niedziela, 22 lutego 2015

Droga Romo, Roma Ligocka


Droga Romo, Roma Ligocka
Wydawnictwo Literackie, Warszawa 2014

Od dwóch tygodni usiłuję napisać coś o tej książce i za każdym razem wszystko ląduje w koszu. To już nawet nie niechęć do wyrażenia opinii, każda próba budzi we mnie złość. 
A książkę naprawdę fajnie się czytało. Kilka pomysłów w niej wykorzystanych uważam za naprawdę dobre, ale... Właśnie ale... Po dwóch tygodniach od jej przeczytania dochodzę do wniosku, że gdzieś już to było. Podobieństwo do SZPETNYCH CZTERDZIESTOLETNICH, Agnieszki Osieckiej narzuca się samo. Tam tylko była Warszawa lat pięćdziesiątych, tu Kraków. Mnóstwo tych samych motywów. Nostalgia za minionym czasem, tęsknota za ludźmi tamtego okresu, oryginalnymi, kreatywnymi, ikonami swojej epoki. Ale każda epoka ma swoje ikony, zawsze KIEDYŚ było lepiej. Choćby dlatego, że lepiej jak się jest młodym, pięknym i zdrowym niż starym schorowanym zgredem. Kolejny raz czytanie o kontestowaniu rzeczywistości przez noszenie kolorowych skarpetek i zapijanie się robi się cholernie nudne. Do tego blisko dwudziestoletnia dziewczyna myśląca, że można zajść w ciążę przez pocałunek, naprawdę boskie! Zgodzę się, że w ostatnich pięćdziesięciu latach nastąpiła ogromna zmiana w obyczajowości. Że aborcja nie jest traktowana jak środek antykoncepcyjny, że dzieci tzw pozamałżeńskie są normalnie postrzegane, szczególnie, że rodzi się ich tyle samo z tzw legalnych związków jak i z tych niezalegalizowanych. 
Swoboda seksualna nie jest przypisana artystowskim środowiskom. Nie mam zamiaru tego oceniać. To prywatna sprawa każdego. Z resztą to też właśnie się zmieniło. Nie wszędzie, ale się zmieniło. Wspominam o tym, bo przebywająca w Wiedniu matka Romy, najbardziej obawiała się, że nie pilnowana córka zajdzie w ciążę. No i co powiedzą ludzie. Ten wątek pojawiał się w każdym chyba liście. 
Podobał mi się pomysł autorki na pisanie listów do samej siebie. Listów obecnej Romy, do tej sprzed lat. Myślę, że przemówi to raczej do starszego czytelnika. Mając za sobą jakiś bagaż doświadczeń, chyba wszyscy, chcieliby przestrzec siebie sprzed lat: NIE CHODŹ TAM, OD TEGO CZŁOWIEKA TRZYMAJ SIĘ NA DYSTANS... No cóż, to z reguły wie się po czasie, ale czy tego należy żałować? To jacy jesteśmy PÓŹNIEJ, zależy od tego co przećwiczymy WCZEŚNIEJ. I niech tak zostanie. 
Ponoć zamierzeniem autorki było rozliczenie się z przeszłością. Nastoletnia Roma ma ewidentne problemy w relacjach z ludźmi. Zbyt wymagająca matka, która realizuje własne ambicje za pośrednictwem córki, toksyczne związki z mężczyznami. Tłumaczy to przeżyciami holokaustu. Choć nie jestem w stanie nawet wyobrazić sobie dramatu, który znam z lekcji historii i literatury, domyślam się, że musiał poczynić spustoszenie w ludzkiej psychice. Ale czy trzeba wszystko tłumaczyć traumą holokaustu? Ludzie generalnie sobie nie radzą z ludźmi. Autorka sugeruje, że brak poczucia własnej wartości spowodował, że potrzebowała wciąż potwierdzenia, że jest coś warta. Jej akceptacja tego jak ją traktowano w związkach, wynikała z przeświadczenia, że na więcej nie zasługuje. Myślę, że ludzie z mniejszym bagażem doświadczeń, popełniają te same błędy. Znacznie mniejsze przeżycia niszczą w ludziach wiarę w to, że zasługują na więcej.
No i jeszcze jeden wątek przewijający się przez całą historię. Wtedy, w latach pięćdziesiątych, wszystko co zachodnie było z założenia lepsze, wyjazd na ZACHÓD był głównie w sferze marzeń, ciuchy stamtąd lokowały noszącego je o kilka szczebelków wyżej w drabinie społecznej... To akurat poleciłaby do przemyślenia wszystkim malkontentom, wiecznie niezadowolonym z poziomu życia. 

Reasumując, w kolejnej powieści Romy Ligockiej otrzymujemy kawałek obrazka sprzed pięćdziesięciu lat. O marzeniach, życiu, obyczajowości pokolenia, które dorastało po wojnie. I choć żyło w czasach pokoju, przeżycia wojny zostawiły głęboki ślad w psychice. O tym również, jak piękna i kolorowa może być szarość.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz