niedziela, 17 grudnia 2017

Tajemnica rodu Hegartych, Anne Enright



Tajemnica rodu Hegartych, Anne Enright
Przekład Anna Kołyszko
Wydawnictwo Literackie, Kraków


Przy tej książce kolejny raz pobiłam rekord, bo niespełna trzysta stron niewielkiej książeczki czytałam ponad trzy miesiące! Choć byłam bardzo ciekawa, co za tajemnicę kryje historia rodziny, nie mogłam się zmusić do jej czytania. Dziwne, bo po pierwszych stronach byłam nią oczarowana. Może pod wpływem kilku sformułowań z pierwszych stron, na przykład to, że „matka uosabia zapomnienie”, że była „mglista”. Taki nieoczywisty sposób użycia słów. Później było trochę gorzej, choć powieść z wielu powodów zasługuje na uwagę.
Narratorką jest jedną z dwanaściorga dzieci Hegartych. Tyle urodziło się żywych, ponoć było również wiele poronień. Dzieci były głównie zdane na siebie, znosiły ciuchy jedno po drugim, podkradały sobie ciuchy, gdy nie było czystych, wychowywały się nawzajem, bywały głodne, pozbawione opieki. Czasem podrzucano je babce. Matka cały czas była w ciąży. Albo źle się czuła, albo zajęta była niemowlęciem. Cokolwiek się w rodzinie działo, oceniane było przez pryzmat religii. Przecież rzecz dzieje się w katolickiej Irlandii w połowie XX wieku.
Ze względu na stosunkowo dużą różnicę wieku między pierwszymi a ostatnimi dziećmi, z więzią też było różnie. Trzymały się z reguły te bliżej siebie wiekowo. Tyle w kwestii charakterystyki bohaterów.
Historia zaczyna się, gdy jeden z braci popełnia samobójstwo. Narratorka, która była z nim najbardziej zżyta, opowiada o dzieciństwie, próbując znaleźć powody samobójstwa. Odkrywa pełną domysłów przeszłość babki i to, czego doświadczyli w dzieciństwie. Choć przeżycia spowodowały tak dużą traumę, że sama narratorka nie jest pewna, czy wspomnienia są faktami, czy domysłami, czy dotyczą tylko brata, czy również jej.
Nie jest to czytadło z gatunku słodkich historyjek rodzinnych. Nie jest to najlżejsza lektura, ani najgrzeczniejsza. A gdy uwzględni się, że dotyczy kraju o katolickich korzeniach, robi się szczególnie przygnębiająca.
Dwa cytaty szczególnie utkwiły mi w pamięci:
„W życiu zakochujemy się w tak niewielu osobach, które potem już na zawsze w nas pozostają.”
„Nie ufam rozmodlonym mężczyznom. Kobiety nie mają oczywiście wyboru – ale o czym myślą mężczyźni na klęczkach? Modlitwa chyba nie leży w ich naturze: są zbyt dumni.”

Smutnym wnioskiem z lektury, po raz kolejny zresztą, jest to, że z religijnej gorliwości wynika więcej złego niż dobrego.
I to, co już gdzieś wcześniej napisałam, dzieciństwo to strasznie niebezpieczny okres. Tak bardzo niebezpieczny, że aż dziw, że tyle dzieci go przeżywa bez szwanku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz