piątek, 3 lipca 2015

Wszyscy lubimy się uczyć

W tym tygodniu ogłoszono kolejne, rewelacyjne wyniki matur. Interesujące mnie przedmioty ze średnią krajową 42/54% (biologia) i 52/56% (chemia). Dwa wyniki, bo tzw stara i nowa podstawa programowa. Około 28% matury nie zdało, jest progres (wzrasta ilość niezdanych matur) i za cholerę nie rozumiem dlaczego stwierdzono, że to dobre wyniki. Widać komentatorzy mają taki sam problem z czytaniem ze zrozumieniem, jak uczniowie. 
Kilka refleksji ...
W jakimś filmie, którego tytułu nie pamiętam, matka w rozmowie z synem, kazała mu słuchać nauczyciela, twierdząc, że ktoś tak mądry musi mieć rację. Dzieciak odpowiedział, że gdyby to była prawda i nauczyciel był taki mądry, to nie wykonywałby takiej beznadziejnej pracy, za tak małe pieniądze. No i zaczęłam od puenty.
Jesienią 2013 roku, przez przypadek trafiłam na program, do którego została zaproszona świeżutka minister edukacji narodowej. Zapytana jakie ma kwalifikacje do kierowania ministerstwem, odpowiedziała, że ma troje dzieci, każde na innym etapie edukacji, stąd świetnie orientuje się w problemach szkoły. Czy osoba mająca sześcioro dzieci nie byłaby lepszym ministrem?
Niedawno Gazeta opublikowała informację, że odliczając wszystkie święta, ferie, długie weekendy ... dzieci chodzą do szkoły jakieś 160 dni w roku.
Co trzy lata "wchodzi" do szkół tzw. nowa podstawa programowa, w coraz większym stopniu redukująca zakres materiału. Jakby nikt nie zdawał sobie sprawy, że wiedza to ciąg przyczynowo-skutkowy i nie da się wytłumaczyć rzeczy wyrwanych z kontekstu. Szczególnie, gdy dotyczy to przedmiotów ścisłych: chemii, matematyki, fizyki. 
Szkoła realizuje w takim stopniu materiał, że kto żyw chodzi na korepetycje. Ze wszystkiego. Podręczniki szkolne są na takim poziomie, jakby były adresowane do osób niepełnosprawnych intelektualnie, a i tak ponad połowa uczniów nie rozumie przekazu.
Co trzy lata "wchodzą" nowe podręczniki, dzięki temu zarabia autor i wydawnictwo. Dwójka dzieci nie może skorzystać z tych samych, gdy różnica wieku jest większa niż trzy lata. 
Nauczyciele mają wciąż poczucie krzywdy. Za niskie wynagrodzenia i za mały prestiż społeczny! W czasie jednego z ostatnich strajków domagano się POSZANOWANIA ZAWODU NAUCZYCIELA. Jakby można było narzucić to odgórnie. Równie dobrze mogli się domagać uznania, że wszyscy są MĄDRZY I KULTURALNI. 
Z wykształceniem nauczycieli jest jak u WOODY'EGO ALLENA:  Ci, którzy nic nie potrafią, uczą, a ci, którzy nie potrafią uczyć, uczą W-F. A ci, którzy kompletnie nic nie potrafili, znaleźli się w naszej szkole. 
Dzieciaki przynoszą mi ze szkół takie rzeczy, że włos się jeży. Na przykład w klasie z rozszerzoną fizyką, nie ma fizyki, bo nauczyciel głównie IDZIE W DYGRESJE na tak zwane gorące tematy: aborcja, związki partnerskie, seks, polityka i co tam jeszcze w tvn wałkują aktualnie.
W innej szkole nauczyciel ONANIZUJE SIĘ komentując każdą sprawę tak, że MUSI MIEĆ podtekst seksualny. Na przykład: "Byłbym dobry w kosza, bo skutecznie mógłbym pokryć wasze wszystkie koleżanki" albo "Co ty, baba jesteś, że wszystko do buzi bierzesz?" To są raczej przykłady w wersji lajt. A dzieciaki się cieszą, bo nie rozumieją ani, że są molestowane seksualnie, ani że facet ma ewidentny problem, który załatwia ich kosztem.
Inna profesjonalna odpowiedź należąca do ulubionych: "Dobre pytanie, mam nadzieję, że nie zadadzą go wam na maturze". No i oczywiście, żadnych prób wyjaśnienia.
Szczerze, to na ten temat można by napisać książkę (której pewnie nikt by nie przeczytał). Sfrustrowani są uczniowie i ich rodzice. Nauczyciele, jak każda grupa zawodowa chcą więcej kasy, bo niby dlaczego nie, zawsze można więcej zarabiać i mniej pracować. Nikt nie powie przy tym, że jestem beznadziejny, bo większość uważa, że jak raz skończyło jakąś szkołę to POSIADŁO WIEDZĘ TAJEMNĄ I NIE MUSZĄ SIĘ JUŻ UCZYĆ DO USRANEJ ŚMIERCI.
Ale, g'woli przypomnienia: domagamy się szacunku, miłości, szczęścia, zdrowia i wszelkiej pomyślności. 
PS: A przy okazji można zacząć się domagać obniżenia wieku emerytalnego, najlepiej do trzydziestego roku życia, zniesienia konieczności spłaty wszystkich kredytów (dlaczego tylko we frankach?), skrócenia czasu pracy do ...no niech będzie 4 dni w tygodniu, wydłużenia urlopów....
I najlepiej w tej sprawie przeprowadzić referendum.

4 komentarze:

  1. Tak, jak się wspomni że mają super bo - wszelakie święta, weekendy majowe, bożociałowe sylwestrowe maja wolne i do tego pracują mniej niz normalny człowiek to się oburzają, że jak to oni pracują w ciężkich warunkach. Jakby np. kobieta na kasie miała łatwo z tabunem niemiłych klientów. Mam 17 latke w domu i widzę jak się uczą w najlepszym (podobno) liceum w moim mieście. Cały tak CAŁY wrzesień to skrócone lekcje, zastępstwa, wycieczki, październik zaczynaja się uczyć listopad święto zmałych 11 listopada + dodtakowe dni wolne, grudzień jakies 2 tyg wolnego, styczeń trochę lutego nauka - FERIE marzec kwiecień maj nauka wymieszana maturami próbnymi, maturami, świętem majowym, wycieczkami, zawodami itp. Do połowy czerwca oceny są już wystawione, a dzieciaki nadal musza maszerować do szkoły chociaż lekcji nie ma, a nauczyciele włączają im filmy etc. AH - zapomniałam o rekolekcjach, które też są w czasie lekcji. No faktycznie praca ciężka strasznie, do tego nauczyciele nie potrafią obsługiwać e-dziennika i np. pojawia się wpis o 22, ze następnego dnia nie ma lekcji - o smutku! o 22 to dzieci powinny już spać a nie sprawdzać e-dziennik. Pomijam już fakt mnóstwa naleciałości zawodowych, światopoglądowych itp, którymi katują dzieciaki, a o niewywiązywaniu się z obietnic nie wspomnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ależ oczywiście! do tego to powszechne przekonanie, że są nieomylni, że z nimi się nie dyskutuje...a niby dlaczego nie? znam takich co od lat dyktują coś tam z pożółkłych zeszycików, a ci "bardziej na czasie" z netu; powiedz jak po iluś tam latach powtarzania tego samego nie pozostaje nic w głowach! na temat kultury osobistej też można długo...jedno za to pozostaje niezmienne, roszczenia...poszukaj na fb profili "cytaty nauczycieli (tu nazwa liceum)..." w jednym z liceów, najpopularniejsze powiedzonko nauczycielek, bez względu na wiek to LASKI NIE ROBISZ...to takie cholernie śmieszne przeinaczenie ŁASKI NIE ROBISZ...boki zrywać, prawda?...temat rzeka

      Usuń
  2. Masz okazję poznać nauczyciela nietuzinkowego, pomysłowwego, elastycznego, potrafiącego dostosować się do każdej sytuacji, a jednocześnie spokojnego, który nie wprowadza niepotrzebnego zamętu. Język angielski mam w stopniu komunikatywnym oraz bardzo dobra znajomość obyczajów angielskiego. Jeżeli jesteś zainteresowany poznaniem nauczyciel o takim profilu osobowym zapraszam na mój profil, który znajdziesz na Preply http://preply.com/pl/ , a gwarantuję, że się nie zawiedziesz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Osobiście w całej swojej karierze szkolnej spotkałam troje nauczycieli, którzy czerpali satysfakcję ze swojej pracy, którym nadal chciało się zdobywać wiedzę na tematy leżące w zakresie ich zainteresowań i nie tylko. Tylko troje ludzi szczęśliwych we własnym życiu. A reszta? Byle do przodu, z klapkami na oczach, bo przecież zapytani co najbardziej lubią/ kochają w pracy w szkole, zupełnie szczerze odpowiadają "Wakacje!". Nie wspominając już o tej nieustającej frustracji, która towarzyszy większości z nich i którą najlepiej widać, gdy zada się pytanie sięgające głębiej w kwestie omawiane na lekcji - "Dziecko, myślisz, że gdybym ja takie rzeczy wiedziała to siedziałabym tutaj?". Mimo wszystko myślę, że nie należy generalizować. Jestem bardzo wdzięczna za wszystkich tych ludzi, którzy przekazali mi fascynację swoimi zainteresowaniami, którzy szukali razem ze mną odpowiedzi zarówno na trywialne, jak i trudne pytania. Dzięki nim wiem na pewno, że w życiu można robić wszystko, byle tylko sprawiało nam to frajdę :):):) daria

    OdpowiedzUsuń