niedziela, 26 lipca 2015

Ta, którą nigdy nie byłam, Majgull Axelsson



Ta, którą nigdy nie byłam, Majgull Axelsson
przełożyła Katarzyna Tubylewicz
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2008
Seria z Miotłą

Kiedyś pisząc o jakiejś książce Majgull Axelsson, powiedziałam, że w jej powieściach nie ma szczęśliwych ludzi. Może nie warto pisać o ludziach szczęśliwych? A może nie ma szczęśliwych ludzi? Faktem jest, że czwarta powieść, TA, KTÓRĄ NIGDY NIE BYŁAM, jest o kolejnych zmaganiach się z życiem. O rodzinach, które nie dają poczucia bezpieczeństwa, o przyjaciołach, którzy zawodzą, miłościach bez miłości... Bohaterką jest kobieta, która od dzieciństwa jest świadoma dwóch osób we własnym ciele. Nawet rodzice zwracali się do niej Mary lub Marie. Skłonność do schizofrenii odziedziczyła po matce, byłej więźniarce Auschwitz, prawdopodobnie Żydówce polskiego pochodzenia. Będąc jeszcze nastolatką, stała  się częścią grupy rówieśniczej, osób równie jak ona poturbowanych przez los, choć każda w inny sposób. Grupa w ogóle stanowiła dziwną zbieraninę. Wywodzili się z różnych środowisk, z rodzin o różnym statusie majątkowym, o innej pozycji społecznej. Mary Marie w dzieciństwie regularnie przebywała w domach dziecka lub rodzinach zastępczych, gdy stan matki pogarszał się na tyle, że była umieszczana kolejny raz w szpitalu psychiatrycznym. Każdy z członków grupy był na swój sposób pokiereszowany emocjonalnie, nikt nie miał normalnych relacji z rodzicami. Wszyscy mieli ewidentne problemy w nawiązywaniu relacji z ludźmi. Dlatego też, nie jestem do końca przekonana, czy można określić ich mianem przyjaciół. Nie jest przecież standardem sypianie z mężem przyjaciółki, czy żoną przyjaciela. Zależności w tej grupie były i skomplikowane, i wielopłaszczyznowe. Nie można nawet powiedzieć, że członkowie grupy się lubili. Wprost przeciwnie. Mimo to, na swój sposób się wspierali, a nawet tworzyli własne tradycje. 
Główny wątek powieści obraca się jednak wokół dramatycznych wydarzeń w życiu Mary Marie, której mąż, nota bene permanentnie dopuszczający się zdrad, zostaje znaleziony ze skręconym karkiem,  wyrzucony z okna przez nieletnią prostytutkę lub jej alfonsa. Pikanterii historii dodaje fakt, że sama Mary Marie jest członkiem rządu i z urzędu zajmuje się problemem wykorzystywania ludzi, handlu ludźmi, w tym prostytuujących się, nielegalnych emigrantek z Europy wschodniej. Ale dosyć o fabule.
Sposób narracji, gdzie raz otrzymujemy wizję rzeczywistości postrzeganej przez jedną osobowość a raz przez drugą, chaos i brak chronologii, potęguje wrażenie tego co się dzieje w świadomości głównej bohaterki. Do końca nie można być pewnym, czy odłączenie męża od urządzeń podtrzymujących życie jest faktem, czy tylko czymś co chciałaby zrobić. Niejednoznaczne jest też zakończenie. Jak wszystkie powieści Majgull Axelsson i ta jest trudna do zdefiniowania, niejednoznaczna i wielowarstwowa. Jak zawsze jest to studium natury ludzkiej, gdzie podczas lektury o INNYCH, najwięcej dowiadujemy się o SOBIE SAMYCH. 
Nasuwa mi się również uwaga, że nie trzeba być chorym na schizofrenię, by wciąż zmagać się z różnoraką naturą nas samych.
Ta powieść to również obraz przemian jakie zachodzą w Szwecji na przestrzeni czterdziestu lat, sporo uwag na temat istoty polityki, hipokryzji władzy, czy problemów z jakimi zmaga się współczesna Europa. Jest również o tym, jak rodzina, w której przychodzimy na świat determinuje nasze życie. 
A na koniec cytat, który bardzo mi się podoba. Tymi słowami autorka określiła związek jaki łączył główną bohaterkę z MĘŻCZYZNĄ JEJ ŻYCIA: "... nasz związek to taniec o skomplikowanych krokach, w którym nieustannie zamieniamy się miejscami."
Polecam.

6 komentarzy:

  1. Na mojej półce czeka jej "Kwietniowa czarownica" - jestem niezmiernie ciekawa tej autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. KWIETNIOWĄ CZAROWNICĘ też polecałam, już nawet nie potrafiłabym powiedzieć, którą bardziej :) sugerowałabym po prostu zacząć czytać po kolei :)

    OdpowiedzUsuń
  3. I właśnie ta niejednoznaczność mnie intryguje. Muszę poznać tę oryginalną prozę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szczerze polecam, nie mogę sobie wyobrazić, że mogłabyś jej niedocenić

      Usuń
  4. Po kwietniowej ...jakos nie mogę się przemóc do jej innych ksiażek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja bardzo lubię jej powieści, KWIETNIOWĄ CZAROWNICĘ szczególnie...po prostu mamy inny gust i tyle...a czytałaś PĘPOWINĘ?

      Usuń