niedziela, 19 czerwca 2016

Ścieżki północy, Richard Flanagan


Ścieżki północy, Richard Flanagan
przełożył Maciej Świerkocki
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015

Pomyśleć tylko... książka powstawała przez dwanaście lat i miała sześć wersji zakończenia!
Mój egzemplarz jest naszpikowany fiszkami z ważnymi, moim zdaniem, cytatami, a ja się zastanawiam czy jest sens je załączać. 
Jest to z pewnością książka, która zostanie w mojej głowie na zawsze, jedna z najważniejszych i najpiękniejszych historii. Po raz pierwszy chyba się zgadzam z tym co napisano na okładce książki, mam na myśli opinie ją reklamujące. 
O wojnie w Azji Południowo-Wschodniej napisano mnóstwo książek i nakręcono wiele filmów. Przychodzi mi na szybko do głowy KRÓL SZCZURÓW, MOST NA RZECE KWAI, CIENKA CZERWONA LINIA... Ta powieść jest inna. Wielowątkowa i pokazująca, że jest wiele prawd i wiele uzasadnień dla dobra i zła. Pokazuje również, że konfrontacja z Japończykami to było zderzenie dwóch kultur o zupełnie innej mentalności. Kodeks Bushidō, którym kierowali się Japończycy, był niezrozumiały, a może raczej trudny do zaakceptowania, dla ludzi wywodzących się z kultury europejskiej. I to niewyobrażalne okrucieństwo, którego doświadczyli więźniowie Japończyków: wiwisekcje, kilkugodzinne katowanie, aż ofiara przestawała przypominać człowieka, zmuszanie do pracy ludzi, którzy byli chodzącymi trupami... Powieść w niezwykle realistyczny sposób opisuje warunki przetrzymywania jeńców w japońskich obozach. A dodać należy, że miejscem przetrzymywania była tropikalna puszcza, dochodzą więc choroby tropikalne: czerwonka, cholera, beri-beri...
Więźniowie mieli swoje sposoby na przetrwanie. Gdy jeszcze mieli siły, wystawiali sztuki, grali, śpiewali... Po latach jeden z japońskich oprawców powiedział, że chyba nie było Australijczykom tak źle w obozie, skoro śpiewali.        
Bohater powieści jest oficerem i lekarzem. Wstrząsające są opisy jego walki o ratowanie żołnierzy. Operowanie bez światła, stosowanie wygotowanych jelit zwierzęcych jako nici chirurgicznych, bez znieczulenia, bez środków przeciwbakteryjnych. Operowanie, gdy nie było już kawałka kończyny, którą można by jeszcze amputować ratując życie, bo gangrena pochłonęła wszystko. Ludzie wykrwawiali się na namiastce stołu operacyjnego, a śmierć była wyzwoleniem. 
Współcześni historycy nie potrafią nawet podać liczby osób, które straciły życie przy budowie kolei birmańskiej. 
Tak to zostało podsumowane w powieści: "Po kilku miesiącach od zakończenia wojny zaczął się koniec Linii.Tajowie ją opuścili, Anglicy rozebrali, a resztki wyciągnęli i rozebrali tubylcy...Tam gdzie królowała śmierć, powróciło życie...zaczęły kiełkować nasiona, pośród ludzkich czaszek, kości udowych i połamanych stylisk od kilofów...Człowiek to tylko jedna z form istnienia..." I to wszystko na darmo. Tysiące bezsensownie przerwanych istnień. Bo jak w innym miejscu pisze autor, nie pozostało z tego wysiłku nic, nawet państwo, w którym to wszystko się działo. 
A po wojnie ukarani zostali najmniej winni. Na przykład strażnicy koreańscy, którzy w jakimś sensie sami byli ofiarami. A przez Japończyków traktowani jak podludzie. Zbrodniarze albo mieli środki by się ukryć, albo byli zbyt cenni dla aliantów, bo zmienił się WRÓG. Bo w międzyczasie Japonia z wroga stała się sojusznikiem. Wiedza zdobyta w doświadczeniach mogła być wykorzystywana w walce z Rosjanami. W tym broń biologiczna testowana na amerykańskich i australijskich jeńcach. 
W powieści jeden z ukrywających się komendantów obozu, zastanawia się dlaczego to on jest na liście poszukiwanych, skoro tylko robił to, co do niego należało. Dlaczego nie pociąga się do odpowiedzialności cesarza? Hipokryzja i polityka. 
Trudno też się nie zgodzić z Flanaganem, że historia wiele wypacza. Bo czy Napoleon nie był zbrodniarzem? Czy faraonowie zmuszający do niewolniczej pracy przy budowie piramid nie byli zbrodniarzami? Kto o tym pamięta? Większość i tak zachwyca monumentalny charakter budowli, a los tysięcy ofiar? No cóż, to przy okazji.
Powieść nie jest tylko o wojnie, choć wywarła wpływ na ofiary i katów. Jedni z tego wyciągnęli wnioski, inni niczego się nie nauczyli, niczego nie zrozumieli. Tych co przeżyli połączyła silna więź. Jest tu taka piękna scena. Jeden z żołnierzy marzył, że gdy wróci do domu, pójdzie do takiej restauracji rybnej, w której bywał przed wojną z żoną. Tam w akwarium pływały ryby, które można sobie było wybrać do przyrządzenia. Któregoś razu doszedł do wniosku, że te ryby są jak oni w tym obozie, więc po wojnie je wypuści. Kupi wszystkie i wyniesie do oceanu. Nie przeżył, zrobili to ci, którym się udało. Po jakimś wieczorze w barze. 
Ta powieść jest też o miłości, o życiu i śmierci. O tym, że gdy ma się szczęście, to u schyłku życia można doświadczyć ZROZUMIENIA. Gdy ma się szczęście. 
Jest też tu o ogromnej roli przypadku.
Wszystko napisane w taki sposób, że wrzyna się w głowę, że się tej książki nie czyta, lecz przeżywa. 
Ogromne wrażenie zrobiły na mnie nawet nie same opisy zdarzeń, ale wybiegające w przyszłość komentarze.
"Za osiemnaście miesięcy-sześć więcej, niż dawali jej lekarze-zostanie pochowana na podmiejskim cmentarzu, na niczym niewyróżniającym się placu pośród całych akrów podobnie niewyróżniających się grobów. Nikt nigdy więcej już jej nie zobaczy, po pewnym czasie zatrą się wspomnienia jej siostrzenic, a wtedy, zresztą tak jak i one same znikną. Jedyne co pozostanie, lśniące w długiej nocy ziemi, to ten naszyjnik z perłą, w którym, o co poprosiła już wcześniej, miała zostać pochowana."
Bo czy to nie jest najsmutniejsze w umieraniu, że żadne emocje, żadne wielkie uczucia i uczynki, nie przetrwają próby czasu? Że tak długo istniejemy, jak długo ktoś o nas pamięta?
Albo historia trąbki...Jeden z bohaterów strzegł jej przez cały pobyt w obozie, bo była jedyną cenną rzeczą jaką posiadał. Ona wzywała do zbiórek i na niej grał na pogrzebach przyjaciół i kolegów. Miał ją przez resztę życia, a dożył prawie setki. I ta trąbka została sprzedana za pięć dolarów na wyprzedaży garażowej przez jego córkę, dla której nic nie znaczyła. Ot, pogięta stara trąbka. 
Tę książkę trzeba przeczytać. 

5 komentarzy:

  1. Dzień dobry Krysiu. Piękna recenzja Krysiu. W pełni oddaje całą prawdę o tej książce. Jest na niesamowicie prawdziwa, wręcz bolesna. Muszę powiedzieć, że mnie emocjonalnie trochę przygniotła. Ukazała bolesną prawdę o życiu, jego niesprawiedliwości, przypadkowości. Przeczytałam wiele książek o tematyce holocaustu, ta książka mimo, że tematyka podobna, rzuca inne światło na ludzkie losy. Chciałoby się zmienić losy bohaterów, wyprostować ich ścieżki...Książka warta uwagi, zdecydowanie.Pozdrawiam, Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry Olu:) nawet nie wiesz jak się cieszę, że napisałaś:) nie ukrywam, że przyszło mi do głowy, że Twoja opinia jest tak skrajnie różna od mojej, że nie chcesz nic pisać, by nie sprawiać mi przykrości :) to Ty pięknie napisałaś o tej książce i we wszystkim się z zgadzam... dużo myślałam i o losach bohaterów i o smutku przemijania, zapomnieniu...bez względu na wagę przeżyć...poruszająca do bólu lektura; pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  2. Twoją recenzję przeczytałam kilka dni temu ale byłam z rodziną na "urlopie" i nie miałam okazji napisać. Jakbym miała odmienne zdanie pewnie też bym napisała. Póki co zaczęłam Zagadnienia i po kilku pierwszych stronach na razie ciężkoz mi się wczytać...Mam nadzieję, że dalej będzie lepiej�� Ola

    OdpowiedzUsuń
  3. Olu wczytaj się, zwróć uwagę na język, na relacje Blue z ojcem, na jej sposób wypowiadania się... przebrnij przez ten początek, fabuła jest "przy okazji" no i mnie zaskoczyło zakończenie

    OdpowiedzUsuń
  4. Na pewno ta lektura wymaga od czytelnika skupienia. Opieram się na Twojej opinii, którą mam nadzieję podzielić :)

    OdpowiedzUsuń