wtorek, 4 grudnia 2018

Śmierć Komandora. Pojawia się idea T. 1., Haruki Murakami




Śmierć Komandora. Pojawia się idea t. 1., Haruki Murakami
Przełożyła z japońskiego Anna Zielińska-Elliott
Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA, Warszawa 2018

ŚMIERĆ KOMANDORA jest powieścią na tyle typową dla Murakamiego, by zachwyciła jego fanów i wystarczająco INNĄ, by powiało świeżością, by nie móc zarzucić autorowi, że w kolejnych powieściach ogrywa stałe wątki.
Oczywiście, są elementy wspólne wszystkim jego powieściom: bohaterzy to zwykli ludzie, przeciętni pod każdym względem. Ani zbyt mądrzy, ani przystojni, ani utalentowani.... Niezbyt też osadzeni w patriarchalnej kulturze japońskiej. To oni często zajmują się domem, gdy kobiety robią karierę zawodową. Nawet nie zawsze pracują, często są utrzymywani przez kobiety. 
Nie bardzo odnajdują się w stałych związkach, przyjaźnie też raczej takie dość powierzchowne. Ale znają się na literaturze, markowych alkoholach i słuchają muzyki klasycznej lub jazzu. 
Chyba we wszystkich powieściach Murakamiego, zostaje zatarta granica między tym co realne a surrealistyczne. Między jawą a snem. 

W tej powieści zwraca uwagę liniowa narracja, która pozwala płynnie, z łatwością podążać za wątkiem. Bywam zmęczona (umęczona) mnogością planów w powieści, zbyt licznymi postaciami pierwszo- i drugoplanowymi, do tego stopnia, że przez pierwsze kilkadziesiąt stron walczę by dotrwać i połapać się o co w tym wszystkim chodzi. 
Tu bohaterowie drugiego planu są nieliczni, zredukowani do niezbędnego minimum.
I najważniejsza różnica polega na tym, że jest to (przynajmniej do końca 1. tomu), najbardziej realistyczna powieść Murakamiego. Oczywiście, MUSI być element surrealistyczny, stąd personifikacja IDEI nie dziwi.

Powiedzmy, że historia zaczyna się z chwilą, gdy rozpada się małżeństwo głównego bohatera. Mężczyzna, utrzymujący się z malowania portretów na zamówienie, jest do tego stopnia zaskoczony sytuacją, że pakuje kilka niezbędnych rzeczy i starym autem wyrusza w podróż (alegoria życia?). Podróżuje przez kilka miesięcy, a gdy postanawia się zatrzymać, przyjaciel wynajmuje mu dom w górach. W tym domu mieszkał znany i uznany malarz, ojciec przyjaciela. 
Nasz bohater próbuje na nowo sklecić życie. Zaczyna uczyć malarstwa na kursach w pobliskim mieście, spotyka się z dwiema kobietami, nie maluje, słucha muzyki...
Intryguje go dom po przeciwnej stronie doliny. Duża posiadłość, której biel jest widoczna z daleka. A w pobliżu domu, w którym mieszka jest mała szintoistyczna kapliczka...

W miejsce jednej rozwiązanej zagadki, pojawia się kilka nowych. Wciąż przybywa tajemnic, zachodzą dziwne zjawiska, wraca zwielokrotniona wena...

Jakoś samorzutnie nasuwa mi się wniosek, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, że czasem dzieje się z pozoru coś złego, by mogło się wydarzyć lepsze.
Boję się jednak, że to przedwczesne wnioski, biorąc pod uwagę, że ostatni, 32. rozdział pierwszego tomu to obszerny fragment " Buntu w Treblince" Samuela Willenberga.

Nie zmienia faktu... lektura obowiązkowa!


Ten wyższy stosik na zdjęciu powyżej, to przeczytane książki Murakamiego, te po lewej, czekają na swą kolej. Wśród nich brakuje tylko drugiego tomu ŚMIERCI KOMANDORA i zbioru opowiadań WSZYSTKIE BOŻE DZIECI TAŃCZĄ, do którego nie mam szczęścia. Zawsze gdy chcę kupić, nie jest dostępny w wersji papierowej. Są wśród nich lepsze i gorsze. Nie zachwyciła mnie powieść PO ZMIERZCHU, a nigdy nie zapomnę wrażenia z początku NORWEGIAN WOOD. 
Chyba należałoby się zgodzić z cytatem z C. R. Zafona: „Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to, co już masz w sobie” (Julian Carax w „Cieniu wiatru”). Może dlatego tak różnie odbieramy te same dzieła? Może dlatego co innego odnajdujemy w książkach za każdym czytaniem?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz