środa, 2 stycznia 2019

A ja żem jej powiedziała, Katarzyna Nosowska



A ja żem jej powiedziała, Katarzyna Nosowska
Wielka Litera, Warszawa 2018

Wpadła mi w ręce książka, której w życiu nie kupiłabym z własnej woli. Nie interesują mnie plotkarskie media, informacje z kim kto aktualnie uprawia seks, czy jak brzydko się starzeje ktoś, kto jeszcze niedawno był na okładkach wszystkiego. Nie potrzebuję do życia, czyjegoś życia. Nie potrzebuję też rad od osób, które stały się AUTORYTETAMI, bo są rozpoznawane. 
Dostałam tę książkę, od córki, która chciała się jej pozbyć zdegustowana zawartością, a sama ją dostała. Przy okazji była ciekawa mojej opinii. A, że potrzebowałam czegoś do czytania...

To co napisało wydawnictwo na okładce książki to bzdura. Ta książka nie jest PETARDĄ, cokolwiek to znaczy. Przy okazji... nie znoszę tego durnego określenia. Treść nie jest ani głęboka, ani błyskotliwa, ani zabawna.
Ta książka jest neurotyczna, przygnębiająca i monotematyczna. Mam wrażenie, że jest formą terapii, tak jak bywa rozmowa z kimś bliskim. Zwerbalizowanie problemów, to ich zminimalizowanie. Tylko po cholerę o tym gadać z ...tysiącami ludzi?
Do tego nie zgadzam się z autorką w większości poruszanych kwestii:
- nie można żyć nie angażując się w politykę czy działalność społeczną, licząc, że ktoś odwali za nas całą robotę;
- nie zgadzam się, że autorka poradziła sobie z problemami, wprost przeciwnie, jest jednym wielkim problemem, a ta książka jest ekshibicjonistycznym dowodem;
- nie można drzeć łacha z social mediów i w nich uczestniczyć, bo to brak konsekwencji;
- nie zgadzam się ze stwierdzeniem kolegów autorki, że "jak suka nie da, to pies nie weźmie", bo to facetowskie stwierdzenie usprawiedliwiające korzystanie z nadarzającej się okazji. A facet to co? Mózgu nie ma? Myśli genitaliami?

Autorka pisze, bo lubi. Jak pisze to pali, jak pali to nie je. No i ma za złe: rodzicom, byłym facetom, czasowi, menopauzie (to też czasowi), mediom społecznościowym, przyjaciółkom, które głównie wyrywają aktualnego faceta, show biznesowi (którego jest elementem)... Tylko po cholerę ktoś ma to czytać? Szczęśliwie, próbując zrozumieć moje dziecko i pytana przez nie co chwilę o wrażenia, przeczytałam TO w jeden wieczór. 

Nie byłabym uczciwa, gdybym nie powiedziała, że znalazłam kilka fajnych tekstów, na przykład o alkoholizmie, o robieniu za autorytet w dziedzinie wszystkiego, redefinicja znajomych na facebooku,  o paleniu... 
Ale to za mało, żeby było warto. 
Do tego beznadziejne wydanie. Ta książeczka miałaby połowę objętości, gdyby nie napompowana grafika. Zawsze mam wrażenie, że tylko po to, by uzasadnić cenę.
Reasumują, może autorka dobrych tekstów nie musi od razu pisać książki.

2 komentarze:

  1. Szczerze, dosyć przepadam za okołomuzyczną twórczością KN ale jej wypowiedzi w mediach - to co Pani wymieniła - m.i.n o nieangażowaniu się w politykę, czyli również w marsze i protesty...dla mnie to słabe. Wiem że nie każdy musi być od razu hiper aktywistą ale....jest jakby nie było osobą publiczną. Ma dużo większe przebicie niż randomowy anonimowy ludek ;)) a tego nie wykorzystuje a wręcz przeciwnie.
    A powyższa recenzja bynajmniej nie zachęciła mnie do przeczytania tego "dzieła".
    Pozdrawiam, Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie o to mi chodziło...pozdrawiam Magdo :)

      Usuń