niedziela, 15 marca 2015

Charlotte Street, Danny Wallace


Charlotte Street, Danny Wallace
tłumaczenie Joanna Piątek
Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2013
czyta Marcin Bosak

To chyba pierwsza powieść autora przetłumaczona na język polski. Lekka, zabawna historia, której miejscem akcji jest Londyn i okolice, a bohaterami grupka ludzi, których trudno byłoby nazwać ludźmi sukcesu. Przedział wiekowy od dwudziestu do trzydziestu kilku lat, obu płci, o różnym statusie społecznym. Jest solidnie zaznaczony wątek polski, bo współczesny Londyn bez Polaków jest nieprawdziwy.
Jak zwykle mylący jest opis na okładce, sugerujący zupełnie inną historię.
Wszystko zaczyna się od tego, że główny bohater i narrator, Jason Priestley, pomaga spotkanej dziewczynie, obładowanej zakupami, wejść do taksówki, a po jej odjeździe zostaje z jej aparatem fotograficznym w ręce. A, że on dopiero rozstał się z dziewczyną po czterech latach związku, i dziewczyna jest bardzo atrakcyjna, zaczynają się jej poszukiwania. Jason i jego przyjaciele są przekonani, że nic nie dzieje się bez powodu, mają przeczucie, że to kobieta życia Jasona. 
Szczerze mówiąc, taka sobie banalna historyjka. Gdyby nie cała reszta. A jest tu kawał fajnego Londynu, ogromna porcja świetnego humoru, przy którym zdarzyło mi się zaśmiać w głos. Ta zdawałoby się lekka do bólu historia, to wszystko na temat "dorastania" w obecnych czasach. Chociaż mówienie o dorastaniu w kontekście trzydziestolatków, to samo już zakrawa o żart. Bohaterami są ludzie w większości będący absolwentami wyższych uczelni, po trzydziestce wciąż mieszkający w wynajętych mieszkankach z przyjaciółką/przyjacielem, wciąż zmieniający pracę, tłumacząc się poszukiwaniem własnej tożsamości, a tak naprawdę nie mający pomysłu na życie i na siebie samych. 
Jest też o roli mediów społecznościowych, napisane w przezabawny sposób, gdy Jason dowiaduje się, że jego była dziewczyna przeżywa "najszczęśliwszy dzień życia" komunikując na facebooku o tym, że się właśnie zaręczyła. Pal licho same zaręczyny! Fakt, że wspólni znajomi na tymże facebooku, z takim entuzjazmem przyjmują tę wiadomość, bardziej boli, niż sam fakt zaręczyn. I to usuwanie z grona znajomych i dodawanie, jako sposób na odgrywanie się...wszystko na temat. Do tego mamy Londyńczyka, który zachwyca się polskim jedzeniem, z polskiego sklepu, podkochującego się w polskiej dziewczynie i uczącego się słów jakiejś piosenki Krawczyka. Dlaczego akurat Krawczyka? 
Mnóstwo żartów sytuacyjnych, przezabawnych komentarzy, świat po zerwaniu widziany oczyma faceta, ale zupełnie na wesoło. W najgorszym wypadku, gdy robi się zbyt smutno, zbyt poważnie, można zwiększyć dawkę polskiej jeżynówki lub piwa Lech (czytaj: lecz). Swoją drogą, jest taka wódka? Jeżynówka? 
Konkluzja z całości jest cudownie pozytywna. Wszystko da się przeżyć, gdy są przy nas przyjaciele. A ja bardzo polubiłam Danny'ego Wallace'a i jego poczucie humoru. I polecam lekturę tej książeczki, bo jest świetnym poprawiaczem humoru, a tego nigdy za wiele. Prawda?

2 komentarze:

  1. Chyba nie słyszałam o tym tytule, ale skoro polecasz to będę miała ją na uwadze.

    OdpowiedzUsuń
  2. dziękuję za zaufanie :) jak wspomniałam, polecam ze względu na mnóstwo pozytywnej energii jaką niesie

    OdpowiedzUsuń