czwartek, 19 marca 2015

Syndrom (cholernych) SKLEPÓW CYNAMONOWYCH


Sklepy cynamonowe, Bruno Schulz
Wydawnictwo MG, 2013


Zaczynam co raz częściej wątpić w sens tego co TU robię. Mam zakodowane, że robienie czegoś ma sens, gdy jest się w tym dobrym, a żeby być dobrym, trzeba się temu czemuś poświęcić. A dla mnie blogowanie nigdy nie będzie priorytetem, wolę czytać niż pisać i za dużo pracuję. 
Czytam opinie o książkach innych autorów i są jakieś kompletne. Jest coś tam o autorze, jakieś wyjaśnienie fabuły, tu jakaś symbolika, tam tło historyczne... A ja sobie myślę: po co pisać o autorze, gdy napisano o nim wszystko? Co ja będę bredzić co autor miał  na myśli, jak pewnie tylko on sam to wiedział, a może też nie zawsze. W sztuce jest dla mnie ważniejsze to, jakie powoduje odczucia, do jakich refleksji zmusza, jakim jest przeżyciem, niż zastanawianie się czy coś jest realizmem czy naturalizmem, bardziej science czy fiction? I w końcu czytanie, poza funkcją poznawczą, postrzegam jako formę odpoczynku, po ciężkim dniu, po bardzo absorbującej pracy. 
A teraz, dlaczego to piszę. W końcu wzięłam się za SKLEPY CYNAMONOWE Brunona Schulza, które odczekały na swoją kolej około roku (łatwiej książkę kupić, niż znaleźć czas na jej przeczytanie). I zaczęłam się zastanawiać, co tu jest nie tak. Gdzie tu jest ten geniusz, to zagęszczenie emocji, to malowanie słowem, to "gruntowanie płótna", ta warstwa na warstwie (cytaty z recenzji)... ratunku!! Poczytałam co inni na ten temat, niech wskażą paluchem geniusz, udowodnią, że moja ignorancja nie pozwala zobaczyć tego co oczywiste. I nie przekonano mnie. Wszyscy powtarzają te same banały, jak mantrę. Bo przecież, nie można się przyznać, że się nie widzi tego OCZYWISTEGO KUNSZTU, że nie rzuca na kolana pisanie o niczym. Przecież dzieło jest lekturą szkolną, krytyków literackich tłum zachwycił się i orzekł ARCYDZIEŁO. 
A ja się przyznaję, że ani geniuszu nie dostrzegam, zachwytu nie podzielam i do chóru nie dołączę. Bo uczciwość jest dla  mnie wartością samą w sobie, a z hipokryzją walczę na mojej małej wojence wprawdzie, ale z zapałem don Kichota. 
A jak już jest tak szczerze do bólu i wręcz ekshibicjonistycznie, i narażam się mainstreamowi to pozwólcie, że zapytam o coś, co od dawna mnie intryguje. Jeżeli się pisze recenzje książek, które się otrzymuje za free od wydawnictwa, to jak można powiedzieć, że za książkę dziękuję, ale książka jest do dupy. Jak można napisać bezstronną opinię, za którą otrzymuje się w jakiejkolwiek formie wynagrodzenie. To jak powiedzieć, że prostytutka uprawia seks z miłości. 
Podsumowując, powiem tylko, że przyznaję, robi wrażenie bogactwo języka, ale czy o takim zjawisku nie mówi się przypadkiem "przerost formy nad treścią"? I tyle. Teraz można już strzelać.


4 komentarze:

  1. O nie, proszę tak nie myśleć :) ja będę z chęcią tu wracać. Nie każdy blog musi być maszynką do robienia kasy :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo dziękuję, jesteś przemiła :) pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam Schulza, ale z pewnością nadrobię, sama jestem ciekawa czy będę umiała się w tej prozie i czy przypadnie mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  4. jestem bardzo ciekawa Twojej opinii, czekam z niecierpliwością

    OdpowiedzUsuń