niedziela, 27 listopada 2016

Szklany klosz, Sylvia Plath


Szklany klosz, Sylvia Plath
przekład z angielskiego Mira Michałowska
Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa, 1975

Dziwne są powroty po latach do przeczytanych książek. Niemal zawsze co innego się w nich odnajduje. Pomyślałam właśnie, że gdy ja zaczynałam życie, Sylvia Plath podjęła decyzję o jego zakończeniu. Strasznie przygnębiające. 
Czasem o niej myślę i zastanawiam się kim byłaby teraz. Co osiągnęłaby, gdyby żyła dłużej. 

SZKLANY KLOSZ to jedyna powieść Plath, przy tym o charakterze autobiograficznym. Ukazuje inteligentną, młodą kobietę przez krótki fragment jej życia. Wystarczający jednak, by nie mieć wątpliwości, że jest niezwykle wrażliwa, spostrzegawcza, a w swych poglądach znacznie wyprzedza epokę. 
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że widziała ludzi jak przez aparat rentgenowski. Miała czujnik fałszu. 

Była bardzo ambitna i twórcza, zawsze wiedziała, że chce pisać. Wysyłała do gazet i wydawnictw opowiadania i utwory poetyckie. Zdobywała mnóstwo nagród, stypendia i wyróżnienia. Ukończyła prestiżowy Smith College. Lato 1952 roku spędziła w Nowym Jorku, zdobywając pierwszą nagrodę miesięcznika MADEMOISELLE. Zupełnie niezrozumiałe jest to, że opisana w powieści próba samobójcza, będąca skutkiem depresji, miałą miejsce zaraz po powrocie z Nowego Jorku. Sam staż w liczącym się czasopiśmie był nobilitacją, była zachwycona wielkomiejskim życiem, znanymi ludźmi, eleganckimi restauracjami...

Biografowie Sylvii Plath podkreślają, że nie była osobą chorą psychicznie, tylko co jakiś czas cierpiała na depresje. Ale to raczej problem semantyczny, bo różnica tkwi tylko w definiowaniu pojęć. Prawda jest taka, że trudno zmierzyć cierpienie, głębokość smutku, poczucie bezsensu istnienia. 

Od czasu do czasu, zarówno w SZKLANYM KLOSZU, jak i w relacjach dziewcząt ze stażu w MADEMOISELLE, wyłania się po prostu piękna dziewczyna, radosna i szczęśliwa. Lubiącą modne ciuchy, dobre jedzenie i facetów.  Tym bardziej zaskakuje stan w jakim wróciła do domu. To, że zupełnie odizolowała się od otoczenia, że cierpiała na bezsenność, że dotarła do momentu, w którym w sposób przemyślany, nie impulsywny, podjęła kolejną próbę samobójczą.
Abstrahując od stanów psychicznych bohaterki, w warstwie fabularnej, powieść ma charakter obyczajowy i świetnie opisuje przemiany zachodzące na początku lat pięćdziesiątych. Przede wszystkim w SZKLANYM KLOSZU widoczna jest zapowiedź rewolucji seksualnej i ruchów emancypacyjnych kobiet. Dlatego ze względu na warstwę obyczajową, powieść bywa porównywana do BUSZUJĄCEGO W ZBOŻU J.D. Salingera.  

Samobójstwo jest niewyobrażalnym dramatem. Przerażające jest to, że można tak cierpieć, że chce się to definitywnie zakończyć. Przeraża mnie nieodwracalność czynu, brak instynktu samozachowawczego i ogrom nieszczęścia. 
Trudno mi oceniać wartość literacką utworu. Jest przede wszystkim zdominowany przez dramat Sylvii Plath. Czytając, cały czas szukałam odpowiedzi i jej nie znalazłam. A przekaz jest niezwykle prosty, podobnie język. Nie wiem czy to bardziej zasługa tłumacza, czy styl Plath.

I tak bardzo mi żal jej nieprzeżytego życia.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz