksualności, oraz szczera do bólu ocena tak zwanego świata dorosłych. Nie ma bowiem nic odkrywczego w tym, że nastolatek się buntuje. Bunt jest tak nierozerwalnie związany z tym wiekiem, jak choroby wieku dziecięcego. 
Nie ma nic szokującego, szczególnie współcześnie, w tym, że nastolatek opuszcza szkołę, że przez kilka dni BUSZUJE w Nowym Jorku, sprowadza do pokoju hotelowego prostytutkę, pije alkohol i włóczy się po nocnych klubach. Podkreślam, OBECNIE nie robi to wrażenia na czytelniku. I tym bardziej rówieśniku głównego bohatera.
Trudno, by współczesny czytelnik docenił skandalizującą treść powieści nie znając realiów tamtego okresu. 
Jeśli jednak uwzględnimy kontekst historyczny, zobaczymy zręcznie napisaną powieść, z dużą dozą poczucia humoru, ze sporą porcją wiedzy na temat mody, muzyki, światopoglądu, relacji międzyludzkich opisanego okresu. Zatem powieść posiada pewne walory poznawcze. To może być atutem, pod warunkiem, że tego się oczekuje. Przeciętny czytelnik otrzymać może napisaną dość archaicznym językiem historię jakich wiele, ani zbyt porywającą ani zbyt odkrywczą.    
A sam bohater może irytować postawą na NIE z założenia, choć u mnie budził raczej sympatię. Za wspomniane poczucie humoru, za inteligentne spostrzeżenia, totalne rozchwianie emocjonalne przypisanej wiekowi burzy hormonów, ciepły stosunek do rodzeństwa i parę innych cech, za urocze tłumaczenie, że nie może pociągać go dziewczyna, do której nic nie czuje.
Reasumując, nie żałuję, że ją ponownie przeczytałam. Abstrahując od wszystkich za i przeciw, książka należy do kanonu literatury i to może być wystarczającym powodem, dla którego warto ją przeczytać, również po raz kolejny.

sobota, 11 października 2014

Po zmierzchu, Haruki Murakami



Po zmierzchu, Haruki Murakami
przekład Anna Zielińska-Elliott
Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, 2007

Jedna noc w Tokio, kilkoro zupełnie przypadkowych osób, mniejsze i większe dramaty. Kilka nieźle zapowiadających się wątków. Piękna dwudziestolatka w śpiączce, ukrywająca się kobieta, uciekająca nie wiadomo przed czym, pobita przez klienta chińska prostytutka i sam jej klient, oraz para błąkających się nieco bez sensu młodych ludzi, między którymi jak muśnięciem pędzla zostaje zaznaczony "prawie początek" romansu. No tak,  jest jeszcze dawna zapaśniczka, obecnie kierująca hotelem z pokojami wynajmowanymi na godziny. 
Zbyt wiele wątków, ledwie zarysowane postaci, wymuszone dialogi. Nie sądziłam, że kiedykolwiek napiszę to o powieści Murakamiego. Jakiś recenzent napisał, że Murakamiego lubi czytać nawet jak pisze o niczym. Mogłabym powiedzieć to samo. Wolałabym, żeby było o niczym. Dobrze o niczym, niż byle jak o zbyt dużo. W połowie książki zastanawiałam się, jakie to zobowiązania autor musiał sfinansować z dochodów z naprędce skleconego dzieła. 
Murakami jest mistrzem narracji, czytelnik może poczuć zapach parzonej kawy, dotyk kociego futerka, odczuwać, a nie tylko być świadkiem. Ale tu jakoś wszystko zostało spłycone, zabrakło mi emocjonalności charakterystycznej dla Murakamiego. 
Podobał mi się tylko jeden wątek, coś na co nie zwrócił uwagi nikt z recenzujących. Epizod z lustrami, w których odbicie nie jest tylko odbiciem, lecz żyje własnym życiem. 
Reasumując, liczyłam na dzieło sztuki, a dostałam wytwór dobrego rzemiosła. 
Mimo to polecam, choćby po to, by stwierdzić, że "potknięcie" MISTRZA, oznacza zupełnie co innego niż potknięcie przeciętniaka.
 
    

poniedziałek, 6 października 2014

Tańcz, tańcz, tańcz, Haruki Murakami



Tańcz, tańcz, tańcz, Haruki Murakami
przekład Anna Zielińska-Elliott
Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, 2013

Cztery lata po PRZYGODZIE Z OWCĄ, gdy Boku odzyskał równowagę po dramatycznych wydarzeniach, zaczął miewać dziwne sny. Dziewczyna, z którą rozstał się w Dwunastu Wodospadach śniła mu się, prosząc o pomoc. Miała być uwięziona w koszmarnym hotelu POD DELFINEM, w Sapporo, w tym, w którym zatrzymali się szukając owcy z gwiazdą na plecach...
Choć po starym hotelu nie został nawet ślad, w nowym, stojącym na jego miejscu dzieją się dziwne rzeczy. Czasem wysiadając z windy, można się znaleźć na zaciemnionym piętrze, gdzie powietrze pachnie pleśnią i mieszka dziwna istota. Raz trafia się tam jadąc w górę, a raz w dół. To inny wymiar i nie trafia się tu przez przypadek. Od wizyty w tym miejscu wszystko się zmienia...  

Jest to czwarta część i ewidentna kontynuacja, nie powieść, która TYLKO nawiązuje do poprzednich trzech części.
Tu hotel jest jak alegoria życia, ludzie pojawiają się, istnieją przez jakiś czas i znikają. Z jednymi nawiązuje się więzi, z innymi nie.
Są POKOJE, w których czas się zatrzymał lub istnieją niezależnie od czasu. Ale czy nie tak widzimy nasze życie z perspektywy? Czy nie są to sceny, w których postaci mają zawsze tyle samo lat, nie zmieniają się, nie starzeją.
Czas u Murakamiego jest niezwykle ważny. O czasie się rozmawia, można go zatrzymywać i cofać. Można zobaczyć przyszłość i przeszłość. Tu się nie czeka, tu się "wytraca czas". "Czas przypomina gangrenę. Nikt nie wie co się stanie, następują nieoczekiwane zmiany". "...czas...ciągle płynie...Przybywa przeszłości i ubywa przyszłości." 
W tej historii nic nie dzieje się bez powodu. Jest jak z przysłowiową strzelbą wiszącą w pierwszym akcie na ścianie, musi wypalić w trzecim. U Murakamiego nic nie dziwi. Dorosły mężczyzna może przyjaźnić się z trzynastoletnią dziewczynką i być w związku z call girl. Można nie pracować przez rok, żyjąc z oszczędności. Ale pozostaje fascynacja muzyką, czytanie książek i picie zbyt dużej ilości alkoholu. 
Ta książka ma chyba najbardziej zwartą akcję ze wszystkich czterech części. Nie tylko otrzymujemy kolejny fragment życia BOHATERA, w kolejnym punkcie zwrotnym jego życia. Tu pojawia się niemal kryminalny wątek. Z naprawdę niezłą zagadką do wyjaśnienia.
Dla mnie jednak, powieści Murakamiego to przede wszystkim ogromna porcja wiedzy o nas samych. Studium natury ludzkiej. Zawsze opowiedziane mądrze i z ogromną wrażliwością. Bo "Wiesz, jeżeli naprawdę chce się coś zobaczyć, widać nawet w zupełnej ciemności"(str. 527). Jest tu i o potrzebie miłości i przyjaźni, o tym, że rodzic ma dziecku dać poczucie bezpieczeństwa i pomóc dorosnąć, nie starając się zastąpić przyjaciół. No i jest o tym, że  jeśli się kogoś kocha, to pozostaje nieustanny strach, że się go straci,  w taki czy inny sposób.
O tym co ważne, o poszukiwaniu celów, priorytetów, bliskości, odpowiedzialności za drugiego człowieka. 
Ja powiedziałabym, że lektura obowiązkowa, ale obawiam się, że przestałam być  obiektywna jakieś kilka powieści temu. Zastanawiam się tylko czy to miłość, czy uzależnienie. Ale czy to czasem nie to samo? :)