sobota, 30 kwietnia 2016

Klaśnięcie jednej dłoni, Richard Flanagan






















Klaśnięcie jednej dłoni, Richard Flanagan
przekład Robert Sudół
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016

Druga powieść Richarda Flanagana, sprzed blisko dwudziestu lat (z 1997 roku), pierwszy raz wydana w tym roku przez krakowskie Wydawnictwo Literackie.
Pobiłam chyba rekord czasu czytania tej książki, po kilka stron dziennie. Taki czas, tyle pracy. Od wczoraj myślę co o niej napisać, by namówić do przeczytania. I się motam. Po pierwsze zdałam sobie sprawę, że niewiele się dowiedziałam o głównej bohaterce, poza tym, że miała cholernie trudne dzieciństwo. To eufemizm mający przykryć tułanie się po rodzinach zastępczych, choć nikt ich tak nie nazwał w tej książce. Opuszczenie przez matkę, gdy miała zaledwie 3 lata. Bicie przez ojca, choć powinnam powiedzieć katowanie? znęcanie się? Bił ją w końcu do krwi, a ona później zmywała tę krew ze ścian, podłóg. Nie chodziła do szkoły, bo jej twarz nie przypominała człowieka. Bywało. że była molestowana. Dowiadujemy się tylko, i to już na początku powieści, że ma problem z nawiązywaniem normalnych relacji z mężczyznami. No i jest w ciąży, której nie chce, zamierza dokonać aborcji. Odbywa podróż do ojca, którego nie widziała lata. To i dużo więcej jest pretekstem do opowiedzenia o historii Europejczyków, dla których Australia miała być ziemią obiecaną. Miejscem zapomnienia i oczyszczenia. Okazuje się, że trudno zapomnieć o koszmarze wojny. O widoku pomordowanych, o krzywdzie zgwałconych. Bardzo trudno jest zacząć żyć, porzucając traumatyczne wspomnienia. Nie pomaga ucieczka w alkohol, praca ponad siły, próby stworzenia rodzin. Wszystko jest za trudne, daremne. Uciekinierzy z Europy mają problem z asymilacją kulturową. Bez względu na wykształcenie pracują ciężko fizycznie, nie uczą się języka, żyją w gettach. Przez Australijczyków również uważani za grupę sytuowaną niżej w hierarchii społecznej.  
Reasumując, emigracja okazuje się nie być rozwiązaniem, bo nie można uciec od korzeni, od wspomnień. 
Mimo to, jest to powieść o sile człowieczeństwa. O wielkiej potrzebie miłości, o wybaczaniu, o nadziei. Jest to historia piękna i straszna zarazem. W kilku miejscach pomyślałam, że dobrze, że opowiada ją mężczyzna, bo ustrzegł się melodramatu.
Choć są tu dwa wątki czasowe, ten z lat 50/60 i ten współczesny, z lat dziewięćdziesiątych, świetnie się ją czyta. Sukcesywnie wszystko się wyjaśnia, poznajemy motywy i powody wydarzeń.
Do tego powieść napisana jest z... powiedziałabym, niebywałą lekkością i ładnym językiem. Pewnie niemała w tym zasługa tłumacza.
Jestem przekonana, że każdy kto ją przeczyta, znajdzie powody, dla których warto było poświęcić kilka dni tej naprawdę dobrej powieści. 
Jedna z lepszych powieści jakie czytałam ostatnio. 

3 komentarze:

  1. Fajnie, że tak dobrze ją oceniłaś. Książka już czeka na mojej półce na przeczytanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będziesz zawiedziona, jestem tego pewna.

      Usuń
  2. "Klaśnięcie..." zbiera mnóstwo pozytywnych opinii... i przez to mam jeszcze większą ochotę je przeczytać... Muszę to zrobić koniecznie.

    Pozdrawiam
    Książki - inna rzeczywistość

    OdpowiedzUsuń