niedziela, 26 maja 2019

Bieguni, Olga Tokarczuk


Bieguni, Olga Tokarczuk
Audiobook w interpretacji: Olgi Tokarczuk, Agaty Kuleszy, Danuty Stenki, Magdaleny Cieleckiej, Wiktora Zborowskiego, Mariusza Bonaszewskiego
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015
ISBN: 978-83-08-05594-6
ISBN: 978-83-08-06560-0

Jest to jedna z najbardziej kontrowersyjnych powieści jakie czytałam. Wysoko oceniana przez krytykę i średnio przez czytelników. Na Lubimy Czytać uzbierała ocenę 6.95 na podstawie prawie 3600 ocen.  Przy tym dużo jest ocen skrajnych. 
Do tego jestem przekonana, że część oceniających wystawiła wysokie oceny, bo "skoro takie arcydzieło, to nie można się przyznać, że tego się nie dostrzega". 

Od pierwszych stron powieść  budziła we mnie skrajne emocje. Była irytująca, nużąca, ale i zachwycała. Nie rozumiem w niej zbyt wielu rzeczy, na przykład fascynacji preparowaniem ciał ludzkich w celach ekspozycyjnych, szczegółowych opisów  eksponowanych ciał. Szczere mówiąc, gdyby to były ciała zwierząt, mój stosunek to tego faktu byłby identyczny. 
Nie rozumiem zamysłu autorki w wielu miejscach. Na przykład potrzeby definiowania oczywistych przedmiotów i zjawisk. To mnie chyba najbardziej męczyło.  
Nie rozumiem w jakim celu tyle historii zostało wymieszanych, niedokończonych, ledwo zaznaczonych. Co autorka chciała przez to osiągnąć? 
Pomyślałam, że skoro potrzebny jest przewodnik po tej książce, to do kogo jest ona adresowana? 
Czy fakt, że mam problem z interpretacją jej treści, świadczy o moim niedouczeniu? Do jak licznej grupy adresowana jest ta powieść?
Podobało mi się wiele sformułowań, ale nie będę przytaczać cytatów, są dostępne na przykład TU

Jestem rozczarowana i zawiedziona, szczególnie, że cenię Olgę Tokarczuk. 

PS: chyba kupię sobie w Biedronce albo Lidlu kilka powieści pana M. aby odrestaurować zmasakrowane ego... bo skoro wyższe wykształcenie uzyskane na jednej z lepszych uczelni w kraju nie wystarcza by czytać w zachwycie tak uznane dzieło literackie, to ja się poddaję.

Nagrody i nominacje: 
- 1. polska książka, która otrzymała Międzynarodową Nagrodę Bookera
- Literacka Nagroda Nike 2008
- nominacja do National Book Award 2018


sobota, 25 maja 2019

Bar Pod Kogutem, John Grisham


Bar Pod Kogutem, John Grisham
Tłumaczenie Lech Żołędziowski
Audiobook czyta Roch Siemianowski
Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2018
ISBN: 978-83-812-527-44

Nie jestem specjalnie fanką Johna Grishama, przeczytałam tylko DARUJMY SOBIE TE ŚWIĘTA i FIRMĘ. Przy pierwszej świetnie się bawiłam, obie powieści uważam za dobre. Wydaje mi się, że nawet na ich podstawie mogę stwierdzić, że BAR POD KOGUTEM nie jest największym osiągnięciem pisarza. 

Autor wyznał, że źródłem inspiracji był artykuł Paula Camposa w The Atlantic, dziennikarza śledczego, który w 2014 roku pisał o przekrętach z uczelniami prawniczymi w Stanach. W dużym uproszczeniu, przekręt polega na tym, że te same firmy o skomplikowanych (i ukrytych) powiązaniach udzielają kredytów studenckich, są właścicielami prywatnych uczelni prawniczych i zajmują się ściąganiem długów z niespłacanych kredytów. Należy dodać, że intensywne, szeroko prowadzone kampanie reklamowe zapewniają, że ukończenie tych uczelni jest gwarantem dochodowej pracy, co totalnie mija się z prawdą, ale naganiają studentów, których wyniki nie pozwalają na studiowanie na bardziej prestiżowych uczelniach. W rzeczywistości wpędzają młodych, łatwowiernych ludzi w pułapkę zadłużenia, bez możliwości spłaty.

Bohaterami powieści jest czwórka nieudaczników, którym pozostał semestr do ukończenia studiów i zdanie egzaminu adwokackiego. Gdy jeden z nich, cierpiący na chorobę afektywną dwubiegunową, popełnia samobójstwo, podejmują decyzję o przerwaniu studiów. Szczególnie, że każde z nich ma milion powodów do takiej decyzji. Jedynej dziewczynie w tym towarzystwie, mają na przykład deportować do Afryki rodzinę, która od blisko trzydziestu lat nielegalnie przebywa w Stanach. 


Wspólnie zakładają firmę prawniczą pod fałszywymi nazwiskami i nie mając uprawnień do praktykowania prawa, zaczynają reprezentować klientów w drobnych sprawach sądowych, takich jak jazda w stanie nietrzeźwym, przekroczenie prędkości czy sprawach odszkodowawczych.  
Jednak i tu osiągnięcie sukcesu wymaga wiedzy prawniczej na jakimś elementarnym poziomie, więc popadają w kolejne tarapaty...

Zastanawiałam się jak podsumować tę powieść i jedyne co przychodzi mi do głowy, to stwierdzenie, że jest to rzemiosło na średnim poziomie. Bez fajerwerków, bez zaskakujących zwrotów akcji... Chyba nie tego, mimo wszystko, spodziewałam się po Grishamie. 
Ale... w związku z tym, że nie każda lektura ma dokonać rewolucji w naszym życiu, że czyta się by odpocząć... w podróży, na plaży, podczas treningu... to ja już wolę średni poziom Grishama niż poziom tytana pracy pana M., którego boję się spotkać, gdy otworzę lodówkę.

Pozostaje jeszcze kwestia etyki. Gdzieś spotkałam się z opinią, w której rozczarowana czytelniczka pisała, że nie spodziewała się, że John Grisham tak wyraźnie opowie się po stronie oszustów, sugerując, że nie jest przestępstwem oszukać oszusta... 
Polemizując z osobą, która nigdy tego nie przeczyta, powiem, że ogromna ilość utworów literackich oparta jest na podobnym motywie. Wystarczy, że powołam się na w.w. FIRMĘ, czy klasykę gatunku- ŻĄDŁO, czy rodzime VABANK. 

Pozostawiam kwestie moralne potencjalnym czytelnikom. 
Mam nadzieję, że nie zniechęciłam do tej powieści całkowicie.

piątek, 24 maja 2019

Dom marzeń, Erich Maria Remarque



Dom marzeń, Erich Maria Remarque
Przełożył Andrzej Zawilski
Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2000
ISBN: 83-7120-713-1

Znalazłam w domowej bibliotece nieprzeczytaną powieść Ericha Marii Remarque'a, co zdarza się niezwykle rzadko. Kolejnym zaskoczeniem jest charakter utworu, bo autor kojarzy mi się z zupełnie inną literaturą: NA ZACHODZIE BEZ ZMIAN, ŁUK TRIUMFALNY... 
Odnalazłam natomiast przedziwną mieszankę Mniszkówny i Rodziewiczówny. Egzaltowane romansidło, gdzie wszystkie uczucia są przejaskrawione i przesadzone. Bohaterowie zalewają się łzami z każdego powodu i umierają z miłości. Faceci obstawiają się bukietami kwiatów i ciągle o nich ględzą. Panienki albo są cnotliwe, i te są kandydatkami na żony i matki, albo są rozpustne i delikatnie mówiąc traktuje się je przedmiotowo...
A gdy się jeszcze uwzględni rozmowy o sufrażystkach, o służalczej roli kobiety, to naiwność tego dzieła poraża.   
Nie przypominam sobie równie infantylnej powieści. Jedynym wytłumaczeniem jest fakt, że był to debiut literacki popełniony w wieku 22 lat i już wówczas był źle przyjęty. 
Dlaczego w takim razie wciąż się TO wznawia?
Całość liczy sobie około 170 stron, co zabrało mi dzień życia.
Nie polecam!

PS: Wewnątrz książki czekała na mnie urocza niespodzianka. Miniaturka wykonana przez córkę w czasach liceum plastycznego, którą załączam.


środa, 22 maja 2019

Wyspa, Sigridur Hagalin Bjornsdottir


Wyspa, Sigridur Hagalin Bjornsdottir
Przekład Jacek Godek
Audiobook czyta Andrzej Ferenc
Wydawnictwo Literackie Kraków 2018
ISBN: 978-83-08-06411-5

Powieść została uznana za jeden z najlepszych debiutów ostatnich lat i zdobyła kilka nominacji. 
Dla mnie to chyba pierwszy kontakt z literaturą islandzką.
Przygnębiająca i wcale nie tak abstrakcyjna wizja świata po... no właśnie... co tak naprawdę się stało?

Wyobraźmy sobie dowolne państwo, które zostaje z dnia na dzień odcięte od reszty świata. Od dostaw paliw, leków, części zamiennych do już posiadanych urządzeń, ale przede wszystkim od dostaw żywności. 
Czy ktoś ze zwykłych zjadaczy chleba, zastanawia się skąd się biorą w sklepie rzeczy, które codziennie kupuje?
Wyobraźmy sobie, że z dnia na dzień tracimy kontakt ze światem zewnętrznym. Przestaje funkcjonować telefonia, internet, a telewizja nadaje wyłącznie propagandowe programy, które mają zadanie uspokoić opinię publiczną. 
To, że rzecz się dzieje w malutkiej Islandii, ma dodatkowe znaczenie, bo jej samowystarczalność jest relatywnie mniejsza. 
Nagle następuje paraliż całej służby zdrowia, bo przy braku antybiotyków niemożliwe jest dokonywanie najprostszych zabiegów operacyjnych. Zwykłe zapalenie wyrostka robaczkowego może być przyczyną śmierci. 
Jak stwierdza jeden z lekarzy, medyna cofnęła się z dnia na dzień do średniowiecza. Brak środków przeciwbólowych, leków anestezjologicznych...
Gdy zaczyna brakować żywności zaczyna się nagonka na cudzoziemców, również turystów, którzy dotąd byli źródłem dochodów. Umieszcza się ich w izolacji w nieludzkich warunkach. 
Zbędna staje się kultura, bo twórcy, nie przysparzają dóbr niezbędnych do przetrwania...
Sugeruje się społeczeństwu, że można wyjść z impasu jeśli tylko każdy kto może, zajmie się uprawą i hodowlą. 
Przy tym należy ograniczyć liczebność populacji. 

Thriller w zamierzeniu i political fiction wcale nie jest tak abstrakcyjny jakby się mogło wydawać. Wystarczy się uważnie wczytać, wsłuchać w wypowiedzi polityków. Odnoszę wrażenie, że podobne wypowiedzi (do tych z książki) słyszymy codziennie. Może nie w takiej koncentracji, może nie tak jednoznaczne, jeszcze nie tak agresywnie wypowiadane. 
Ale czy nie co raz częściej słyszymy o NARODZIE zamiast o społeczeństwie, czy cudzoziemcy nie odbierają pracy? Nie roznoszą chorób? Czy to co narodowe nie stanowi najwyższej wartości?

Przerażające w tej niewielkiej powieści jest to, że jest bliższa rzeczywistości niż chciałoby się myśleć. Niestety.


Panorama mariny w Pirovac, Chorwacja

niedziela, 5 maja 2019

Ciernista róża, Charlotte Link


Ciernista róża, Charlotte Link
Przekład z języka niemieckiego Ewa Spirydowicz
Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2016
ISBN: 978-83-7508-994-3

Za każdym razem, gdy czytam tego typu książkę czuję się trochę zażenowana, trochę zawstydzona, że czytam tak mało ambitnie, że marnuję czas, że tak odmużdżająco... A prawdą jest, że takie bzdury pochłania się w mgnieniu oka i po prostu się przy nich odpoczywa. 
Walczę więc z tym irracjonalnym poczuciem zawstydzenia.

Inną sprawą jest to, że najbardziej cenionego (lubianego) autora należy dozować. A ja, mam wrażenie, że czytam KOMPULSYWNIE. Tak jest z Murakamim, Majgull Axelsson, Eleną Ferante, Richardem Flanaganem, Mariuszem Szczygłem... no i czasem z Charlotte Link.
Nie wszystkim wystarcza kreatywności, by kolejne utwory nie powielały schematów. W efekcie czytając kolejne dzieła Link odnoszę wrażenie, że autorka do tego stopnia wyeksploatowała pomysły, że kolejna fabuła jest wymęczona, wymyślona na siłę.
W przypadku twórczości Charlotte Link nawet trudno powieści sklasyfikować jednoznacznie jako kryminały. To nie wada, uważam, ale jako kryminały jej powieści są sprzedawane. Więcej w nich jednak powieści obyczajowych, romansów, sag rodzinnych niż kryminałów.

Muszę przyznać, że są wśród jej powieści całkiem dobre, tak jak LISIA DOLINA, której zapomnieć nie mogę, lub DOM SIÓSTR, w którym wątek kryminalny ma zupełnie marginalne znaczenie.

CIERNISTA RÓŻA jest jednak do tego stopnia przekombinowana, że definitywnie tą powieścią kończę moją przygodę z twórczością Charlotte Link. Więcej nie zniosę.
Często powieści tej autorki są dwuwątkowe. Jeden współczesny, drugi historyczny. 
Tu starsza historia rozgrywa się w czasie II wojny światowej na Wyspach Normandzkich okupowanych przez Niemców. Komendant jednej z wysp ma młodą żoną, która po zakończeniu wojny i śmierci męża pozostaje na wyspie. Nadal zamieszkuje w zajętym podczas okupacji domu, wciąż z prawowitą właścicielką! Przez kilkadziesiąt lat!
Jest to, moim zdaniem, tak absurdalne, że aż irytujące. Znam trochę historię i nie mogę sobie wyobrazić, żeby żona hitlerowskiego oficera była mile widziana w społeczności lokalnej po zakończeniu wojny. Nie mogę też uwierzyć, że prawowita właścicielka domu, która tyle wycierpiała w czasie wojny, godzi się dzielić dom z żoną faszysty...
Pomijając aspekt historyczny powieści, kilkaset jej stron to historia nie mająca nic wspólnego z gatunkiem literackim, do którego została przypisana. Pod koniec, jakby autorka zreflektowała się, że o czymś zapomniała i "dorzuciła" morderstwo. I zrobiło się tak rozpaczliwie naiwnie, głupio wręcz, że jest mi szczególnie wstyd, że to coś czytałam.

Nie polecam. Nie polecam i koniec!