piątek, 26 czerwca 2015

Złota czara, Henry James


Złota czara, Henry James
przekład Anna Kłosiewicz
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2011

W notce o Henrym Jamesie napisano, że jest wybitnym amerykańskim pisarzem i teoretykiem literatury. Autor, o swym dziele napisał, że jest najlepszą książką, jaką kiedykolwiek stworzył. Tę informację należy potraktować bardzo poważnie, bo oznacza, że należy trzymać się z daleka od jego twórczości.
Pierwsze zdanie przedmowy składa się z 54 słów i zupełnie nie wiem co mówi, no może poza tym, że autor ponownie przeczytał to, co napisał. Tę powieść można podsumować jako maksimum słów, przy minimum treści. Budowane zdania są tak rozwlekłe, tak wielokrotnie złożone, że odnosi się wrażenie, że autor w połowie zapominał co chce powiedzieć. Wszystko jest tak szczegółowo opisywane, że gdyby to opuścić, pierwszych osiemdziesiąt stron, zmieściłoby się na trzech, może czterech. Nic się tu nie dzieje, nie ma tu żadnych emocji, jest jedna wielka NUDA. W życiu nie czytałam tak przeględzonej książki. Mistrzostwo świata! Nie wytrzymałam, gdy na dwóch stronach opisywał kolor włosów, ni to rude, ni kasztanowe. Jakby to miało jakieś znaczenie. 
A przy tym jest mnóstwo wypowiedzi zupełnie bez sensu. Przytoczę jeden przykład: "Poza tym dawno wyrobił sobie opinię na temat siły umysłu młodej damy. Miał podstawy sądzić, że jest ona wielka, nie na tyle jednak, by kolidować z jej dobrym smakiem."
Czy "siła umysłu" może kolidować z "dobrym smakiem"? Jestem w stanie zrozumieć, że brak tej siły, może skutkować brakiem smaku, ale odwrotnie?
W każdym bądź razie, pierwszy raz w życiu się poddaję. Nie przeczytam do końca tego gniota, bo mój czas jest zbyt cenny.

wtorek, 23 czerwca 2015

Kronika ptaka nakręcacza, Haruki Murakami



Kronika ptaka nakręcacza, Haruki Murakami
tłumaczenie Anna Zielińska-Elliott
Wydawnictwo MUZA SA, Warszawa 2008
audiobook czyta Grzegorz Jurkiewicz

KRONIKA PTAKA NAKRĘCACZA, powieść Murakamiego z 1995 roku, uważana za jedną z najbardziej znaczących w jego dorobku. Paradoksalnie posiadająca wszystkie cechy jego pisarstwa i znacznie różniąca się od wcześniejszych.
Tradycyjnie kluczową postacią jest ANTYBOHATER Murakamiego. Osoba Toru Okady, kompletnego nieudacznika, człowieka pozbawionego ambicji, porzucającego pracę i pozostającego na utrzymaniu żony. Rzecz tym bardziej nietypowa, że obca japońskiej kulturze, w której mężczyzna jest osobą dominującą.
Toru Okada wiedzie nudne życie, zajmuje się domem, nie ma żadnych aspiracji. Do czasu, w którym zaczyna się ciąg niewyjaśnionych zdarzeń: gubi się kot, następnie porzuca go żona. Gdy wyrusza na ich poszukiwanie, inicjuje serię niezwykłych spotkań.
Nie on jest jednak najważniejszy w tej wielowątkowej historii. On jest tylko postacią spajającą te wątki, PRETEKSTEM do ich opowiedzenia, biernym słuchaczem. Toru Okada posiada wszystkie cechy głównej postaci Murakamiego: bierność, dyspozycyjność, bezwolność, łatwość manipulowania...
Typowe dla pisarstwa Murakamiego są również kobiety występujące w powieści. Tradycyjnie pozbawione imion lub posiadające symboliczne imiona: Gałka, Malta, Kreta...Kobiety są tak podobne, że często główny bohater ma problemy z ich identyfikacją. Podobnie się ubierają, noszą ten sam rozmiar ubrań, wszystkie jakoś obciążone traumatyczną przeszłością. Często prostytuujące się lub wykorzystywane seksualnie.
Kolejną cechą wspólną powieści jest zatarcie granicy między rzeczywistością i fikcją. Często nie można precyzyjnie określić co jest przyczyną co skutkiem. Nieoczywista jest chronologia wydarzeń.
Te alternatywne rzeczywistości przez to z łatwością się przenikają i zawsze istnieje miejsce, punkt, w którym można się między nimi przemieszczać. Może to być telewizor, okno, winda lub studnia jak w tej powieści.
Jednak, bez względu na to jak nieistotny jest bohater Murakamiego, jak bardzo drugoplanowy, to jednak nic co się dzieje, nie jest bez związku z nim. Toru Okada, podobnie jak kilku jego poprzedników, przechodzi metamorfozę. Tu, dobrowolnie izoluje się zamykając się w studni, głoduje, przebywa na granicy dwóch światów. To czego jest świadkiem, suma jego doznań i przemyśleń stymuluje tę przemianę.
Nowy w tej powieści jest wątek marionetkowego państewka Mandżukuo, przewijający się w opowieści byłego żołnierza i wspomnieniach Gałki. Zjawisko tym bardziej nietypowe, że jest to czarna karta w historii Japonii. Nie prowadzi jednak do jakichkolwiek rozliczeń z historią. Nie, nie. Opowiedziane zostaje raczej z pozycji Japończyka ofiary brutalności Chińczyków, Mongołów czy Rosjan. A zainteresowanych odsyłam do literatury na temat historii Mandżukuo i ludobójstwa w Nankinie.
Podsumowując, wszystkie powieści Murakamiego można analizować w wielu aspektach, a tę w szczególności. Cokolwiek zostanie powiedziane nie wyczerpie tematu i może być postrzegane zupełnie inaczej przez innego czytelnika. Może w tym tkwi fenomen autora.
Zawsze pozostawia miejsce na indywidualną interpretację, zawsze będzie mnóstwo niewyjaśnionych wątków. Świat Murakamiego to wyjątkowo skomplikowane miejsce.




piątek, 19 czerwca 2015

Drobny kłopot, Mark Haddon


Drobny kłopot, Mark Haddon
przekład Marta Klimek-Lewandowska
Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2008

Mark Haddon znany jest przede wszystkim jako autor książek dla dzieci i bestsellerowej powieści DZIWNY PRZYPADEK PSA NOCNĄ PORĄ. DROBNY KŁOPOT to powieść dla dorosłego czytelnika. Od razu odniosę się do informacji na okładce...czy jest "niezwykle zabawna"? Zabawna jest z pewnością, ale poczucia humoru nie można zmierzyć i nie jest czymś OBIEKTYWNYM. Zatem nie wszystkich śmieszy to samo i w równym stopniu. Powieść jest ZWYCZAJNIE ZABAWNA,  miejscami. Bywa też refleksyjna, czasem mądra, w całości lekka, świetnie się ją czyta. Nie może być, że się do czegoś nie przyczepię. Mark Haddon mógłby mi oszczędzić szczegółów seksu gejowskiego i opisów zachowań w toalecie. Wszystko się tak strasznie pomieszało. Czy to tylko mnie razi, brzydzi...bo nie gorszy! Mam zakodowane, że w towarzystwie nie rozmawia się o fizjologii jeśli nie jest to absolutnie konieczne. Swoją drogą może być? Przecież "coś" można zachować dla siebie, szczególnie gdy jest oczywiste.
Nie będę podawać więcej szczegółów, bo robi mi się niedobrze. To nie dotyczy tylko tej książki, muszę to dodać.
A cała reszta, naprawdę warta przeczytania. Jest świetny, dowcipny i prawdziwy obraz rodziny. Wcale nie taki znowu brytyjski, raczej uniwersalny. Każdy prędzej czy później doświadczy tego, że jak się wali to na wszystkich frontach. Tak jest tutaj. Córka wychodzi za faceta, którego nie akceptują rodzice, żona ma romans, syn jest w homoseksualnym związku, trudnym do zaakceptowania dla rodziców, do tego stres po przejściu na emeryturę i podejrzenie choroby nowotworowej. Brakuje tylko jakiegoś kataklizmu lub epidemii. 
I paradoksalnie, ta dysfunkcyjna rodzina stanowi kapitalny zespół. Bo przy wszystkich wariactwach każdego oddzielnie i wszystkich razem, są kochający i spragnieni tej miłości w każdej relacji: rodzice-dzieci, pary hetero i homo, rodzeństwa plus przyjaciele. I jest tu jak w powiedzonku, że z rodziną źle, a bez rodziny jeszcze gorzej.
Dlatego mimo wcześniejszych kilku zastrzeżeń polecam jako uroczą wakacyjną lekturę.

niedziela, 14 czerwca 2015

Dziwny przypadek psa nocną porą, Mark Haddon


Dziwny przypadek psa nocną porą, Mark Haddon
przekład Małgorzata Grabowska
Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2004

Świat ludzi zdrowych, od świata ludzi chorych, dzielą lata świetlne. O problemach i potrzebach chorych wiedzą oni i ich rodziny. Wszyscy robimy za mało, by te dwa światy zintegrować. A przecież o naszym człowieczeństwie świadczy stosunek do tych, którzy potrzebują pomocy.
Z tego powodu DZIWNY PRZYPADEK PSA NOCNĄ PORĄ MARKA HADDONA, należy postrzegać przynajmniej w dwóch aspektach. Z pozoru jest to tylko historia piętnastolatka, który pewnej nocy, odkrywa na przydomowym trawniku zabitego psa sąsiadki. W pierwszej chwili to on zostaje oskarżony, zabrany na posterunek policji i dodatkowo oskarżony o napaść na policjanta, który usiłował go dotknąć. Sprawa wygasa, gdy ojciec chłopca wyjaśnia, że syn jest autystykiem.
Chłopiec, Christopher, postanawia, że zostanie detektywem i wyjaśni kto tak brutalnie zabił psa. Poznajemy jego sposób myślenia, relacje z ojcem, który się nim opiekuje, szkołę i kilku nauczycieli uczących dzieci z różnym stopniem upośledzenia. Christopher opowiada o dzieciakach, które często mają znacznie większe problemy niż on sam. Przedstawia swój świat, ze swojej perspektywy. Mówi o strachu przed tłumem ludzi, przed zmianami, obcymi... Ale dowiadujemy się również o jego nieprawdopodobnych zdolnościach matematycznych i miłości do liczb. To liczby, matematyczne działania i rytm, który ten jest w jakimś sensie matematyką, pozwalają się uspokoić, gdy przychodzi atak paniki.
Drugi aspekt tej powieści, zamierzony czy nie, to walory poznawcze. Dzięki autorowi możemy choć w niewielkim stopniu zobaczyć świat widziany z pozycji autystycznego nastolatka. Opowiada o problemach z jakimi muszą zmierzyć się każdego dnia, ale i o ich marzeniach. A jest to chwilami zupełnie inny świat. Bardziej intensywnych bodźców, pełen innych dźwięków, zapachów, głosów, barw. Rzeczywistość, która rzadko bywa przyjazna. Problemem mogą być pozornie najprostsze czynności: kupno biletu komunikacji miejskiej, dotarcie z punktu A do B, wypłata pieniędzy z bankomatu, przejście przez bramki metra i tysiące innych.
Mark Haddon opowiada również jak trudna jest miłość rodziców, nie to, że pełna wyrzeczeń, ale mimo absolutnej akceptacji, wymagająca ogromu starań, by być obecnym w często niedostępnym świecie dziecka. 
Ta historia niesie też szalenie pozytywne przesłanie. Dziecku można pomóc na tyle różnych sposobów, ale najlepszy jest ten, polegający na POMOCY W OSIĄGNIĘCIU JEGO CELÓW. 
A mnie się nasuwa jeszcze jedna refleksja. Jeżeli za dysfunkcję uważa się problem z nawiązaniem PRAWIDŁOWYCH (co to znaczy prawidłowych?) relacji z ludźmi, odczytywanie komunikatu pozawerbalnego, ADHD ... przy jednoczesnych ponad przeciętnych zdolnościach w naukach ścisłych, to w jakim stopniu można mówić o UPOŚLEDZENIU? Kto jest upośledzony, ludzie cierpiący na autyzm czy ci nieposiadający żadnych zdolności, ale postrzegani jako zdrowi psychicznie. A może ci, którzy mają "świetne relacje towarzyskie" z tysiącem znajomych na portalach społecznościowych, ale nie umiejący nawiązać relacji w REALU? A może ci, którzy komunikują się za pomocą emotikon, a nie potrafią zwerbalizować uczuć? 
To niezwykła książeczka ucząca tolerancji, bo pozwala troszeczkę poznać, a poznać to może zrozumieć. Taką mam nadzieję. 
Kilka cytatów:
- Nie rozumiem ludzi. Z dwóch zasadniczych powodów. Pierwszym zasadniczym powodem jest, że ludzie bardzo dużo mówią bez używania słów.
- Odparłem, że lubię kiedy panuje porządek. Logika zaś jest jednym ze sposobów porządkowania rzeczy. Zwłaszcza w przypadku liczb lub argumentów.
- Sądzę, że ludzie wierzą w niebo, ponieważ nie lubią śmierci i chcieliby żyć dalej, nie podoba im się myśl, że ktoś się wprowadzi do ich domu i wyrzuci ich rzeczy do śmieci.
- Ludzie mówią, że zawsze trzeba mówić prawdę. Ale nie myślą tak na serio, ponieważ nie można mówić ludziom starym, że są starzy, nie wolno mówić nikomu, że dziwnie pachnie ... Nie wolno też nikomu mówić "Nie lubię ciebie", chyba że ten ktoś zrobił ci coś okropnego.
- Podejmując decyzje w swoim życiu, ludzie kierują się intuicją. Lecz to logika pomaga znaleźć właściwe rozwiązanie.   
PS: miałam ogromny problem z dotarciem do tej książki. Osiągalna była w zaledwie kilku antykwariatach w wariackiej cenie. Dlaczego się jej nie wznawia?

czwartek, 11 czerwca 2015

Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki, Mario Vargas Llosa


Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki, Mario Vargas Llosa
przekład Marzena Chrobak
Wydawnictwo Znak, Kraków 2009

Mario Vargas Llosa, autor SZELMOSTW NIEGRZECZNEJ DZIEWCZYNKI uważany jest za jednego z najwybitniejszych współczesnych pisarzy. Jest jednocześnie pierwszym i dotąd jedynym peruwiańskim noblistą w dziedzinie literatury. Choć uważam, że nagroda Nobla mocno się zdewaluowała, nie mogę zająć stanowiska i ocenić twórczości Llosy, bo to pierwsza książka autora, jaką przeczytałam. Powieść zupełnie dla mnie niejednoznaczna.

Zaczynałam ją czytać dwukrotnie. Po pierwszym podejściu przeleżała ponad rok, a gdy zabrałam  się za nią ponownie, pobiłam osobisty rekord, 180 stron czytałam prawie dwa miesiące, choć zabrałam ją na wakacje. Nie mogłam się zmusić, wszystko mnie w niej drażniło: charakter głównego bohatera i jednocześnie narratora, cynizm kobiety, którą kochał, język narracji, a szczególnie zdrobnienia (partyzanteczka, Chilijeczka, Japoneczka, ciałko...), ciągłe zwracanie się do siebie głównych postaci per "niegrzeczna dziewczynko" i "grzeczny chłopczyku"... Irytowała mnie porażająca głupota faceta, który traktowany instrumentalnie przez kobietę, którą kochał, wciąż rzucał wszystko, gdy ta potrzebowała pomocy, jego permanentna dyspozycyjność i gotowość do każdego poświęcenia. Przy tym, nie ma ani słowa o powodach tej niezwykłej fascynacji kobietą, poza seksem. Być może nie mam pojęcia o emocjach, ale dla mnie to za mało. Dodam jeszcze, że miejscami autor wręcz epatuje seksem i często bywa wulgarnie.
Samą powieść można zamknąć w sformułowaniu, że jest to historia życia, kilkadziesiąt lat, opowiedziane tak, jakby jedyne ważne było to, co ma związek z kobietą. Zmianie ulegają miejsca akcji: jest Lima, Paryż, Londyn, Tokio i Madryt. Zawsze wtedy, gdy miasto jest tłem dla historycznych wydarzeń: rewolucja młodzieżowa końca lat sześćdziesiątych to Paryż. Londyn został tłem dla zaznaczonej ledwie rewolucji seksualnej lat siedemdziesiątych. Wspomniane jest o komunistycznych i socjalistycznych ruchach rewolucyjnych w krajach południowoamerykańskich i Kubie. Ale o historii jedynie się wspomina, jakby chcąc uzasadnić przemiany w charakterze postaci i konieczność zmiany miejsca. Osią spinającą wszystkie te wydarzenia jest toksyczna, destrukcyjna miłość do kobiety, której jedynym atutem jest atrakcyjność fizyczna.
Nie chcę opowiadać całej książki, może ktoś zechce ją przeczytać. Gdzieś w połowie może, zaczynają być jasne powody bezgranicznego cynizmu głównej bohaterki, choć moim zdaniem nic nie usprawiedliwia takiej postawy życiowej. Ale to moje prywatne zdanie.
Faktem jest też, że stała się rzecz dziwna. Tak jak nie mogłam tej książki zacząć, tak pod koniec nie mogłam się od niej oderwać. Z całą pewnością jest to najdziwniejsza historia o miłości jaką czytałam. Pozostaje tylko pytanie, czy na miarę nagrody Nobla.
Myślę, że jakkolwiek ją oceniać, należy do gatunku tych, które na długo pozostaną w głowie, jestem o tym przekonana.