wtorek, 11 października 2016

Tysiąc wspaniałych słońc, Khaled Hosseini




Tysiąc wspaniałych słońc, Khaled Hosseini
przekład z angielskiego Anna Jęczmyk
Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz sc, Warszawa 2014

"-Naucz się tego, i to dobrze córko. Tak jak igła kompasu zawsze pokazuje północ, tak oskarżycielski palec mężczyzny zawsze znajdzie kobietę. Zawsze. Pamiętaj o tym Mariam. "

Ten cytat wcale nie dotyczy sytuacji kobiet w krajach islamskich. Wystarczy przeczytać statystyki sądowe. Większość ofiar gwałtu nie zgłasza przestępstwa, bo sposób w jaki są przesłuchiwane sugeruje ich winę. Były nie tam gdzie powinny, były prowokacyjnie ubrane, zachowywały się niestosownie. No i sądy są wyjątkowo łagodne dla sprawców przestępstw seksualnych. 
Nie policzę ile razy zabierałam się, żeby napisać kilka słów o tej powieści. Wszystko wydawało mi się zbyt banalne wobec tego co się dzieje wokół. I jak tu pisać o potwornościach wojny w jakimś dalekim Afganistanie, gdy na ulicach mojego kraju kobiety walczą o prawo do decydowania o swoim życiu.
Zbyt dużo się dzieje ważnych rzeczy, by móc się skupić na literaturze, choćby najlepszej.
Mam wrażenie, że jest coś destrukcyjnego w ludziach. Że gdy zaczyna im się zbyt fajnie żyć, trzeba wszystko spieprzyć.
Dochodzi do tego aspekt religii, a starałam się dotąd bardzo unikać wypowiadania się na ten temat, by nikogo nie urazić. Wmawia się nam, że są religie lepsze i gorsze. A ja mam wrażenie, że w każdej chodzi tylko o władzę i pieniądze. Choć, szczerze, to jedno i to samo.
  
Historia ludzkości to historia wojen, rewolucji i walk o co się tylko da. Świat jest światem mężczyzn. Kobiety są by rodzić kolejne pokolenia walczących, bywają nagrodą i trofeum. Paradoksalnie, mówiąc o ochronie kobiet, stosuje się wobec nich przemoc. Ogranicza się ich edukację, każe zakrywać ciało, nie pozwala samodzielnie opuszczać domu. Ojciec pilnuje córki, a później jej mąż, syn... Za problemy z seksualnością mężczyzn karane są kobiety. 
Ta piękna powieść opowiada o losach dwóch kobiet, które zostały poślubione przez tego samego mężczyznę. O przemocy, wojnie, miłości i nadziei jednocześnie. O sile przyjaźni i niepoprawnym ludzkim optymizmie. 
Mówiąc o sytuacji w Afganistanie, padają przygnębiające słowa, które wcale nie dotyczą tylko tego skrawka ziemi zapomnianego przez boga.
Ktoś mówi, że wobec wroga zewnętrznego, wszyscy potrafią się zjednoczyć i wspólnie walczyć, ale gdy tego wroga brakuje, natychmiast zaczynają walczyć między sobą. 
Przygnębiające i boję się, że w dużym stopniu dotyczy również miejsca, w którym żyję.   
Podsumowując, jest to powieść, która pozostaje w głowie, stanowi ogromny materiał do refleksji, napisana tak, że nie można się od niej oderwać. Niezwykła. Lektura obowiązkowa.

PS: widziałam ostatnio zdjęcia dzieci syryjskich; pokaleczonych maluchów żyjących wśród gruzów, z bezmiarem smutku w oczach; ktoś zrobił zdjęcie fotografce, której łzy ciekły po twarzy, gdy robiła te zdjęcia; widziałam też minutowy film z jakiejś uroczystości w kościele, gdy kapłan podchodzący do ołtarza ciągnął dziesięciometrowy tren w kolorze purpury; i pomyślałam, że ten świat jest do niczego i kolejny raz powtórzę za pastorem Pascalem, że "doświadczenie uczy nas dostrzegać olbrzymią różnicę między dobrocią a pobożnością".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz