niedziela, 5 kwietnia 2015

Zanim zasnę, S.J. Watson


Zanim zasnę, S.J. Watson
tłumaczenie Ewa Penksyk-Kluczkowska
Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2014
czyta Joanna Jeżewska

Wyobraź sobie takie przebudzenie, po którym nie wiesz gdzie jesteś, nie wiesz kim jest człowiek leżący obok ciebie w łóżku. Nie wiesz nawet kim ty jesteś. Nie rozpoznajesz twarzy w lustrze. Przebłyski świadomości każą wierzyć, że powinnaś być młodsza o jakieś dwadzieścia lat. Po chwili facet, z którym spałaś, informuje cię, że jest twoim mężem, że straciłaś pamięć w wyniku wypadku. Fotografie wokół lustra w łazience mają pomóc zorientować się w sytuacji. Strzępki życia. Wiesz tylko tyle, ile ci mówi ktoś, kto twierdzi, że jest twoim mężem. Intuicja podpowiada, że nie powinnaś mu ufać bezgranicznie.
Gdy on wychodzi do pracy, dzwoni telefon. Ktoś, kto podaje się za lekarza, każe szukać w garderobie dziennika. Ponoć od tygodnia zapisujesz w nim, to co udało ci się ustalić. Zapis w dzienniku także każe nie ufać mężowi. Czasem pojawiają się w głowie obrazy. Miałaś bliską przyjaciółkę. Był inny mężczyzna. Miałaś syna. Co jest nie tak z twoim mężem? Dlaczego ukrywasz przed nim dziennik, spotkania z lekarzem, telefony do przyjaciółki? Koszmar. Codziennie odkrywasz jakiś fragment swojego życia, próbujesz ustalić kim jesteś. A pamiętać będziesz wszystko tak długo, aż zaśniesz. Po przebudzeniu nie pamiętasz NIC. Problemem jest również to, że z każdym dniem, trzeba przeczytać więcej, aby odtworzyć ustalenia z dni poprzednich. Tyle jeśli chodzi o fabułę.
Chyba nieźle ją oceniono, skoro trzy lata po pierwszym wydaniu na ekrany wszedł film w bardzo dobrej obsadzie: Nicole Kidman jako Christine Lucas, Colin Firth jako Ben Lucas, Mark Strong jako dr Nash i Anne-Marie Duff jako Claire.
Już słyszę te zarzuty, że ten temat już był. Pewnie, że był. Choćby w 50 PIERWSZYCH RANDEK z Drew Barrymore.
Nie zmienia to faktu, że w ZANIM ZASNĘ otrzymujemy dynamiczną, wiarygodną historię, którą świetnie się czyta. Trzymającą w napięciu i z nieoczywistym zakończeniem.
Na całą resztę musimy zapracować sami. Na refleksje na przykład. Na stwierdzenie, że jesteśmy złożeni z tego co przeżyliśmy. Że bez przeszłości, przeżyć, związków nic tak na prawdę nie znaczymy. Jesteśmy jak puste naczynie, jakkolwiek banalnie to brzmi.
No i warto śledzić pisarstwo Watsona, skoro debiut jest na takim poziomie.

PS: mam fazę na audiobooki, ale gdyby mi nie czytano, nie miałabym czasu na książki. A tak jestem w stanie pogodzić pracę z czytaniem. Nadal książka papierowa jest najważniejsza, a prywatna biblioteka jedynym co posiadam, z czego jestem dumna.

2 komentarze:

  1. Mam tak samo Krysiu - czytam słuchając jak robię obiad, sprzątam itp. Dobrze, że ktoś to wymyślił :)

    OdpowiedzUsuń
  2. pewnie:) a jakie to wykorzystanie czasu! i przyznasz, mam nadzieję, że praca nie staje się takim przymusem, jak w tle jest fajna książka

    OdpowiedzUsuń