niedziela, 4 stycznia 2015

Wszystkie stworzenia małe i duże..., James Herriot


 

Przyjaciółka zasugerowała, żeby chociaż od czasu do czasu pojawiały się tu książki, które są dla mnie z jakiegoś powodu ważne. O kilku zdążyłam już wspomnieć: KLEJNOT KORONY PAULA SCOTTA, RAPSODIA ŚWIDNICKA WŁADYSŁAWA J. GRABSKIEGO...Jest ich znacznie więcej i niektóre wyglądają tak, jak te wyżej. Są tak zaczytane, że się rozleciały, szczególnie, że były wydane w czasach naprawdę siermiężnych. Książki te były czytane tyle razy, że pamiętam dialogi i najdrobniejsze szczegóły. A i tak do nich wracam.
Bardzo różne są motywy tych powrotów. Nawet nie sposób je tu wymienić. No i są to bardzo różne książki. Od cudownie lekkich, naszpikowanych humorem kryminałów (i nie tylko) genialnej Joanny Chmielewskiej, przez serię o Panu Samochodziku Zbigniewa Nienackiego, Wakacje z duchami Romana Brandysa i ...Ferdydurke Gombrowicza. Wymieniłam zaledwie kilka, z pierwszej paczuszki jaka wpadła mi w ręce. 
Dzisiaj chciałabym polecić jedną z takich niezwykłych książek...

Wszystkie stworzenia małe i duże...James Heriott
przekład Irena Doleżal-Nowicka
Wydawnictwo Czytelnik, 1980

Autor był weterynarzem i człowiekiem o ogromnym poczuciu humoru. A może odwrotnie? Przy tym utalentowanym pisarzem. Pracował w zawodzie do końca życia, również wtedy, gdy jego książki przysporzyły mu sławy. W przezabawny sposób opisywał praktykę weterynaryjną w hrabstwie Yorkshire, w którym mieszkał i pracował. To w jaki sposób był traktowany przez hodowców zwierząt z dziada pradziada, którzy niemałą wiedzę łączyli z niewiarygodnymi wręcz zabobonami. Nie robiła na nich wrażenia wiedza lekarza, chcąc postawić na swoim musiał często wykorzystać cały spryt i inteligencję. Jednak to jak młody weterynarz walczy o autorytet, to nic, przy opisie starań o rękę córki miejscowego farmera. Czytając ma się wrażenie, że cały świat sprzysiągł się przeciwko biedakowi. Ale i jego determinacja nie miała sobie równych. To trzeba przeczytać koniecznie. Moim zdaniem, to jedna z najzabawniejszych historii jakie czytałam. Rewelacyjny poprawiacz humoru, coś na dołki, złamane serca i wszelkie inne nieszczęścia. 
PS: lubiłam serial nakręcony na podstawie powieści, ale książka i tak jest sto razy lepsza!

4 komentarze:

  1. Coś czuję, że muszę to gdzieś dorwać. Zupełnie serio :) W końcu wychowałam się na Dr Dolittle :P pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. jestem przekonana, że będzie ci się podobać :) do tego to taka książeczka na 2-3 wieczory nawet dla zapracowanej osoby :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak weterynarz to koniecznie muszę przeczytać, sama chciałam zostać weterynarzem, ale życie napisało dla mnie inny scenariusz ;P

    OdpowiedzUsuń
  4. naprawdę polecam! świetna zabawa gwarantowana :)

    OdpowiedzUsuń