poniedziałek, 17 lipca 2017

Strasznie głośno, niesamowicie blisko, Jonathan Safran Foer


Strasznie głośno, niesamowicie blisko, Jonathan Safran Foer
przełożył Zbigniew Batko
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2007

"Szkoda, że trzeba całego życia, żeby się nauczyć, jak żyć, Oskarze."

Ktoś powiedział, że nie jest to powieść o zamachu na WTC 11 września 2001 roku, tylko o każdym dniu po nim. I jest to chyba najkrótsze streszczenie tej książki.  
Historia opowiedziana z perspektywy dziewięcioletniego chłopca, jest tylko pretekstem do przedstawienia wielu historii o tym, w jak różny sposób ludzie próbują uporać się z dramatem, ze stratą najbliższych i mimo traumy, żyć dalej, bo "Życie jest bardziej przerażające niż śmierć."To stwierdzenie pada w powieści kilka razy.

Bohaterem powieści i narratorem jest Oskar, chłopiec, który sam o sobie mówi, że jest wynalazcą, muzykiem, frankofilem, pacyfistą, jubilerem, kolekcjonerem, aktorem szekspirowskim i ateistą.
A jest również, a może przede wszystkim zagubionym dzieckiem, które nie może pogodzić się z bezsensowną śmiercią swego ojca. Bezsensowną choćby dlatego, że ludzie, którzy go zabili (co podkreśla), nawet go nie znali.

Konstrukcja fabuły jest tak pomyślana, że włączenie kolejnych opowieści staje się naturalne. Otóż Oskar szperając w garderobie ojca, strąca stojący na półce wazon, kupiony dla żony na zbliżającą się rocznicę ślubu. Nota bene, 14 września. Z wazonu wypada kluczyk w kopercie z napisem BLACK.
Chcąc się czegoś dowiedzieć o ojcu, za którym tęskni, przez prawie 8 miesięcy odwiedza w różnych częściach NY ludzi o tym nazwisku. Zatem pojawia się w powieści zagadka, która wyjaśniona zostaje niemal na ostatnich stronach. Kim jest tajemniczy Black, co łączy go z ojcem, od czego jest kluczyk. A każda z odwiedzanych osób lub rodzin opowiada swoją historię. 

Szczerze mówiąc, zagadek jest więcej, bo jest też drugi wątek powieści. Dziadkowie Oskara pochodzą z Niemiec, z Drezna. 13 i 14 lutego 1945 roku, lotnictwo amerykańskie i brytyjskie dokonało dywanowych nalotów na Drezno, w których zostało zniszczone około 40 km kw. miasta. Użyto między innymi bomb zapalających i jak się szacuje zginęło około 25 tysięcy ludzi.
Ta tragedia ma swe konsekwencje w całym życiu dziadków Oskara.
Warto podkreślić, że fakt iż narratorem jest dziewięciolatek nie powoduje, że powieść jest infantylna. Chłopiec jest szalenie inteligentny, zadaje mnóstwo pytań, które zmuszają do przemyśleń. Przy tym jest bardzo spostrzegawczy i znacznie doroślejszy niż wskazuje jego wiek.
Ta powieść przez ilość zadawanych pytań, wątpliwości, zmusza do poszukiwań.

J. S. Foer, rocznik 1977, jest autorem kilku powieści, z których dwie zostały zekranizowane, jest laureatem prestiżowych nagród.
Pisze w sposób emocjonalny do tego stopnia, że niektórzy krytycy zarzucają mu granie na emocjach, nadużywanie, manipulowanie emocjami.
Powiedzmy, że jest to opinia subiektywna, do której się nie odniosę. Chciałabym tylko podkreślić, że nie trzeba o uczuciach pisać, by były one obecne w powieści. A od emocji się w niej gotuje.
Praktycznie w każdych relacjach. Oskara z rodzicami, z dziadkami, z odwiedzanymi ludźmi.

Nagromadzenie emocji jest tu tak duże, że z jednej strony nie mogłam się od niej oderwać, gdy zaczynałam czytać i zmusić się do czytania, gdy od niej odchodziłam. Trudno było mi pozostać obojętną w stosunku do tej historii. 
Zadziwiające, że książka bardzo podobnie została odebrana przez osobę, która mi ją rekomendowała.

Znalazłam w niej też kilka interesujących cytatów. Na przykład ten, będący przemyśleniami jednego z mieszkańców Drezna, który przeżył bombardowania z 1945 roku: "Kiedy wydawało mi się, że umieram pod mostem Loschwitz, miałem w głowie jedną uporczywą myśl: <Nie przestawaj myśleć.> Dopóki myślałem byłem żywy. Ale teraz jestem żywy i myślenie mnie zabija...."

A wracając jeszcze do autora, jego ostatnia powieść, HERE I AM, została przez krytykę literacką zaliczona do książek, które absolutnie należy przeczytać.

Obejrzałam też ekranizację tej powieści, choć robię to niezwykle rzadko. Jeszcze rzadziej, w mojej opinii, film jest w stanie dorównać książce. A tu mnie zaskoczono. Świetna rola małego Thomasa Horna jako Oskara, to jedno, ale zobaczyć Sandrę Bullock i Toma Hanksa w rolach drugoplanowych, bezcenne. Do tego Max von Sydow, którego uwielbiam, świetna Viola Davis i John Goodman.

Polecam i film, i książę, wyjątkowo. 



czwartek, 13 lipca 2017

Kotlina Kłodzka


Widok na mury obronne Zamku Leśna Skała

Dni spędzone w Kotlinie Kłodzkiej, były tak intensywne, że po powrocie mieliśmy wrażenie znacznie dłuższego pobytu.
Wróciliśmy oczarowani i z postanowieniem, że koniecznie trzeba tam pojechać na dłużej.
Przede wszystkim, Kotlina stwarza tak różne możliwości spędzenia czasu, że jest to miejsce niemal dla każdego. Można połazić po niezwykle malowniczych trasach turystycznych, zwiedzić ogromną ilość zamków, twierdz, pałaców, muzeów...
Można spędzić czas nad wodą, w parkach zdrojowych, skorzystać z wypożyczalni rowerów, jeśli nie ma się własnych, a są świetne trasy rowerowe.
Same zabytki są też o tak różnym charakterze, że pewnie każdy znajdzie coś co go interesuje.
Fascynujące jest również to, że na obszarze, który jest całkiem do ogarnięcia, zagęszczenie miejsc i obiektów do odwiedzenia jest ogromne. Wszystko w promieniu kilkunastu lub kilkudziesięciu kilometrów.


Bazylika w Wambierzycach


Zamek Leśna Skała w Szczytnej

Wprawdzie samego zamku nie można zwiedzić, bo znajduje się tu dom pomocy społecznej, ale otoczenie, panorama i trasa na zamek powodują, że warto tu zajrzeć.





Duszniki Zdrój znalazły się na trasie naszego wyjazdu, między innymi dlatego, że chciałam odwiedzić miejsce, w którym byłam w czasach liceum na zimowisku. Bardzo, bardzo dawno temu...
Malowniczo położone miasteczko z ładnym parkiem zdrojowym nie rozczarowało mnie.
Jest klimatyczne, czyste, barwne i oferuje mnóstwo atrakcji.








Stacja meteorologiczna w parku zdrojowym w Dusznikach Zdrój




To zdjęcie nie jest najlepszej jakości, ale dużo mówi o dynamice pogody w górach, nawet tak niewysokich jak te w okolicach Dusznik.

Koniecznie chciałam odwiedzić Schronisko Pod Muflonem, w którym kiedyś mieszkałam przez całe dwa tygodnie. Pamiętałam wspólną łazienkę z lodowatą wodą, młodnik iglasty za schroniskiem i zagrodę z kilkoma muflonami.
Las iglasty jest teraz taki jakby rósł od początku świata, po muflonach nie ma śladu, a reszta jakby czas się zatrzymał. Pomyślałam sobie, że są miejsca z przeszłości, których nie powinno się odwiedzać ponownie. Przynajmniej zostałyby ładne wspomnienia. Schronisko jest zniszczone, niedofinansowane choć tętni życiem. Zastaliśmy w nim naprawdę dużo ludzi.


Kudowa Zdrój, to chyba jedno z najpiękniejszych miejsc w Kotlinie Kłodzkiej!
Organizowany jest tu Festiwal Moniuszkowski i mnóstwo w wystroju miasta do muzyki nawiązuje, na przykład PARK MUZYCZNY z instrumentami, czy płotki w pięciolinie z nutami.
Kudowa ma charakter i klimat.








Ławeczka Ogrodnika, która mnie zachwyciła, również dlatego, że nie przedstawia bardzo znanej osoby.




Twierdza SREBRNA GÓRA to ewidentnie nie moja bajka. Wybraliśmy się tam, bo znaleźliśmy świetnie zrobioną reklamę obiektu, do tego z bardzo dobrymi zdjęciami. I się nacięliśmy. 
Po pierwsze nie można tam wjechać samochodem, bo na trasie jeździ traktor ciągnący wagoniki i zrobiony na coś dziwnego, do tego robiący mnóstwo hałasu. Trasa do twierdzy jest dość wredna, bo stroma a panowie z parkingów oszukują, mówiąc, że można się tam dostać w 15 minut. Widziałam bardzo młodych ludzi, którzy wyglądali jak przed wylewem, po przejściu tej trasy w prawie trzydziestostopniowym upale. 
Wejściówka 17 złotych od osoby, parking 7 zł, po to by w pyle i kurzu pobłąkać się po twierdzy, która mimo ciekawej historii jakoś mnie nie zachwyciła. 
Do tego te pamiątki do kupienia: drewniane mieczyki, szabelki i proce. Za dodatkową opłatą można sobie postrzelać, pojęcia nie mam po co.


Aby nie było zbyt pięknie, mam też kilka uwag krytycznych.
Zastanowiła mnie pewna sprzeczność. Mnóstwo ludzi, w każdym wieku uprawiało jakiś rodzaj aktywności fizycznej: nordic walking, biegi, rowery... Natomiast można pomarzyć, aby w restauracjach znaleźć coś zdrowego do jedzenia. Wegetariańskiego i wegańskiego w szczególności. Wszędzie króluje golonka, flaki i mięcho. Jak udało nam się zamówić pierogi, to pływały w tłuszczu, roślinnym, ale zawsze tłuszczu. I nie ma znaczenia standard restauracji. 
Rozmawialiśmy z człowiekiem, który przyjechał z dwójką kilkulatków i miał autentyczny problem gdzie i czym je karmić. Szczerze mówiąc, jeśli mam szukać apartamentu z aneksem kuchennym, by gotować coś jadalnego, to po licho mam gdzieś wyjeżdżać?

  

poniedziałek, 10 lipca 2017

Parada absurdów, albo czujnik fałszu

"To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia." Jonathan Carroll

Nie przestałam pisać, tylko przestałam publikować. Czasem się dziwię, że wciąż tyle osób tu zagląda. A mój problem polega na tym, że nie mogę się oprzeć przekonaniu, że wszystko jest bzdurą wobec tego co się dzieje.

- Przygotowuję uczniów z profilu biologiczno- chemicznego do matury z chemii, którą trzeba napisać na ponad 80%, aby móc studiować medycynę. Zastanawiam się, czy powinnam przeprowadzać wywiad i wypytać o zamiar podpisania "klauzuli sumienia". Bo jeśli taki ktoś, zamiast leczyć ma "nawracać", to po cholerę mój trud? Może powinien zostać ogrodnikiem, fryzjerem, krawcem? Będąc takim krawcem na przykład, mógłby wpływać ewentualnie na głębokość dekoltu lub długość spódniczki w zgodzie ze swoim sumieniem, a nie decydować o czyimś życiu?

- Zwiedzając Wambierzyce w Kotlinie Kłodzkiej, znalazłam na miejskiej tablicy ogłoszeń szczątki plakatu, który informował o koncercie pod tytułem "Przystanek niepodległość". 
Zastanawiają mnie dwie rzeczy. Pod czyim zaborem jest Ziemia Kłodzka, że walczy o niepodległość i fakt, że tego typu imprezę współfinansują państwowe firmy, takie jak NBP, TVP, TV Republika, Polskie Radio oraz fundacje PZU, PKO i inne.
Obawiam się, że za społeczne pieniądze robi się ludziom wodę z mózgu i chyba czas się bać! (kawałki plakatu poniżej, można powiększyć)




-Pewna młoda mama, na instagramie, pod zdjęciem uroczego dzieciaka, napisała jak to jest wdzięczna mężowi, że przekonał ją do pozostania w domu i zajęcia się dzieckiem rezygnując z pracy zawodowej. 
Jak widzę tego typu tekst, mam nieodparte wrażenie, że autorka musi często to sobie powtarzać, żeby nie przestać w to wierzyć. Ewentualnie, cynicznie pisze to, co wie, że się dobrze sprzeda. Bo czy nie jest DOBRZE POSTRZEGANE być MATKA POLKĄ?

- Gdziekolwiek się obrócę, spotykam informacje, że coś wyremontowano, odbudowano, odnowiono... z unijnych środków. Dotyczy to dróg, obiektów zabytkowych, muzeów... Czy nie jest szczytem hipokryzji brać pieniądze z Unii i być jej przeciwnikiem? 

- Oprowadzający po Twierdzy SREBRNA GÓRA, sympatyczny skądinąd przewodnik, opowiedział historię jakiegoś żołnierza, który został operowany i w konsekwencji tej operacji "przestał być mężczyzną", co miało być eufemizmem mówiącym o kastracji. 
Gdyby to powiedziała kobieta, stwierdziłabym: seksizm. Ale jeśli dorosły mężczyzna sprowadza BYCIE MĘŻCZYZNĄ do posiadania penisa, to obawiam się, że coś jest nie tak z myśleniem. A może się mylę?

- Ostentacja, to słowo, które wraca do mnie jak bumerang. I zjawisko, którego nie znoszę, nie rozumiem i trudno mi zaakceptować. Przejawem ostentacji jest noszenie tak zwanej odzieży patriotycznej, demonstracyjne obnoszenie się z religijnością, umieszczanie symboli religijnych na każdym miejscu, podkreślanie na każdym kroku JA-POLAK, JA-KATOLIK. 
Myślę wręcz, że ludzie mają z tym duży problem. Byłam w kilku miejscach na świecie i nigdzie nie spotkałam tak "natarczywego" epatowania tzw religijnością i tzw patriotyzmem (z akcentem na tzw). Na wszystkich zameczkach, dworkach, pałacykach flagi lub orły. To wszystko ewentualnie przemieszane z symbolami religijnymi.
A ja uważam, że to jest tak, jak z tą młodą mamą wyżej, ludzie nie mający problemów z własną tożsamością, nie muszą niczego dowodzić.
A niech przypomnę jeszcze, że patriota płaci podatki, pracuje a nie wyciąga kasę z socjala, nie skopie kosza na śmieci, nie wytłucze lampy ulicznej i nie pozostawi sterty śmieci na miejscu biwakowania.
To tyle.