poniedziałek, 31 grudnia 2018

Gottland, Mariusz Szczygieł


Gottland, Mariusz Szczygieł
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2016


Od pierwszego wydania w 2006 roku, ten zbiór reportaży, został przetłumaczony na kilkanaście języków i otrzymał lawinę nagród. 
Uświadomił mi jak mało wiem o historii współczesnej, nie mówiąc już o historii naszych południowych sąsiadów. 
Nie wiem, czy lektura książek Mariusza Szczygła zapoczątkowała moje zainteresowanie Czechami, czy było odwrotnie. Faktem jest, że w czasie wakacji w Kudowie, gdy od śmierci z nudów uratował nas stos zabranych książek i prac moich uczniów do sprawdzenia, studiowaliśmy historię Habsburgów i ... karierę Mariusza Szczygła. Konsekwencją był też wyjazd do Pragi, która zawsze była zbyt bliska, zbyt oczywista, gdy ustalaliśmy kolejne wyjazdy. 
Z Pragi wróciliśmy oczarowani, zazdrośni zawistnie, że ONI mają TO, co u nas zrównano z ziemią. Nie w głowie nam było poszukiwanie śladów Kafki, choć wróciłam w butach Baty. Ale wtedy jeszcze nie miałam pojęcia o czeskich korzeniach koncernu. 
GOTTLANDU nie ośmielę się recenzować. Wspomnę tylko, że mnie zachwycił. Nie potrafię też powiedzieć, który z reportaży zrobił na mnie większe wrażenie. Może ten o rodzinie Batów, o ich pokręconych losach? 
Zafascynowała mnie postać Jaroslavy Moserovej, a w kontekście tej historii, smutna konkluzja na temat "rewolucji pożerającej własne dzieci". Przygnębiająca refleksja, że cokolwiek robi się dla ludzi i w ich interesie, w końcu i tak wygrywają populiści. 
Próbowałam dociec jak bardzo losy opozycjonistów czeskich były różne od polskich. Z pewnością za mało wiem, żeby wysuwać jakieś wnioski, ale odnoszę wrażenie, że komunizm w Czechosłowacji był bardziej restrykcyjny. 
Większość książki przeczytałam dwa-trzy razy. Dzień przerwy powodował, że traciłam kontekst. Najlepiej byłoby ją przeczytać bez przerwy, ale się nie da. Za to przy postscriptach pobiłam rekord, bo czytałam je w kółko. 
Doskonale rozumiem różnicę między słowem pisanym a mówionym, nie dziwi mnie więc dyskomfort autora, związany z brakiem legato w trakcie czytania fragmentów na wieczorach autorskich. No i to dla mnie kolejny dowód perfekcjonizmu. 
Mariusz Szczygieł jest mistrzem słowa. 
Podoba mi się to, że przypisanie własnej myśli jednej z bohaterek, jak napisał autor, UWIERAŁO i zmusiło w kolejnych wydaniach ten fakt skorygować. Wyłapałam ten fragment, zanim doczytałam, że nie dawał spokoju!
Jestem pod wrażeniem pracy włożonej w zebranie materiału, ogromnej ilości korespondencji i rozmów by go zgromadzić.
Na Wikipedii w jednej z przytoczonych recenzji, Aleksander Kaczorowski stwierdził, że Gottland to „książka, za którą reporter „Gazety” powinien otrzymać honorowe obywatelstwo Republiki Czeskiej”, trudno się nie zgodzić.
Ta książka powinna być lekturą obowiązkową, trudno przecenić jej rolę edukacyjną, zarówno pod względem merytorycznym jak i językowym. 
I pomyśleć... przeczytałam ją 12 lat po premierze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz