poniedziałek, 28 grudnia 2015

Wschód, Andrzej Stasiuk


Wschód, Andrzej Stasiuk
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014

O Andrzeju Stasiuku pisać nie będę, bo człowieka nie znam, niestety, a wszystko o nim można znaleźć w necie. Przeczytałam dopiero jego pierwszą książkę, więc nie będę się też wymądrzać na temat jego twórczości. Jednak już po przeczytaniu pierwszych stron powieści wiedziałam, że polubiłabym i faceta, i to co pisze. Nie znam wielu ludzi, którzy widzą i rozumieją świat tak jak Stasiuk. Do tego posiada on niezwykły dar wyrażania myśli z uderzającą prostotą, językiem takim jakim się mówi. Zawsze zazdrościłam ludziom tej umiejętności posługiwania się językiem, tak, by w kilku słowach zawrzeć cały przekaz. Andrzej Stasiuk to ma. Egzemplarz książki, który skończyłam pęcznieje od fiszek z pozaznaczanymi ważnymi momentami, wyjątkowo celnymi sformułowaniami...
WSCHÓD jest trochę podróżą w czasie, do dzieciństwa spędzanego na Podlasiu, a trochę zapisem wrażeń z rzeczywistych podróży na wschód, czyli na odległe krańce wschodniej Rosji, oraz Mongolii i Chin.
Autor nie kryje zachwytu przyrodą, prostotą życia ludzi tam mieszkających, ale opisuje też jak obracają się w ruinę na siłę budowane gdzieś na krańcach świata osady, miasta całe, których nikt nie potrzebuje, nie chce w nich mieszkać, a więc nie podtrzymuje ich dawnej świetności: "Kiedy w Bracku deszcz padał na pokruszony beton, na zardzewiały metal i na poszarzałe szkło, pojąłem, że tutaj, w tym kraju, wszystko jest przesiąknięte klęską na skalę, o której nie mamy pojęcia." Dalej, w Karakol, "Prąd skończył się razem z upadkiem imperium. Została tylko ta konstrukcja z drewna i drutu, przypominająca fatamorganę portu."
Ta powieść to również zapis wrażeń, uwag, przemyśleń na temat historii i współczesności WSCHODU. O rewolucji mówi: "Ich pomysły dla świata, żeby go zelektryfikować i potem przy tych żarówkach szczuć biednych na bogatych, brzydkich na ładnych, młodych na starych. Elektryczność i nienawiść."
"To były proste idee. Zabrać jednym, rozdać drugim, ogrodzić, nieposłusznych zabić. Najlepiej zabić wszystkich i tylko paru zostawić, żeby wyhodować całkiem nowych."
Prezentowany tu obraz świata nie jest ani piękny, ani optymistyczny. Jak towar na chińskich bazarach, tandeciarski, nikomu niepotrzebny i do tego w nadmiarze. "Błąkając się po chińskich peryferiach i po chińskich sklepach, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że ten Lewiatan świata zdąża do chwili, gdy z różowego plastiku, z gumy i folii będzie w stanie wyprodukować nawet nasze myśli i nasze sny." 
Co ważne, autor nie ocenia, jest uważnym obserwatorem, który relacjonuje. Zarówno wrażenia z podróży, jak i zmiany w Polsce, relacje z matką, stosunek do religii, historii, zmian w obyczajowości...
Nostalgiczna, mądra, a jednocześnie prosta powieść o kondycji świata. Czasem miałam wrażenie, że ten Wschód jest tylko pretekstem by to wszystko przekazać. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz