środa, 19 grudnia 2018

Śmierć Komandora. Metafora się zmienia T. 2., Haruki Murakami


Śmierć Komandora. Metafora się zmienia T. 2., Haruki Murakami
Przekład z japońskiego Anna Zielińska-Elliott
Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, 2018

1. Zacznę od zabawnej sytuacji. Zanim napisałam kilka przemyśleń po przeczytaniu pierwszego tomu, skontaktowała się ze mną pani z firmy, która tak pisze o sobie:

Komunikujemy projekty
i produkty kulturalne. 
Tworzymy strategie budowy 
wizerunku firm oraz samorządów 
w oparciu o zaangażowanie 
w kulturę i sztukę. 
Realizujemy kompleksowo 
działania promocyjne.

Zaproponowano mi przesłanie obu tomów w zamian za napisanie recenzji. Wspomniano, że książka jest naprawdę dobra.
Odpisałam, że dziękuję, że książki już kupiłam, mam, a nawet jeden tom już zdążyłam przeczytać. Dodałam, że gdyby mimo to, chciała mi je podarować, to je przygarnę i sprezentuję komuś. 
Po tym kontakt się urwał. 
Dla jasności, gdybym chciała wyłudzić darmowe egzemplarze, milczałabym jak zaklęta, że je sama kupiłam. Lecz nasuwa mi się uparcie refleksja. Jeżeli tej pani nie stać było na odpowiedź, choćby ze stwierdzeniem, że sorry, ale tak to my nie rozdajemy książek, to ja mam zastrzeżenia do kultury osób zajmujących się promocją kultury.

2. Kilka razy pisałam, że nie nazwałabym tego co robię, recenzowaniem. Staram się nie wypowiadać na temat warsztatu pisarskiego, bo po prostu nie jestem kompetentna. To co robię, bardziej nazwałabym pamiętnikiem książek. Notuję myśli, bo każda książka zmusiła mnie do refleksji, często dalekich od jej tematu. 
Dlatego też buntowałam się (i buntuję) przeciwko analizom typu "co autor miał na myśli". Może nic nie miał, może myślał, jeszcze kilka stron, jeszcze jeden rozdział i będzie kasa!
Nie ukrywam jednak, że chętnie dowiedziałabym się, bezpośrednio u źródła, co było celem, co oznaczają pewne rzeczy, dlaczego bohatera obdarzył takimi a nie innymi cechami, co oznacza to czy tamto. Choćby po to, by skonfrontować moje rozumienie dzieła z koncepcją autora. 

3. W tej powieści znalazłam wszystko co lubię u Murakamiego: cienką linię między tym co prawdziwe i iluzoryczne, intrygującą fabułę, bliskiego mi mentalnie bohatera, z którego światopoglądem potrafię się utożsamić, racjonalizm przemieszany z elementami magicznymi. 
Rozbawiło mnie stwierdzenie o złu czającym się w podwójnych metaforach, o tym, że potrafią być niebezpieczne. Zastanowiło mnie stwierdzenie, że może ludzie majętni jednak kupują również czas, bo czy nie tak można podejść do zabiegów przedłużających młodość, sprawność (ale może zbyt dosłownie interpretuję to stwierdzenie).
Kilka razy zastanawiałam się, jak ktoś o wrażliwości Murakamiego podchodzi do tego co Japończycy zrobili w Nankinie. Ten temat już kilka razy wracał w jego twórczości a dla mnie wiedza o ludobójstwie w Nankinie jest traumatyczna.
To co wraca w twórczości pisarza to podkreślanie znaczenia ludzi, z którymi się spotykamy, w kształtowaniu nas samych. Postrzeganie pewnych wydarzeń w kategorii punktów zwrotnych, pozornych epizodów, które okazują się kluczowe w dalszych losach. Stąd oczywiste stwierdzenie, że nic w życiu nie dzieje się niepotrzebnie, jeśli tylko potrafimy wyciągać wnioski. 

Po skończeniu tej powieści nie mogłam oderwać oczu od ostatnich stron. Muszę szybko znaleźć nową książkę, by nie tęsknić za postaciami schodzącymi z obrazów, za doliną w okolicach Odawary, za małą Marie, która martwi się, że nie rosną jej piersi i facetem, dla którego nie ma znaczenia kto jest biologicznym ojcem dziecka, które kocha.  

Nie wiem jak można żyć nie czytając Murakamiego :):):)
Polecam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz